Rok 2023 r. może upłynąć pod znakiem recesji w głównych światowych gospodarkach, choć nie jest jeszcze ostatecznie przesądzone w których - uważają uczestnicy XXIX debaty PAP Biznes „Strategie rynkowe TFI”. Główne banki centralne powoli kończą cykl zacieśniania polityki, choć mierzą się z różną sytuacją inflacyjną.


W XXIX debacie "Strategie rynkowe TFI" zorganizowanej przez PAP Biznes udział wzięli przedstawiciele Pekao TFI, Skarbiec TFI, Eques Investment TFI oraz TFI PZU.
"Recesja, która nas czeka w 2023 r., będzie miała charakter kroczący i nie wystąpi we wszystkich krajach, tylko w niektórych. W strefie euro ciężko mówić, że możemy jej uniknąć, głównie ze względu na Niemcy, które najprawdopodobniej w recesję już weszły. (...) W USA recesja może się pojawić, ale nieco później, nie od razu na początku roku" - powiedział Karol Ciuk, dyrektor zespołu zarządzania strategiami globalnymi Pekao TFI.
"Amerykański rynek pracy ma się jeszcze całkiem nieźle. Restrykcyjna polityka monetarna Fedu działa już od pewnego czasu i będzie coraz mocniej wpływała na gospodarkę w przyszłym roku. Jest to ryzyko z punktu widzenia recesji w 2023 r. w tej gospodarce. Z kolei balansem dla światowego wzrostu mogą być gospodarki azjatyckie, gdzie ryzyko recesji jest niższe. Gospodarka chińska prawdopodobnie uniknie recesji, o ile polityka 'zero Covid' nie doprowadzi do dłużnych lockdownów. Kraje azjatyckie mogą być równowagą" - dodał.
Według Tomasza Koraba, prezesa zarządu Eques Investment TFI, większość inwestorów nastawia portfele na możliwość wystąpienia recesji, choć jego zdaniem jest duża szansa, że największe gospodarki jej unikną.

"Słowo recesja jest odmieniana przez wszystkie możliwe przypadki. (…) I dla społeczeństwa, i dla rynków wydaje się, że recesja nie byłaby żadnym zaskoczeniem. A jeżeli rzeczywiście się wydarzy, to nie będzie tragedia dla rynków" - dodał.
Wiceprezes TFI PZU Piotr Dmuchowski zwraca uwagę, że rynki w ostatnich tygodniach zaczęły oczekiwać, że uda się "majstersztyk", czyli łagodne lądowanie głównych gospodarek.
"Z jednej strony banki centralne podwyższały stopy, ale nie zduszą gospodarki, uda się uniknąć głębokiej recesji, a inflacja zacznie spadać w przyszłym roku, czyli to byłby scenariusz win-win" - powiedział.
Dmuchowski zwrócił uwagę na niezrealizowane do tej pory ryzyko ujawnienia się dotychczas ukrytych systemowych problemów, które mają potencjał do materializacji szczególnie w momentach kryzysowych. W tym kontekście zarządzający TFI PZU wskazał np. na upadek giełdy krytpowalut, czy zamknięcie możliwości wyciągania środków z dużego globalnego fundusz nieruchomości.
Według Ciuka z Pekao TFI na tę chwilę recesja nie powinna się przerodzić w głęboki kryzys.
"To może być klasyczna cykliczna recesja wywołana problemami inflacyjnymi w konsekwencji decyzji banków centralnych, które zdejmują płynność z rynku i zacieśniają politykę, co stanowi wyzwanie dla gospodarki" - dodał.
"Z drugiej strony, jeżeli wszyscy mówimy o recesji, wiemy, że ryzyko jej wystąpienia jest znaczące, to paradoksalnie może to być najbardziej oczekiwana recesja w ostatnich latach" - dodał.
Zdaniem panelistów recesja w Polsce w 2023 roku jest bardzo prawdopodobna.
„Jeśli chodzi o scenariusz bazowy – dla Polski recesja jest dużo bardziej prawdopodobna niż nie, podobnie jak dla większości gospodarek. Jest oczywiście bardzo duża szansa, że uda się jej uniknąć, chociaż w Polsce pewnie mniejsza dlatego, że widzimy wiele czynników, które dopiero teraz zaczynają się ujawniać" - powiedział Tomasz Korab prezes zarządu Eques Investment TFI.
"Pierwszy to wpływ podwyżek stóp procentowych - teraz mamy sprzedaż na rynku mieszkań od minus 48 proc. do minus 70 proc., w zależności od segmentu. W segmencie najtańszych mieszkań rynek zamarł. To ma określone reperkusje, które przekładają się na inne branże” – dodał.
