REKLAMA

Pomogłam pracownicy, a ona podała mnie do sądu

Barbara Sielicka2014-05-22 12:36
publikacja
2014-05-22 12:36
fot. iStockphoto/Thinkstock / Thinkstock

Relacje między pracownikiem a pracodawcą nie zawsze układają się pomyślnie. Szczególnie, gdy do czynienia mamy z firmą, która ma niestabilna sytuację finansową, gdzie pracodawca chce oszczędzać, a pracownik nie zawsze potrafi to zrozumieć. W takich przypadkach sprawy trafiają do sądu.

Na adres interwencje@bankier.pl otrzymaliśmy e-mail od czytelniczki, która - jak pisze - bardzo rozczarowała się postawą swojej pracownicy. Prowadzi ona jednoosobową działalność gospodarczą, w której zatrudniała jedną pracownicę. – Moja pracownica pracowała wcześniej w firmie mojego męża, ale kiedy on zlikwidował działalność chcieliśmy jej pomóc i zatrudniłam ją u siebie na umowę-zlecenie. Po paru miesiącach zaczęła nas prosić, aby dać jej umowę o pracę na czas nieokreślony, ponieważ potrzebna jej, aby dostać kredyt – pisze nasza czytelniczka. Zgodziła się i zawarła z pracownikiem umowę o pracę.

Niedługo później sytuacja finansowa firmy znacznie się pogorszyła. - Nie stać mnie już było na płacenie składek ZUS od umowy o pracę. Zaproponowałam jej, aby przeszła z powrotem na umowę-zlecenie, a jak nam się poprawi, to pomyślimy znowu o umowie o pracę. Ona się zgodziła. Niestety nie dałam jej tego na piśmie, tzn. powiedziałam, że dokumenty do podpisu są u księgowej. Pracownica do księgowej nie poszła, a nasze problemy tak nas zaabsorbowały, że zapomniałam o tym, aby dopilnować formalności – czytamy dalej w e-mailu.

Nasza czytelniczka była przekonana, że jej pracownica jest na zleceniu (została przerejestrowana w ZUS na umowę-zlecenie). Dodaje, że pracownica także o tym wiedziała, ale specjalnie nie poszła do księgowej podpisać dokumentów, aby sytuację przedłużyć. W ubiegłym tygodniu zapytała szefowej, czy ona dalej jest na umowę o pracę, a ona jej odpowiedziała, że przecież od początku roku przeszła na zlecenie. I wówczas zrobił się problem.

Pracownica zagroziła naszej czytelniczce, że nie ma dowodów na to, że ona się zgodziła na inną formę zatrudnienia i że ją pozwie. - Zdaję sobie sprawę, że jestem na straconej pozycji, gdyż pisemnego wypowiedzenia formalnie nie było. Zastanawiam się, czy mogę zwolnić ją dyscyplinarnie za porzucenie pracy, gdyż od momentu naszej rozmowy do pracy nie przyszła. Boję się jednak, że sąd nie uzna tego zwolnienia, gdyż ona może powołać się na fakt, iż nie zapłaciłam jej wynagrodzenia za umowę o pracę (tylko zlecenie). Jak mogę wyjść z tej sytuacji? – pyta czytelniczka.

Wypowiedzenie ustne jest możliwe

Niezachowanie przez pracodawcę formy pisemnej dla oświadczenia o rozwiązaniu umowy o pracę nie powoduje nieważności takiego oświadczenia. Wypowiedzenie złożone ustnie spowoduje rozwiązanie stosunku pracy. Nie znaczy to jednak, że takie wypowiedzenie jest zgodne z kodeksem pracy.

- Dla pisemnej formy oświadczenia o wypowiedzeniu umowy o pracę, przewidzianej w kodeksie pracy, nie zastrzeżono rygoru nieważności. Niezachowanie formy pisemnej bez reżimu nieważności nie powoduje, że w razie sporu nie jest dopuszczalny dowód ze świadków lub z przesłuchania stron na okoliczność dokonania określonej czynności. Zatem skuteczne rozwiązanie umowy o pracę może nastąpić w dowolnej formie, w tym ustnie – wyjaśnia Jacek Stefański z Kancelarii Stefański, Michałowski Adwokaci.

Wystarczy, że oświadczenie woli zostanie złożone konkludentnie, czyli przez każde zachowanie pracodawcy ujawniające jego wolę w sposób dostateczny. Pracodawca mógłby więc dowodzić przed sądem, przy pomocy powszechnych środków dowodowych (np.: przesłuchanie świadków), że złożył pracownikowi oświadczenie o rozwiązaniu umowy o pracę. Należy jednak przy tym pamiętać, że jednocześnie pracownica będzie mogła dochodzić wobec pracodawcy roszczenia z tytułu niezgodnego z prawem wypowiedzenia umowy o pracę, w tym o charakterze odszkodowawczym.

