W 2014 roku polskie PKB wzrosło o 3,3%. To dobry wynik, bo oznacza, że część sektorów gospodarki oparła się spowolnieniu w Europie, rosyjskim sankcjom i braku reform w kluczowych kwestiach m.in. w prawie pracy i prawie podatkowym. W 2014 roku nie udało się uruchomić wszystkich środków UE przewidzianych dla Polski, a pomimo tego dynamika PKB utrzymała się na stosunkowo wysokim poziomie.
Odnotowany wzrost PKB jest dobry, ale nie ma wielkich powodów do zadowolenia. Mógłby być on silniejszy, gdyby rząd kontynuował działania deregulacyjne, uprościł prawo podatkowe oraz na poważnie zajął się reformą prawa pracy, co zachęciłoby pracodawców i pracowników do wychodzenia z szarej strefy.
Szara strefa – więcej szkód niż pożytku?
Pomimo doliczania do PKB szacunków odnośnie do właśnie dochodów z szarej strefy, to wcale nie uprawnia polityków do porzucenia tego problemu. Po pierwsze dlatego, że w dużym stopniu stanowi ona konkurencję dla legalnych podmiotów, które w związku z tym ponoszą koszty dwukrotnie.
Pierwszy raz z tytułu wyższych podatków, z których finansuje się dobra i usługi publiczne służące również tym, którzy unikają opodatkowania – z tego powodu w praktyce obciążane są wyższą stawką, która w teorii mogłaby być niższa gdyby obejmowała większą liczbę podatników.

Drugi koszt to wartość utraconych wpływów na rzecz firm i osób, które nie ponoszą kosztów regulacyjnych i podatkowych przez co ich oferta jest atrakcyjniejsza cenowo. Kolejna wątpliwa kwestia to dochody z tytułu prostytucji, przemytu i handlu narkotykami – w mojej opinii nakłady na walkę z tymi branżami oraz koszty likiwidowania szkód związanych z ich funkcjonowaniem przewyższają korzyści z ich akceptacji w życiu gospodarczym. Stąd wcale nie ma pewności, czy szarej strefy przypadkiem nie powinno się odliczać od PKB?
Gospodarka rośnie, ale dystans między najbogatszymi nie zmniejsza się
Chociaż jesteśmy liderem wzrostu w Europie to 3,3% dynamika PKB jest zbyt słabym wynikiem, by dogonić największe gospodarki w UE. Dla porównania – polskie PKB nominalnie w 2014 roku wzrosło o ok. 18 mld dolarów. Z kolei niemieckie PKB przy wzroście na poziomie 1,5% wzrosło o blisko 60 mld dolarów. By mieć szansę dogonić najsilniejsze gospodarki potrzeba nam wzrostu na poziomie co najmniej 5%-6%. Przy wyniku niższym od 4% dystans pomiędzy Polską a liderami UE zwiększa się.
Przeczytaj także
Ponadto przy dynamice PKB wynoszącej ok. 3,7% zaczyna zmieniać się struktura gospodarki – mniej liczą się niskie koszty pracy, a większego znaczenia nabiera jakość i wartość oferowanych dóbr i usług, szybciej rosną płace, a także dochodzi do trwałej obniżki bezrobocia przy jednoczesnym wzroście zatrudnienia – tak wynika z właściwości opisywanych za pomocą prawa Okuna.
Dlaczego? Zgodnie z obecną doktryną (i praktyką), by państwo rozwijało się „efektywniej” wzrost gospodarczy powinien być wyższy od potencjalnego, który liczony jest jako długoterminowa średnia dynamika produktu krajowego brutto. Potencjał rozwojowy polskiej gospodarki jest coraz niższy, dlatego potrzebujemy coraz słabszego wzrostu PKB, aby uzyskać wzrost zatrudnienia, redukcję bezrobocia i wyższe (nominalnie) płace. Obecnie potencjalny wzrost gospodarczy wynosi ok. 3%, więc prawdopodobnie już 3,7% dynamika będzie odczuwalna dla przeciętnego obywatela.
Z prognoz m.in. Komisji Europejskiej, Banku Światowego i Ministerstwa Finansów wynika, że wzrost PKB w 2015 roku wyniesie również ok. 3,3%. Najprawdopodobniej, o ile nie dojdzie do krachu na rynkach finansowych oraz pogorszenia sytuacji geopolitycznej, wzrost PKB może być bliższy 4% - m.in. na skutek planowanego uruchomienia środków UE na inwestycje w infrastrukturę i rozwój przedsiębiorstw (w 2014 roku programy były w praktyce zamrożone). Firmy nawet jak nie będą miały pieniędzy na wkład własny to łatwiej im będzie uzyskać kredyt z gwarancją rządową i mniej wydać na jego spłatę m.in. na skutek niskiej stopy procentowej.
Niskie ceny paliw, rok wyborczy i "fala śmieciowa" – 2015 rok powinien być dobry
Kolejny czynnik to niskie ceny paliw – dla naszej gospodarki to gigantyczny prezent, bo koszty transportu zmalały o ok. 20%. To także doskonała wiadomość dla przeciętnych konsumentów, którzy zaoszczędzone na paliwie pieniądze wydadzą w sklepach – to może być dobry rok dla handlu.
Przeczytaj także
Nie zapominajmy także o tym, że jest to rok wyborczy, a te rządzą się innymi prawami – w takim okresie rząd zawsze znajdzie sposób na sfinansowanie (nie zawsze potrzebnych) inwestycji w poszczególnych regionach kraju. Na koniec pozostaje kwestia rynków finansowych. Uruchomienie QE przez EBC doprowadzi do wpompowania ponad 1 bln euro w krajach eurolandu.
Chociaż nie jesteśmy członkiem strefy euro to nasze rynki powinny dostać zastrzyk gotówki na skutek oddziaływania „fali śmieciowej” – inwestorzy najpierw zainwestują w spółki na parkietach w Niemczech, Francji czy Hiszpanii, ale część urzeczona zyskami zdywersyfikuje swój portfel zakupując walory z rynków wschodzących – dla Europy to resztki a dla nas spory kapitał. Tak już niestety jest.
Łukasz Piechowiak






























