Zwrócił uwagę, że w 2023 odbędą się wybory parlamentarne.
„Z drugiej strony mamy rok wyborczy i należy oczekiwać, że będzie próba +dosypywania+ do gospodarki. To się udawało jak rynek pracy był mocny, (…) natomiast jak rynek pracy jest słaby (…), to nie bardzo jest jak to +zasypać+” – dodał.
Jego zdaniem, recesja nie powinna być dla rynku zaskoczeniem i nie powinna być głęboka.
„Jeżeli ona się wydarzy, to taką +tragedią+ nie będzie dla rynku - większość inwestorów nastawia na to portfele” – powiedział Korab.
„Spodziewamy się raczej lżejszej recesji, krótkiego spowolnienia i niezbyt głębokiego. Wszystko będzie zależało od wielu czynników, które trudno prognozować” – dodał.
Zdaniem Radosława Cholewińskiego, członka zarządu Skarbiec TFI, w przyszłym roku podwyżek stóp w skali obserwowanej w 2022 roku pewnie już nie będzie.
„Być może w ogóle ich nie zobaczymy, być może będzie tak, że w tej chwili będzie pauza z podwyżkami i jest ryzyko, że te podwyżki zostaną wznowione, jeżeli inflacja nie będzie spadała w takim tempie, w jakim chciałby NBP i wtedy ceny akcji znajdą się znowu pod presją. Nie jest to dla mnie centralny scenariusz. Jego prawdopodobieństwo nie jest małe, ale to nie jest więcej niż 50 proc.” – powiedział Cholewiński.
Ocenił, ze trudniej przewidywać sytuację geopolityczną.
„Wydaje mi się, że bez albo zawieszenia broni, albo zakończenia wojny na Ukrainie, to nie powinniśmy nastawiać się na to, że polski rynek akcji będzie tym najlepiej zachowującym się na świecie” – powiedział Cholewiński.
Zwrócił uwagę, że bieżące stopy procentowe są bardzo wysokie i po raz pierwszy od kilkunastu lat bieżąca rentowność instrumentów wchodzących w skład funduszu obligacji krótkoterminowych jest na poziomie 6-7 proc.
„Ci inwestorzy, którzy nie chcą ponosić nadmiernego ryzyka też mogą zarabiać na rynku finansowym inwestując w fundusze, które lokują w obligacje krótkoterminowe. Ryzyko jakieś zawsze jest, ale ono jest dużo mniejsze niż na funduszach obligacji długoterminowych czy na funduszach akcyjnych” – powiedział Cholewiński.
„To jest szansa dla inwestorów, tych, którzy tej zmienności nie akceptują” – dodał.
Karol Ciuk, dyrektor Zespołu Zarządzania Strategiami Globalnymi, zarządzający portfelem w Pekao TFI zgodził, że dla rynku akcji dużym problemem pozostaje sytuacja za wschodnią granicą.
„Ma to na pewno wpływ na percepcję na przykład inwestorów zagranicznych. Z drugiej strony same wyceny mocno spadły, więc z tej perspektywy to wygląda pozytywnie” – powiedział Ciuk.
Jego zdaniem, aby doszło do trwałej hossy na rynku polskim, niezbędna jest także hossa na innych rynkach wchodzących.
„Myślę, że tutaj kluczowy jest rynek chiński. (…) Myślę, że jest szansa na odreagowanie chociażby z tego powodu, że wyceny tam bardzo mocno spadły” - powiedział Ciuk.
Ekspert Pekao TFI ocenił, że rynek obligacji stał się konkurencyjny do rynku akcyjnego.
„Widomo, że wielu inwestorów - widząc, gdzie ma zysk +bez ryzyka+, inwestując na przykład w krótkoterminowe rządowe obligacje - kalkuluje to też w kontekście rynków akcji. Potencjalne obniżki stóp procentowych mogłyby mieć przełożenie na lepszy wynik rynku akcji. Czy do tego dojdzie w przyszłym roku? Wydaje się, że chyba nie” – powiedział Ciuk.
Według wiceprezesa TFI PZU, Piotra Dmuchowskiego wiosna może okazać się momentem przełomowym.
„Będziemy albo w trakcie końca sezonu zimowego, albo będziemy wiedzieli, jak on będzie wyglądał – im bliżej wiosny to jedna niewiadoma powinna odejść" - powiedział Dmuchowski.
Podał, że szczytu inflacji spodziewa się w okolicach lutego.
