Krzysztof Stanowski województwie świętokrzyskim jechał przez miejscowość 110 km/h. Patrol drogówki dał mu mandat w wysokości 3 tys. zł, 13 punktów karnych, a prawo jazdy odbierze za trzy miesiące. - Gdybym dostał 200 000 złotych mandatu, zabolałoby zupełnie inaczej - przyznaje, wracając do kwestii uzależnienia wysokości kar od wynagrodzenia.


Dziennikarz przez najbliższe tygodnie będzie jeździł rowerem do pracy (albo z kierowcą w razie niepogody) za przekroczenie dozwolonej prędkości o 60 km/h w Odrowążu. Sam zainteresowany tłumaczył się, że:
jak dzisiaj jechałem za autokarem do Wąchocka (woj. świętokrzyskie - red.), to minąłem jakąś małą miejscowość i przyspieszyłem. Jakieś 10 metrów przed znakiem 'koniec terenu zabudowanego' mnie capnęli i było 110.
W komentarzach dodał, że policjant, który go zatrzymał, skomentował: "Tam, gdzie piękna droga, żeby depnąć, tam jesteśmy my".
Tak, to prawda. Jak dzisiaj jechałem za autokarem do Wąchocka to minąłem jakąś małą miejscowość i przyspieszyłem. Jakieś 10 metrów przed znakiem "koniec terenu zabudowanego" mnie capnęli i było 110.
— Krzysztof Stanowski (@K_Stanowski) August 30, 2026
Jak to powiedział policjant: "tam gdzie piękna droga, żeby depnąć, tam jesteśmy… https://t.co/xY4kMcZI9u
Mandaty uzależnione od zarobków? "Zabolałoby inaczej"
Sam Stanowski przyznaje, że taka wysokość mandatu nie nadszarpnie jego domowego budżetu. - Gdybym dostał 200 000 złotych mandatu, zabolałoby zupełnie inaczej - napisał na X.
Taryfikator oparty o wynagrodzenia funkcjonuje m.in. w Skandynawii czy Niemczech. Co przyświecało tamtejszym ustawodawcom? "Ból finansowy" związany z popełnieniem wykroczenia musi być odczuwalny dla portfela, co nie oznacza przecież "wszystkim po równo".

I tak na podstawie tychże przepisów za jazdę bez uprawnień piłkarz Marco Reus zapłacił 540 tys. euro mandatu (czyli 2,3 mln zł). Z kolei jeden z najbogatszych finów Anders Wiklof za przekroczenie dozwolonej prędkości o 30 km/h musiał uregulować grzywnę w wysokości 121 tys. euro (ponad 520 tys. zł).
W Polsce co rusz wraca dyskusja na temat wprowadzenia podobnych rozwiązań. Niestety główną przeszkodą jest określenie poziomu dochodów kierowcy, który popełnia wykroczenie drogowe. Podobnie jak w przypadku dłużników alimentacyjnych.
Internauci sugerują jednak inne rozwiązanie: wysokość mandatów mogłaby być powiązana z wartością auta, którym popełniono wykroczenie lub przestępstwo.
Stanowski ostro krytykował piratów drogowych
- Chore zapierd... jest oznaką deficytów intelektualnych? Mówiąc prościej, debilizmu. Ten problem nie zniknie, dopóki komuś będzie imponowało, że druga osoba potrafi nogą mocno zrobić tak, wcisnąć pedał. Nawet małpa, i to przygłupia małpa, potrafi wcisnąć pedał, więc naprawdę nie ma czym się chwalić. Każdy dureń potrafi wcisnąć pedał i w efekcie czego samochód pojedzie szybko - tą wypowiedź szybko wypomnieli Stanowskiemu internauci na X.
Ten odpowiedział wprost: "Sama prawda na tym nagraniu. A że i ja byłem dziś debilem? No tak".
opr. aw
































































