Dziennik pisze, że medycy mają utrudniony dostęp do kart, bo od pięciu miesięcy interesuje się nimi Centralne Biuro Antykorupcyjne. Wyjaśnia, że chodzi o około tysiąc kart, które CBA uznało za dowody rzeczowe w śledztwie. Są złożone w szpitalnym archiwum. Aby je przejrzeć, lekarz musi wpisać się do specjalnego zeszytu. Rozmówcy "Życia Warszawy" spekulują, że założono go po to, by było wiadomo, kto i w jakim celu przegląda historie pacjentów.
Gazeta przypomina, że w czerwcu CBA zabrało ze Szpitala MSWiA ponad sześć tysięcy kart. Miało to związek ze śledztwem dotyczącym doktora Mirosława G., byłego ordynatora kardiochirurgii. Wówczas podniósł się alarm, bo zawierały one tajemnice lekarskie. Po nagłośnieniu sprawy część kart zwrócono do szpitalnego archiwum.
Dziennik dodaje, że agenci wciąż mają u siebie dwa tysiące oryginałów kart pacjentów. Rozmówcy "Życia Warszawy" twierdzą, że aby do nich sięgnąć, także trzeba zgody Biura.
Więcej o zeszycie CBA i archiwach szpitala MSWiA - w "Życiu Warszawy".
"Życie Warszawy"/IAR/kk
Źródło:IAR





























