- W mojej ocenie mniejsze ryzyko mogłaby mieć próba dowodzenia, że bez zachowania formy pisemnej, strony umowy o pracę zawarły porozumienie o rozwiązania umowy o pracę. Warto rozważyć próbę i możliwości udowodnienia zawarcia takiego porozumienia i na tej podstawie rozwiązania umowy pracę – podkreśla Stefański. Mimo to nasza czytelniczka powinna skupić się na dostarczeniu wiarygodnych dowodów, takich jak np. działania księgowe podjęte przez pracodawcę w placówkach ZUS w następstwie zawartego porozumienia, czy też zeznań świadków, które potwierdzą to, że pracownica zgodziła się na rozwiązanie umowy o pracę.

W sądzie pracodawca może być przegrany

O komentarz poprosiliśmy Agatę Kostyk – Lewandowską, rzecznika prasowego Okręgowego Inspektoratu Pracy we Wrocławiu. - Sytuacja jest rzeczywiście skomplikowana i raczej przegrana dla pracodawcy. Wydaje się, że w tym przypadku stosunek wiążący obie strony, bez względu na nazwę umowy, nosił wszelkie cechy stosunku pracy. Jeżeli pracownica świadczyła pracę osobiście, pod kierownictwem, w określonym miejscu i czasie pracy, to należy tu mówić o stosunku pracy, a nie zlecenia. Prawdopodobnym jest, że nawet w przypadku braku dokumentów, o których pisze czytelniczka, sąd mógłby w spornym okresie ustalić istnienie stosunku pracy, nakazać jego potwierdzenie i wypłacić należne wynagrodzenie – wyjaśnia Lewandowska.

Dodaje, że jeżeli pracownica będąca na umowie-zlecenie wykonywała te same obowiązki i na tych samych zasadach, jak gdy była zatrudniona na umowie o pracę, to mamy tu do czynienia z naruszeniem bądź co najmniej obejściem przepisów. - Ciężko też dokonać tu zwolnienia dyscyplinarnego - podejrzewam, że przedsiębiorca nie prowadzi ewidencji czasu pracy i trudno byłoby udowodnić nieusprawiedliwioną absencję. Moim zdaniem to pracownik był bardziej uprawniony do takiego trybu rozwiązania umowy, niż pracodawca. Pomijam oczywiście fakt, że żadna ze stron nie dochowała tu wymogów formalnych rozwiązania umowy o pracę bez zachowania okresu wypowiedzenia - dodaje.

Jeżeli powyższą sprawę pracownica skieruje do Państwowej Inspekcji Pracy, to inspektor zbada sprawę, a następnie trafi ona na drogę postępowania sądowego.

Barbara Sielicka
Bankier.pl

Źródło:
Tematy
Wybierz konto firmowe, które zarabia na Ciebie i zyskaj premię do 1250 zł.

Wybierz konto firmowe, które zarabia na Ciebie i zyskaj premię do 1250 zł.

Komentarze (13)

dodaj komentarz
~abc
Wywaliłbym ja z art. 52 ( dyscyplinarnie) skoro nie chodzi do pracy. Jesli do sądu pracy pójdzie to moze trwac latami , jesli bedziesz złośliwa. Na kolanach przyjdzie jesli potrzebuje pracy . Nikt jej z art. 52 na dobre stanowisko nie zatrudni.
(usunięty)
(wiadomość usunięta przez moderatora)
~Dsat
Jeśli przegrasz w sądzie. Zrób tak: zapłać zaległe składki zus, żeby nie ścigał Cię ZUS, jednocześnie rozwiąż firmę i zarejestruj ją na nowo zmieniając nieznacznie formalny charakter działalności, w dniu rozwiązania firmy wyślij wypowiedzenie.
Ale oczywiście w sądzie warto spróbować. Chodzi przecież
Jeśli przegrasz w sądzie. Zrób tak: zapłać zaległe składki zus, żeby nie ścigał Cię ZUS, jednocześnie rozwiąż firmę i zarejestruj ją na nowo zmieniając nieznacznie formalny charakter działalności, w dniu rozwiązania firmy wyślij wypowiedzenie.
Ale oczywiście w sądzie warto spróbować. Chodzi przecież o nie małe pieniądze, z tytułu rocznych składek ZUSowskich. Na mój gust możesz ją też oskarżyć o odszkodowanie za straty z tytułu porzucenia pracy.
~FLAK
Nie wiem co takiego złego jest w umowach zlecenie wg. mnie najlepsza umowa o pracę w obecnym systemie.