„Marzec, kwiecień to powinny być miesiące szybkiego spadku inflacji, późniejsza ścieżka jest trudniejsza do przewidywania (…) ale może się okazać, ze przełom I i II kwartału zarówno w Polsce, jak i globalnie, w pewnym sensie może dać tchnienie optymizmu” – powiedział Dmuchowski.
Zwrócił uwagę że PLN jest relatywnie mocny.
„Jeśli patrzymy na poziomy, które były po wybuchu wojny i teraz, to jesteśmy w zasadzie na poziomach, na których byliśmy przed wybuchem wojny. Rynki się spodziewają, że środki z KPO w końcu do Polski popłyną, to scenariusz bazowy” – powiedział Dmuchowski.
„Złoty powinien być relatywnie bezpieczny, ale tutaj ryzyko jest proporcjonalnie większe niż przy innych klasach aktywów” – dodał.
Jego zdaniem, najbardziej odpowiednią klasą aktywów dla części inwestorów są obligacje krótkoterminowe.
„Obligacje krótkoterminowe w momencie, kiedy mamy tak dużą zmienność na rynkach, dla inwestorów, którzy nie chcą próbować +łapać+ tych górek i dołków, wydają się najbardziej odpowiednim wyborem” – powiedział Dmuchowski.
Jego zdaniem, perspektywy dla giełdy są nieco bardziej optymistyczne, ale nadal jest wciąż zbyt mało danych, by to potwierdzić.
„Raczej byśmy sugerowali inwestorom, by patrzyli na to w nieco dłużnym terminie, a na ten moment obligacje krótkoterminowe wydają się bardziej odpowiednią inwestycją” – powiedział Dmuchowski.
Podał, że widać duże zainteresowanie polskim rynkiem akcji przez inwestorów zagranicznych.
„Z naszych rozmów wynika, że ich perspektywa jest taka, że oni mogą raczej zmniejszyć niedoważenie na polskim rynku, niż przeważać Polskę, dopóki sytuacja geopolityczna za wschodnią granicą jest nierozwiązana” – powiedział Dmuchowski.
Polityka banków centralnych osią uwagi rynków
W centrum uwagi rynków finansowych pozostają działania głównych banków centralnych. W najbliższych dniach swoje decyzje zakomunikują m.in. amerykańska Rezerwa Federalna, Europejski Bank Centralny, Bank Anglii, ale też Szwajcarski Bank Narodowy.
"Mamy tydzień prawdy na sam koniec roku, gdy główne banki centralne wyznaczą sentyment dla rynku na I kwartał. Jeżeli chodzi o konkretne decyzje – spodziewamy się standardowo podwyżki po 50 pb. ze strony trzech największych banków – Fedu, EBC i BoE" - powiedział Dmuchowski z TFI PZU.
"Istotniejsze jest to, co powiedzą te banki i jakie dadzą pewnego rodzaju wytyczne. Rynki ukierunkowują się na konsensus i spodziewają się, że podwyżki będą szybciej wygaszane, że będą to jedne z ostatnich podwyżek, choć być może będą jeszcze jakieś kroki ze strony banków centralnych w I kw. 2023 r. Jesteśmy jednak bliżej końca podwyżek stóp, a banki centralne w narracji będą coraz bardziej gołębie i pokażą, że najgorsze jest za nami" - dodał.
Radosław Cholewiński, członek zarządu Skarbiec TFI, zwrócił uwagę na coraz głębiej rysujące się różnice w sytuacji inflacyjnej, a tym samym w polityce pieniężnej, w USA i strefie euro.
"Banki centralne tych dwóch krajów prowadzą politykę, która może znaleźć się w pewnej istotnej dywergencji. W USA od wczesnego lata inflacja w USA opada. W strefie euro tak nie jest i cały czas mamy wzrost głównego wskaźnika inflacji. Wynika to z innej natury wzrostu cen. W strefie euro inflacja wiedziona jest głównie przez wzrost cen surowców energetycznych" - powiedział Cholewiński.
"W USA procesy inflacyjne są dużo bardziej dojrzałe. Tam inflacja wynika nie tylko z cen energii, ale również z cen związanych z mieszkaniem (...). Gdy popatrzymy na dane o wysokiej częstotliwości – ceny związane z mieszkaniem zaczynają się obniżać i w przyszłym roku inflacja w Stanach może wyraźnie spadać z obecnych poziomów" - dodał.
Cholewiński ze Skarbiec TFI szczególną uwagę zwraca na politykę EBC, który w ostatnich miesiącach prezentował zdecydowanie jastrzębią postawę.