Po drugie Antyśmieciowcu poznałeś jedną stronę medalu (pracownika), teraz otwórz działalność gospodarczą i poznaj drugą. Wtedy będziesz miał pełny obraz i pełne prawo wypowiadania się na tematy, które obecnie
Nie wiem co takiego złego jest w umowach zlecenie wg. mnie najlepsza umowa o pracę w obecnym systemie.

Po drugie Antyśmieciowcu poznałeś jedną stronę medalu (pracownika), teraz otwórz działalność gospodarczą i poznaj drugą. Wtedy będziesz miał pełny obraz i pełne prawo wypowiadania się na tematy, które obecnie znasz połowicznie

Po trzecie... miękkie serce mają zazwyczaj właśnie małe firmy. Często prowadzone w formie spółek cywilnych czy jednoosobowych działalności. Owi "krwiopijcy", "prywatna inicjatywa", "złodzieje", czy jak jeszcze nazwać prowadzących działalność są ludźmi, którzy obcują z pracownikami, znają ich problemy, czasami/często chcą im pomóc. I potem mają za swoje. Ludzie (pracownicy) są roszczeniowi. I kiedy pracodawca idzie im na rękę to jest śłodziutko, leją miodek (choć są i tacy co nawet nie podziękują, bo się im przecież należy). Ale jak jest gorzej to jeszcze pracodawcę docisną, naślą kontrolę. W korporacjach czy większych firmach tego nie ma. Pracownik jest oceniany, jest zły dostaje kopa i tyle. Jest mu źle to nikt się nim nie przejmuje. Liczy się wyłącznie interes firmy. No i kto wychodzi na tym lepiej? Mały (przejmujący się) czy duży (mający problemy pracowników w dupie)?

Po czwarte.Pracownik często patrzy z zawiścią, z zazdrością że ma "tyle kasy" na tego "krwiopijcę" tyle, że... jak przedsiębiorcy powinie się noga, to pracownik pójdzie do innego, zmieni pracę na lepszą czy gorszą i tyle jego zmartwień (niemal zero ryzyka). Przedsiębiorca natomiast... musi walczyć na rynku, ponosi odpowiedzialność karno-skarbową, użera się ze skarbówką, PIP-ą, sanepidem. Odpowiada całym swoim majątkiem. Ponosi mega ryzyko i ma z tego profity, albo dostaje po dupie.

Tak zatem antyśmieciowcu jeśli jesteś taki kozak w gębie to zapraszam na ryneczek! Ale tTy pewnie nie masz nawet pomysłu na biznes.
~drobny inwestor
Nie stać Cię na pracownika to go nie zatrudniaj, nie będziesz mieć dyskomfotru że patrzy na Ciebie jak na krwiopijcę i złodzieja. korporacje stać na wszelkie spory z PIP, US czy ZUS jak również prawników więc zatrudniają pracowników na etacie i wypłacają w terminie i nie na śmieciówkach. Każdy pracownik nie zależnie Nie stać Cię na pracownika to go nie zatrudniaj, nie będziesz mieć dyskomfotru że patrzy na Ciebie jak na krwiopijcę i złodzieja. korporacje stać na wszelkie spory z PIP, US czy ZUS jak również prawników więc zatrudniają pracowników na etacie i wypłacają w terminie i nie na śmieciówkach. Każdy pracownik nie zależnie czy pracuje w prywaciarza czy w korpo wie dostaje po dupie.
~Spekulant odpowiada ~drobny inwestor
Przykro mi kolego ale w moich oczach twoje wypowiedzi ewidentnie wskazują, że jeszcześ młody (i bynajmniej nic w tym złego, z przyjemnością się bym z tobą na wiek zamienił), proszę cię tylko byś zamiast pisać jak o faktach dodał taką krótką frazę "Według mnie...", gdyż uważam, że nie miałeś okazji Przykro mi kolego ale w moich oczach twoje wypowiedzi ewidentnie wskazują, że jeszcześ młody (i bynajmniej nic w tym złego, z przyjemnością się bym z tobą na wiek zamienił), proszę cię tylko byś zamiast pisać jak o faktach dodał taką krótką frazę "Według mnie...", gdyż uważam, że nie miałeś okazji pracować w zbyt wielu różnych miejscach pracy nie wspominając już o prowadzeniu własnej działalności.