"EBC komunikuje, że będzie zdecydowanie walczył z inflacją i coraz bardziej zastanawiam się, czy to jest właściwa odpowiedź na problemy strefy euro. Jeżeli wzrost wynagrodzeń w strefie euro to wynosi ok. 4 proc., a duża część inflacji wynika ze wzrostu cen surowców energetycznych, to można mieć wątpliwości, czy podwyżki stóp to właściwa odpowiedź. Tutaj jest bardzo ciekawy obszar do analizy w jakiś sposób EBC będzie, i czy w ogóle będzie niuansował podejście do inflacji w strefie euro" - dodaje zarządzający Skarbca.
W ocenie Koraba z Eques Investment TFI trudno jednak wskazać, czy bez ruchów banków centralnych w Polsce i na świecie szczyt inflacji przypadłyby właśnie w tym momencie.
"Główne czynniki, które determinują szczyt inflacji to nie są czynniki związane z decyzjami banków centralnych – tak jak spadek cen żywności, nośników energii czy wielu innych towarów i surowców. To wszystko razem powoduje, że inflacja w najbliższych miesiącach powinna spadać. Największa zagadka to tempo jej schodzenia i na ile zakotwiczyły się oczekiwania inflacyjne, czy też na ile automatyczne mechanizmy indeksacji w umowach będą podnosić ścieżkę CPI" - dodał.
Korab zwraca także uwagę na pole do manewru banków centralnych w sytuacji utrzymywania się inflacji na podwyższonym poziomie w otoczeniu recesji.
"Większość banków centralnych w mandacie nie ma wzrostu PKB, ale żyją tu i teraz, gdzie są politycy i wyborcy i widać że zajmują się jednym i drugim (inflacją i PKB - PAP)" - powiedział zarządzający Eques Invvestment TFI.
"Większość banków centralnych, w tym Fed czy EBC, akceptuje, że ceną za walkę z inflacją może być lekka recesja. Ale co będzie, jak pojawi się recesja w strefie euro, gdy inflacja wynosi 8 proc.? Czy wtedy będzie można obniżać stopy? Jeżeli odkotwiczą się oczekiwania i inflacja się utrwali to żeby to zdławić, potrzeba będzie znacznie większej recesji i większość banków centralnych to wie" - dodał.
Dla światowych giełd wiosna może być momentem przełomowym
Według Piotra Dmuchowskiego, wiceprezesa TFI PZU, przełom I i II kw. może natchnąć rynki optymizmem.
"Z punktu widzenia zarówno behawioralnego, jak i z poziomu trendu, to wiosna może się wydawać momentem przełomowym. Będziemy wtedy pod koniec sezonu zimowego, więc jedna niewiadoma powinna nam odejść. (…) Po drodze może się wydarzyć wiele rzeczy, o których nie mamy pojęcia, ale teraz, w ramach tego co wiemy i czego się spodziewamy, wiosna to może być optymistyczny moment. Pytanie, jak długo on będzie trwał i czy nie będzie już uwzględniony w wycenach. Scenariusz bazowy, który będzie miał wiele punktów zwrotnych, zakłada, że korekty mogą nastąpić jeszcze na początku przyszłego roku, ale od wiosny jest szansa, że będzie bardziej optymistycznie na rynkach" - powiedział.
"Jeśli patrzymy na krótki okres, to ostatni miesiąc był relatywnie pozytywny. Wydaje się, że rynki wyceniają obecnie pozytywny scenariusz, czyli miękkie lądowanie gospodarki. W takiej sytuacji jest większe prawdopodobieństwo, że wydarzy się coś złego, niż że wydarzy się coś jeszcze bardziej optymistycznego. Wracając do zmienności, przy tych poziomach, przy których jesteśmy, prawdopodobieństwo korekty jest większe niż mniejsze. W długim terminie rynki obligacji i akcji wydają się skorelowane, nie mieliśmy dawno tak złego roku zarówno dla akcji, jak i obligacji. Wydaje się, że skoro spodziewamy się w przyszłym roku poprawy sentymentu na rynku, a recesja nie powinna nas zaskoczyć, to zarówno akcje, jak i obligacje powinny zanotować pozytywne stopy zwrotu w przyszłym roku" - dodał.
Tomasz Korab, prezes zarządu Eques Investment TFI, wskazywał, że w przyszłym roku będzie lepiej na rynku akcji, jeśli nie spełni się czarny scenariusz.
"Zakładamy, że na rynkach będzie lepiej, a potencjał jest niewyczerpany, ale nie wydaje nam się, żebyśmy byli już w miejscu, z którego zacznie się nieprzerwany marsz w górę. Powinniśmy poczekać na początek recesji, nie ma jeszcze pogorszenia sytuacji na rynku pracy, a zwykle te zjawiska towarzyszyły kształtowaniu się dołka na rynkach. Zwykle ten dołek miał miejsce kilka lub kilkanaście miesięcy po zwrocie w polityce banków centralnych, dlatego wydaje się, że jeszcze jest za wcześnie na określenie dołka i nie wszystko jest uwzględnione w wycenach. To odbicie, które widzimy w ostatnich miesiącach, my uważamy za korektę" - powiedział.
"W przypadku momentu zmiany sytuacji na rynkach, to szukalibyśmy wydarzenia kończącego tę recesję, czyli spektakularnej klapy. Każdy cykl podwyżek kończył się zwykle upadłością albo wielkiego podmiotu prywatnego, albo bankructwem jakiegoś państwa. Wszyscy inwestorzy typują, jakie wydarzenie będzie taką klapą" - dodał.
Radosław Cholewiński, członek zarządu Skarbca TFI, powiedział, że można spodziewać się poprawy na rynku akcji, ale pytaniem otwartym pozostaje, z jakiego poziomu to będzie poprawa.
"Dopóki zwrot w polityce banków centralnych nie nastąpi, to musimy się liczyć z podwyższoną zmiennością. W przypadku rynków obligacji i akcji oznacza to trend boczny, z tym, że obligacje szybciej pokażą punkt zwrotny niż akcje ze względu na to, że na wyceny obligacji skarbowych nie oddziałują w takim stopniu wyniki finansowe spółek" - powiedział.
"Fale paniki mają to do siebie, że są trudne do przewidzenia. W tym roku mieliśmy trzy epizody takiej paniki rynkowej: pierwsza związana z inwazją Rosji na Ukrainę, późną wiosną związaną z podwyżkami stóp proc. na świecie, we wrześniu i październiku związaną z polityką banków centralnych. Wydaje mi się, że to jednak nie wyczerpuje tematu paniki na rynku, brakuje spektakularnego zdarzenia kwestionującego model biznesowego instytucji czy rozwoju, ale to jeszcze nie nastąpiło i to będzie ostatnia fala paniki. Patrząc na dane makro, to przed nami jest recesja, czyli niższe wyniki spółek. O ile przez cały rok wyceny spółek inkorporowały wyższe stopy proc. i uwzględniały wyższą premię za ryzyko, to konsensus na wyniki spółek w USA zakłada, że wyniki się poprawią. Jeśli to nie nastąpi, to wtedy moglibyśmy zobaczyć kolejną falę paniki, ale to jest warunkowe, to nie musi nastąpić" - dodał.
Według Karola Ciuka, dyrektora zespołu zarządzania strategiami globalnymi Pekao TFI SA, w przyszłym roku zyski spółek będą najważniejsze dla rynków akcji.
"Z perspektywy rynku akcji, to trudno oczekiwać, aby droga do wzrostu była usłana różami, jeśli gospodarka wchodzi w trudny okres. Wyższe stopy proc. także stanowią czynnik ograniczający optymizm. Wyceny spadły w tym roku, już nie są tak wygórowane, bowiem ta hossa po pandemii spowodowała, że wyceny aktywów ryzykownych były wysokie. Dla rynków akcji w przyszłym roku kluczowe będą zyski spółek, w jakim stopniu recesja wpłynie recesja na nie, bowiem na razie prognozy wskazują na symboliczny wzrost zysków firm" - powiedział.
"Fakt, że mówimy dużo o recesji, jest pozytywny dla ryzykownych aktywów, bowiem to oznacza, że w świadomości inwestorów część czynników ryzyka jest uwzględniona. Z ankiety wśród zarządzających największymi funduszami inwestycyjnymi w USA wynika, że trzy czwarte ankietowanych oczekuje recesji w ciągu następnych dwunastu miesięcy. To pokazuje, że nastroje są negatywne. Na rynkach w przyszłym roku, przy tak restrykcyjnej polityce banków centralnych, zmienność będzie wyższa. Możliwa jest faza kapitulacji, trudno powiedzieć co będzie jej katalizatorem, ale taki moment będzie dobrą okazją do akumulacji ryzykownych aktywów. (...) Oczywiście dzisiaj trudno cokolwiek przewidywać, ale kluczowe dla rynków finansowych jest to, kiedy banki zatrzymają podwyżki stóp proc. i zaczną je obniżać, żeby dać oddech rynkowi finansowemu" - dodał.
Tomasz Korab wskazywał, że sytuacja na rynkach akcji może się poprawić, bowiem wyceny są niskie.
"W USA sytuacja gosp. jest dużo lepsza, stąd wyceny na rynkach są dużo lepsze, dlatego trudno, żeby to tam wzrosty na rynkach miałyby nastąpić (…) Konsensus zysku na akcję w USA nadal jest stosunkowo wysoki, więc miałaby to być recesja bez spadku zysków, co jest czynnikiem ryzyka. Ogólnie w tym roku akcje spadały nawet po 30 proc., więc zwykle po takim roku następował lepszy rok, bo wyceny są niskie" - powiedział prezes zarządu Eques Investment TFI.
Zdaniem Piotra Dmuchowskiego w długim terminie akcje spółek paliwowych będą spadać.
"Z punktu widzenia zrównoważonego rozwoju mieliśmy ciekawy moment, kiedy inwestycje w tradycyjne spółki paliwowe były najbardziej dochodowe. Wielu wieszczyło, że mamy odejście od trendu na odnawialne źródła energii, ale wydaje się, że tak nie będzie, bowiem długoterminowe rozwiązanie problemów energetycznych nie leży w paliwach kopalnych i tą świadomość mamy. Ten trend jest krótkookresowy, pytanie tylko, jak długo będzie trwał" - powiedział wiceprezes TFI PZU.
Możliwa poprawa na rynkach surowcowych
"Surowce od połowy tego roku są również w trendzie bocznym, a teraz bardziej to przypomina nawet trend spadkowy, chociaż nie mam przekonania, że tak już jest. Przed nami cały czas jest zima, a trudno jest przewidzieć jaka będzie, skoro astronomiczna zima się jeszcze nie zaczęła. Musimy się nastawić na jeszcze kilka miesięcy niepewności, które mogą zmienić sytuację na rynku surowców w jedną lub drugą stronę, wziąwszy pod uwagę prawidłowości cykliczne" - powiedział członek zarządu Skarbiec TFI Radosław Cholewiński.
"Musimy przeczekać zimę, żeby oddzielić wpływ czynników zewnętrznych - tych, które trudno prognozować - na relacje strony popytowej, jak i podażowej i dopiero za kilka miesięcy będziemy wiedzieli w jakim punkcie jesteśmy. Jeżeli w tych kwestiach nie będzie eskalacji, to za pół roku pojawi się możliwość spadku cen surowców. Na dzisiaj jednak mamy zmienność i jeżeli okaże się, że zima jest cięższa niż w poprzednich latach w Europie, a do tego dojdą napięcia o charakterze geopolitycznym, to wcale nie jest wykluczone, że ceny surowców, a zwłaszcza energetycznych będą dalej rosły" - dodał.
Podczas debaty Karol Ciuk, dyrektor Zespołu Zarządzania Strategiami Globalnymi i Zarządzający Portfelem Pekao TFI, podkreślił wpływ wojny w Ukrainie na nagły wzrost cen przede wszystkim gazu ziemnego, co w jego ocenie zintensyfikowało poszukiwania alternatywnych rozwiązań energetycznych przez kraje Unii Europejskiej.
"Surowce weszły w fazę hossy tak naprawdę już w 2021 roku i kontynuowały ją w tym roku, ale nie oczekiwałbym, że będą liderem w następnym roku, również z tego powodu, że wiele z tych surowców ma charakter cykliczny. Jeżeli więc gospodarka miałaby spowalniać, to trudno o wzrosty fundamentalne, natomiast oczywiście różnego rodzaju szoki podażowe mogą powodować, że poszczególne rodzaje surowców będą zyskiwać" - powiedział Karol Ciuk.
Prezes Zarządu Eques Investment TFI Tomasz Korab uważa, że na rynku surowców powinny wrócić tendencje wzrostowe.
"Wydaje nam się, że ten powrót do wzrostów powinien nastąpić. Jeżeli mamy scenariusz bazowy, w którym recesja jest krótka i płytka, to potem podbija popyt na te surowce. Ceny surowców w ostatnich miesiącach spadają, spada na nie popyt, działa podatek inflacyjny, jak chociażby na złotego i rachunek obrotów bieżących" - powiedział prezes.
"Polska i Unia Europejska są w tej samej sytuacji - wzrost cen surowców spowodował duży deficyt na rachunku obrotów bieżących. Nasz rachunek zewnętrzny za nośniki energii - ropę gaz i węgiel - podskoczył z 2 proc. PKB do 4 proc., w związku z tym trzeba na to zarobić, ale jak to zrobić, kiedy główny partner handlowy wchodzi w spowolnienie, co powoduje, że równowaga makroekonomiczna, przy tych cenach surowców, jest dla Polski i Unii Europejskiej zaburzona" - dodał.
Wiceprezes PZU TFI Piotr Dmuchowski w trakcie debaty ocenił, że to przyszły sezon zimowy może być wyzwaniem, wskazując na problemy logistyczne dotyczące m. in. transportu gazu LNG.
"Kiedy zbliżamy się do sezonu grzewczego, zastanawiamy się, czy ten gaz po prostu będzie, czy nie będzie przerw w dostawie (...) Okazało się, że jednak magazyny w Europie udało się zapełnić, ale to przyszły sezon zimowy może być większym problemem. Czy wtedy uda się zapełnić wszystkie magazyny? Będziemy prawdopodobnie żyli tym samym dylematem w połowie przyszłego roku" - powiedział.
"To nie jest tak, że ta infrastruktura powstaje z dnia na dzień. Dużo się mówi o tym, że Niemcy mieli na Morzu Północnym terminal do gazu LNG i będą w stanie ten gaz importować, ale też jest ograniczona ilość tankowców, które są w stanie te surowce przewozić. To nie jest tak, że ten problem został rozwiązany" - dodał.
W przyszłym roku poprawa na rynkach obligacji
"Myślę, że poprawa w przyszłym roku nastąpi i na rynkach akcji, i na rynkach obligacji. W przypadku obligacji sytuacja jest trochę bardziej jasna niż jeszcze pół roku temu - wtedy cały czas byliśmy w okresie podwyżek stóp procentowych i nieustającej presji inflacyjnej. Jeśli chodzi o inflację, w drugim półroczu 2022 r. jednak sporo się zmieniło" - powiedział członek zarządu Skarbiec TFI, Radosław Cholewiński.
"Otoczenia dla światowej inflacji zmienia się na coraz bardziej zrównoważone. Widzimy coraz więcej czynników, które będą miały charakter deflacyjny. Wreszcie doszliśmy do sytuacji, w której pierwotna przyczyna wzrostu inflacji - czyli wzrost cen energii - zaczyna oddziaływać w sposób deflacyjny. Wysokie ceny energii działają jak 'podatek' i powodują, że trzeba oszczędzać na innych kategoriach wydatków konsumenckich" - dodał.
Jak zaznaczył Cholewiński inwestorzy czekają teraz na punkt zwrotny w polityce monetarnej największych banków centralnych.
"Na rynku obligacji jesteśmy cały czas w trendzie bocznym, który trwa od połowy roku. Czynnikiem, który jest teraz konieczny to pivot ze strony banków centralny i rynek próbuje przewidzieć, kiedy ten punkt zwrotny nastąpi. Jeżeli ten pivot nastąpi, to z pewnością będzie to sygnał do poprawy koniunktury na rynku długu" - powiedział członek zarządu Skarbiec TFI.
"Dopóki ten pivot nie nastąpi trzeba się jednak liczyć z bardzo dużą zmiennością. Mogą być takie miesiące na rynku długu jak listopad, gdzie fundusze obligacyjne dały bardzo dużo zarobić, ale mogą być też takie miesiące jak sierpień czy październik, gdzie obligacje notowały istotne straty. To co musimy teraz akceptować, to podwyższony poziom zmienności i w przypadku rynku obligacji i akcji oznacza to trend boczny. Obligacje pewnie szybciej pokażą punkt zwrotny niż rynku akcji" - dodał.
Podczas debaty dyrektor zespołu zarządzania strategiami globalnymi, zarządzający portfelem w Pekao TFI Karol Ciuk, zaznaczył, że banki centralne mogą wkrótce wstrzymać podwyżki, ale wyższy poziom stóp procentowych może zostać utrzymany przez dłuższy czas.
"Zobaczymy czy będziemy mieć od razu pivot, myślę, że możemy mieć pewien przystanek - podwyżki stóp zostaną zatrzymane, ale wyższe stopy procentowe mogą być utrzymywane przez pewien czas. Może się okazać, że stopy będą musiały być utrzymane nieco dłużej, żeby zbić podwyższoną inflację. Samo w sobie nie powinno to już być przeszkodą dla rynku obligacji. To, co było głównym hamulcem, to rosnące rentowności, natomiast już bieżące rentowności pozwalają portfelowi obligacji pracować i generować dochód. Spodziewałbym się uspokojenia nastrojów, bo 2022 r. był szalony na rynku obligacji" - prognozuje zarządzający.
W ocenie Karola Ciuka, przyszły rok powinien być wyraźnie lepszy dla rynku obligacji.
"Na rynku obligacji, patrząc szeroko na obligacje rządowe czy obligacje korporacyjne, w tym roku mieliśmy do czynienia z największą bessą w powojennej historii. Traciły przede wszystkim obligacje skarbowe ze względu na gwałtowny wzrosty rentowności, także obligacje korporacyjne, gdzie spready kredytowe w oczekiwaniu na spowolnienie gospodarcze rosły. Patrząc na rynek amerykański widać, że główny indeks obligacji korporacyjnych o ratingu inwestycyjnym odnotował stopę zwrotu w okolicach -14 proc. w tym roku" - zaznaczył zarządzający.
"To też świadczy o tym, że wyceny na rynkach obligacji znacząco poprawiły się, patrząc globalnie. Prawdopodobnie zbliżamy się do końca cyklu podwyżek stóp, dużo już zostało wycenione. Rynek obligacji sam w sobie już w dosyć istotny sposób wycenia ryzyko recesji. Z tej perspektywy rynek obligacji wygląda dosyć optymistycznie, spodziewałbym się, że przyszły rok będzie wyraźnie lepszy" - dodał.
Wiceprezes TFI PZU, Piotr Dmuchowski, prognozuje, że w przyszłym roku obligacje powinny zanotować pozytywne stopy zwrotu, choć zmienność pozostanie podwyższona.
"Jeżeli patrzymy na bardzo krótki okres, to wydaje się, że - szczególnie ostatni miesiąc - był bardzo pozytywny, zarówno dla rynków akcji, jak i obligacji. Wydaje się, że rynki wyceniają obecnie łagodny scenariusz, czyli miękkie lądowanie gospodarki. A jeżeli rynki wyceniają relatywnie pozytywny scenariusz, to tzw. risk reward, czyli na czym możemy więcej zarobić, wskazuje nam, że potencjalnie jest większe prawdopodobieństwo, że jeszcze coś złego może się wydarzyć i nastąpi korekta, niż że nastąpi coś jeszcze bardziej optymistycznego. Mowa tu trochę o aspekcie zmienności - przy tych poziomach, przy których jesteśmy, prawdopodobieństwo korekty jest większe niż mniejsze" - ocenił Dmuchowski.
"Z kolei w długim terminie wydaje się, że rynki akcji i obligacji są w dużej mierze skorelowane. Od dawna nie mieliśmy roku, w którym tak negatywne wyniki pokazały zarówno obligacje, jak i akcje. Skoro zatem spodziewamy się poprawy sentymentu na rynku, spodziewamy się recesji - ona nie powinna nas zaskoczyć, to wydaje się, że zarówno akcje, jak i obligacje, powinny zanotować pozytywne stopy zwrotu w 2023 r. Oczywiście to nie znaczy, że wszystkie, wszędzie i w każdym momencie wejścia tak będzie. Po drodze na pewno możemy spodziewać się podwyższonej zmienności" - dodał.
Również prezes zarządu Eques Investment TFI, Tomasz Korab, wskazuje, że przyszły rok powinien być lepszy dla rynku obligacji. Zaznacza jednak, że należy zachować ostrożność w przypadku rynków wschodzących czy obligacji korporacyjnych.
"Na rynku obligacji skarbowych wszędzie na świecie zdarzyło się zjawisko niezrozumiałe dla wielu inwestorów, szczególnie tych początkujących - kilku, kilkunastoprocentowe spadki wartości jednostek. Była to też cena za sytuację nienormalną, którą mieliśmy w szczycie ultra-luźnej polityki po COVID-19, kiedy jedna trzecia obligacji na świecie była notowana z ujemną rentownością. Dziś sytuacja się unormowała. Stąd też dla tych, którzy rynek obligacji upatrują jako miejsce do inwestowania, sytuacja jest dużo lepsza, bo jest w końcu normalna. Yieldy są dodatnie, gdyby ziścił się scenariusz, że poziom stóp utrzymuje się i jest płaski, to z samego trzymania obligacji jest plus. Problemem jest oczywiście inflacja, która powoduje, że realna stopa zwrotu jest ujemna, ale i tak wygląda to lepiej" - powiedział Korab.
"Jeśli chcemy wyjść na rynki wschodzące lub na rynek obligacji korporacyjnych to trzeba uważać. Mamy podwyższone stopy, a to powoduje, że bankrutują najsłabsze podmioty, trzeba uważać na ryzyko kredytowe, na potencjalne niewypłacalności czy to słabych przedsiębiorstw, czy też państw" - dodał.
pr/ tus/ ana/ kkr/ gor/ mcb/




























