Pozdrawiam
~szefuf
Pomimo, że ja też patrzę z perspektywy pracownika, to zgadzam się z większością tego co piszesz.
Ale, jest jedno "ale". Umowy "śmieciowe" stały się dla dużych firm metodą wprowadzania wyzysku i terroru w firmie. Dzięki podpisywaniu miesięcznych umów General Electrics może straszyć tych na linii
Pomimo, że ja też patrzę z perspektywy pracownika, to zgadzam się z większością tego co piszesz.
Ale, jest jedno "ale". Umowy "śmieciowe" stały się dla dużych firm metodą wprowadzania wyzysku i terroru w firmie. Dzięki podpisywaniu miesięcznych umów General Electrics może straszyć tych na linii produkcyjnej, że "jak się nie podoba, to za chwilę Cię tu nie będzie". Umowa o pracę jest do dupy, ale ci zarabiający najmniej nie mają oszczędności, nie mogą zostać nagle bez pracy i dzięki temu mogą być dojeni strasznie przez zatrudnienie na "śmieciówkach".
Ja chętnie bym popracował na śmieciówce, ale nikt mnie nie zwolni, a nawet jeśli za 3 dni będę miał nową, nie gorszą, pracę...
~FLAK odpowiada ~szefuf
Będąc na umowie o pracę masz prawa, ale i... obowiązki. Chcesz zmienić pracę, ale jest okres wypowiedzenia. Sądzisz, że on obowiązuje tylko pracodawcę? Nie. Jak będzie złośliwy to będzie kazał tobie przychodzić do pracy przez kolejne tygodnie. A Twój nowy pracodawca może jednak stwierdzić, że on sobie jednak Będąc na umowie o pracę masz prawa, ale i... obowiązki. Chcesz zmienić pracę, ale jest okres wypowiedzenia. Sądzisz, że on obowiązuje tylko pracodawcę? Nie. Jak będzie złośliwy to będzie kazał tobie przychodzić do pracy przez kolejne tygodnie. A Twój nowy pracodawca może jednak stwierdzić, że on sobie jednak weźmie kogoś innego.

Kurcze... jak się Tobie nie podoba to nie powinno tam ciebie być. Szukaj, szukaj i jeszcze raz szukaj. Na pewno wcześniej czy później znajdziesz coś lepszego. I przede wszystkim dokształcaj się, bo w prostych pracach fizycznych zawsze będzie duża konkurencja (każdy może to robić). Kwestia popytu i podaży spowoduje, że zawsze będzie pracownikowi na linii ciężko. Natomiast w kwestii pracodawcy - taki pracodawca teraz może tak robić, tyle, że jak wróci czas pracownika (a wróci) to będzie prosił aby ktoś do niego przyszedł, ale wtedy wszyscy będą znać jego metody działania. Poszedłbyś do niego? NIE. Pracodawca, który pracowników traktuje przyzwoicie nie będzie miał problemu z ich zatrzymaniem tudzież znalezieniem nowych

Składki na ZUS... sorry, ale nie rozumiem tej głupoty biedoty pędzącej do tego aby oskładkować umowy "śmieciowe". Pracodawca może weźmie część tego obciążenia na siebie, ale w większości przypadków po wynagrodzeniu dostaną właśnie pracownicy. Mniej zarabiający będą mieli jeszcze mniej i będą moli jeszcze mniej odłożyć. Tudzież ktoś będzie musiał być zwolniony, a reszta będzie robić jego robotę. I nie rozumiem tego że ludzie chcą oddać jakiś procent swojego wynagrodzenia na ZUS tylko po to aby otrzymać złudzenie przyszłej emerytury - dajesz procent a potem okaże się, że to spowodowało wzrost Twojej emerytury o 5zł miesięcznie i masz raptem 5 zł więcej niż minimalna emerytura tego co całe życie nie robił nic. Kumasz? Może ktoś mi to wytłumaczy.
~Kal odpowiada ~drobny inwestor
Nie kumam dlaczego uważasz, że lepiej nie zatrudniać, jeśli mnie nie stać. Przecież jeśli dla pracownika lepiej jest nie zostać zatrudnionym niż pracować na moich warunkach, to może się na nie nie zgodzić i nie być przeze mnie zatrudnionym. Moi pracownicy nie patrzą na mnie jak na krwiopijce i złodzieja. Ludzi, którzy Nie kumam dlaczego uważasz, że lepiej nie zatrudniać, jeśli mnie nie stać. Przecież jeśli dla pracownika lepiej jest nie zostać zatrudnionym niż pracować na moich warunkach, to może się na nie nie zgodzić i nie być przeze mnie zatrudnionym. Moi pracownicy nie patrzą na mnie jak na krwiopijce i złodzieja. Ludzi, którzy nie rozumieją tego, co przed chwilą napisałem trzymam od mojej firmy z daleka, nie ze względu na "ich dobro", tylko szacunek do siebie. Nie podejmuje się współpracy z kimś, kto uważa, że celem mojego życia powinna być opieka nad nim.

Powiązane: Interwencja Bankier.pl

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki