REKLAMA

Piątkowski: Polska nie potrafi sprzedać światu swojego sukcesu

2026-09-03 07:15
publikacja
2026-09-03 07:15
Dodaj Bankier.pl w Google

Dr hab. Marcin Piątkowski, były ekonomista Banku Światowego ocenił dla PAP, że Polska nie potrafi wystarczająco dobrze sprzedać swojego sukcesu na świecie. Dodał, że jeszcze 5 lat temu było trudne do wyobrażenia, to że zasiądziemy przy stole G-20.

Piątkowski: Polska nie potrafi sprzedać światu swojego sukcesu
Piątkowski: Polska nie potrafi sprzedać światu swojego sukcesu
fot. Jacek Szydlowski / / FORUM

Od ponad miesiąca PAP rozmawia z intelektualistami, ekspertami i publicystami z Europy o tym, jak postrzegany jest nasz kraj za granicą. Czy Polska może być przykładem dla innych krajów, a także w jaki sposób należy opowiadać o Polsce na świecie - tym razem PAP zapytała dra. hab. Marcina Piątkowskiego, prof. Akademii Leona Koźmińskiego, autora bestsellera „Złoty wiek. Jak Polska została europejskim liderem wzrostu i jaka czeka ją przyszłość” oraz byłego ekonomistę Banku Światowego ds. rozwoju sektora prywatnego w Chinach i Indiach.

PAP: Na zaproszenie polskiej ambasady w Brasilii wziął pan udział w środę w seminarium prestiżowej Getulio Vargas Foundation w Sao Paulo „Poland, a Global Leader in Economic Growth, as a Partner of Brazil, Latin America's Largest Economy”. Czy promuje pan Polskę?

Dr hab. Marcin Piątkowski: Opowiadam o polskim modelu gospodarczym, o naszym sukcesie i o tym, co z niego wynika dla Brazylii. Gdybym był Brazylijczykiem i porównywał swój kraj z Polską, miałbym powody do zmartwienia. Otóż w 1990 roku poziom dochodu na mieszkańca w Polsce i Brazylii był taki sam, niemal co do dolara. Dziś u nas w Polsce jest ponad dwa razy wyższy niż w Brazylii, a do końca dekady Polacy będą 2,5 razy bogatsi. Staram się przekonać Brazylijczyków, by poszli naszą drogą. Polski model gospodarczy jest sprawdzony w praktyce. Uważam, że byłoby im go znacznie łatwiej naśladować niż np. model południowokoreański.

PAP: Co jest największą siłą Polski z perspektywy szeroko rozumianego świata?

Scammingout

M.P.: Na świecie o Polsce mówi się dziś więcej niż kiedyś, co bardzo mnie cieszy, bo od 20 lat jeżdżę po różnych krajach i opowiadam o tym, czego dokonaliśmy. Niestety, polski sukces gospodarczy jest wciąż najmniej znaną na świecie success story na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza. Cieszymy się z tego, że Polska trafia na okładkę „The Economist” czy „Daily Telegraph”, ale z moich podróży do Waszyngtonu, Pekinu czy New Delhi wynika, że globalne elity nie uświadamiają sobie tego, że możemy służyć innym przykładem.

Mamy powody, by się chwalić - w nieco ponad 30 lat przeszliśmy drogę od komunistycznego bankruta do gospodarki bogatszej od Japonii. Jeżdżąc po świecie, sam bądź na zaproszenie naszego MSZ, opowiadam o tym, dlaczego polski sukces jest wyjątkowy. Tłumaczę też, jakie lekcje z tego mogą wyciągnąć kraje G-20. Zakładam, że ten wątek znalazł się m.in. w wystąpieniach ministra finansów Andrzeja Domańskiego i szefa NBP Adama Glapińskiego, którzy byli niedawno na spotkaniu ministrów finansów w Asheville w Karolinie Północnej.

PAP: Minister Domański mówił w Asheville m.in. o tym, że Polska przeszła „od gospodarki centralnie planowanej wartej 60 mld dol. do gospodarki wolnorynkowej o wartości ponad 1 bln dolarów”.

M.P.: Przekaz o Polsce trzeba dostosować do specyfiki odbiorców. Brazylijczyków przekonywałem, że powinni skupić się na co najmniej trzech flarach naszego sukcesu, tj.: otwartości na świat, powszechnej edukacji i inkluzywności, czyli umożliwieniu osiągnięcia sukcesu w życiu całemu społeczeństwu. „Otwartość” jest kluczowa. Tymczasem Brazylia, podobnie jak Indie, to wciąż zamknięte, autarkiczne gospodarki. 38-mlnowa Polska eksportuje więcej niż prawie 220-milionowa Brazylia - w przeliczeniu na głowę mieszkańca aż siedem razy więcej.

To właśnie otwartość na handel stała się jednym ze źródeł naszego sukcesu, ale nie jedynym. Równie ważna jest otwartość na kapitał zagraniczny – na inwestycje. Polska jest championem w tej kategorii, a np. w Indiach inwestycje zagraniczne netto są bliskie zera.

Pod hasłem otwartość kryje się także przyjazne podejście do biznesu. Chodzi po pierwsze o to, aby założenie firmy było co do zasady szybkie, łatwe i przyjemne. A po drugie, żeby nikt nie przedstawiał nam propozycji nie do odrzucenia, jak już tą firmę założymy. Myślę np. o „propozycjach” przejęcia biznesu np. przez „zaprzyjaźnionego” z władzą oligarchę albo zagarnięcia naszej własności pod jakimś pretekstem przez państwo.

W Polsce, co do zasady, każdy może osiągnąć sukces, jeśli ma dobry pomysł na biznes, talent i trochę szczęścia. Na świecie takie historie są jednak wyjątkiem. W wielu krajach, w tym także tych z G-20, wciąż nie jest łatwo założyć firmę, bo elity nie chcą mieć konkurencji na otwartym rynku A, jeśli już komuś uda się rozwinąć biznes, to wcześniej czy później dostaje od elit propozycje w rodzaju: „Albo podzielisz się swoim biznesem, albo go stracisz”.

Idźmy dalej. Bez edukacyjnego boomu nie doszłoby do polskiego cudu gospodarczego. W 1990 roku tylko 10 proc. młodych Polaków szła na studia, a dekadę później już prawie 50 proc. Owszem, nie dorobiliśmy się Harvardu czy Massachusetts Institute of Technology i możemy sobie narzekać na jakość polskiej edukacji, ale w miarę niskim kosztem dajemy solidne wykształcenie wielu Polakom i to na każdym poziomie – od szkół średnich po uniwersytet (w roku akademickim 2024/25 studia wyższe skończyło 306,6 tys. osób – PAP). To wcale nie jest oczywistością w Brazylii, Indiach czy wielu innych krajach świata, gdzie jakość edukacji, zwłaszcza tej publicznej, jest niska. Co więcej, na wykształcenie może tam liczyć tylko bardzo wąska grupa młodych ludzi, często zresztą wywodzących się z elit. Na studia idzie dwa razy mniej Brazylijczyk niż Polaków. Brak szerokiego dostępu do dobrej jakości edukacji jest np. jednym z hamulców rozwoju Brazylii, kraju o stosunkowo niskiej wydajności, który chce oprzeć się na absorpcji zagranicznych technologii. Kto miałby bowiem wdrażać te technologie w życie?

W przypadku Brazylii nierówny dostęp do edukacji prowadzi to do jednego z najwyższych poziomów nierówności dochodowych na świecie. Owszem, przez ostatnie dwie dekady te nierówności spadały m.in. dzięki polityce prezydenta Inácio Luli da Silvy i jego programom socjalnym w rodzaju Bolsa Família, czyli brazylijskiemu odpowiednikowi 800 plus. Niestety wciąż są duże. I tak poziom nierówności mierzony wskaźnikiem Giniego (wskaźnik Giniego - miara nierówności społecznych i rozkładu dochodów w społeczeństwie) wynosi powyżej 50, podczas gdy w Polsce spadł poniżej 30 i jest niższy niż w Szwecji (im wyższa wartość wskaźnika, tym większe nierówności społeczne panują w danym kraju – PAP). Tam, gdzie nierówności dochodowe są wysokie, bardzo niska jest mobilność społeczna. Gdyby więc przysłowiowy Rafał Brzoska, nasz rodzimy miliarder urodzony niedaleko Raciborza, urodziłby się w Brazylii w „niewłaściwej”, bo biednej rodzinie, i miał „niewłaściwy” kolor skóry, jego szanse na sukces byłyby minimalne.

PAP: Polski sukces gospodarczy to część naszego soft power?

M.P.: Zdecydowanie tak, problem w tym, że nie potrafimy go jeszcze wystarczająco dobrze „sprzedać” na świecie. Po pierwsze musimy sami swój sukces zauważyć i docenić. Siedzimy przy stole G-20, więc nie przechodźmy nad tym sukcesem do porządku dziennego, bo jeszcze 5 lat temu było to trudne do wyobrażenia. Po drugie musimy mieć spójną i atrakcyjną opowieść o polskim sukcesie i jeździć z nią po świecie. To zadanie nie tylko dla rządu, ale także dla biznesu i przedstawicieli świata akademickiego.

Im więcej Polaków będzie się tym zajmować, tym lepiej. Nasi ekonomiści i eksperci nie powinni się ograniczać do komentowania wysokości składki zdrowotnej, VAT czy kształtu polskiego budżetu na przyszły rok. Byłoby dobrze, gdyby mieli jakieś poglądy na światową gospodarkę i prezentowali je jak najszerzej się da.

Z kolei rząd powinien mieć przygotowaną polską receptę dla świata w pigułce, np. trzy proste punkty do naśladowania. Ja proponuję, aby polski przekaz skrócić do trzech angielskich słów: prosperity, solidarity i security. Dobrobyt, bo oczywiście osiągnęliśmy ogromny gospodarczy sukces. Solidarność, bo co do zasady, udało nam podzielić naszym sukcesem z całym społeczeństwem - chociaż oczywiście nierównomiernie - solidarność oczywiście pięknie się nam kojarzy. A bezpieczeństwo, nie tylko militarne, ale również energetyczne czy technologiczne.

Nasz biznes mógłby być bardziej ambitny i nie ograniczać ekspansji do Francji, Rumunii czy Mołdawii, ale także (działać - PAP) na znacznie większych rynkach takich jak Brazylia czy Indie. Szczególnie tutaj w Brazylii jest dużo możliwości dla ekspansji polskiego biznesu.

PAP: Czy brak wiary Polaków we własne możliwości nie jest czasem jedną z największych słabością Polski?

M.P.: Myślę, że to problem pokoleniowy – młodsi Polacy są bardziej pewni siebie, ale zgoda – brakuje nam wiary we własne możliwości. Mówiąc obrazowo, nie potrafimy robić na świecie pozytywnej „ściemy” o Polsce. Moja rada? Mniej nieśmiałości, więcej dobrej ściemy! Mamy na to jedne z najmocniejszych argumentów na świecie.

Rozmawiał Jacek Pawlicki (PAP)

jap/ ugw/ amac/

Źródło:PAP
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Meta odpowiada Brzosce: raport jest nierzetelny
Tematy
Tanie konto firmowe i zysk z oszczędności? W tych bankach można liczyć na wysokie oprocentowanie
Tanie konto firmowe i zysk z oszczędności? W tych bankach można liczyć na wysokie oprocentowanie

Komentarze (13)

dodaj komentarz
dasbot
Tytuł naukowy, czy szerzej wyższe wykształcenie, nie jest potwierdzeniem inteligencji. Bardzo bym chciał, aby Polska była postrzegana jako benchmark, jak to zgrabnie doktorek nawija na uszy w wywiadzie. Wielu forumowiczów trafnie punktuje kontrowersje nominalnej iluzji wzrostu tzw. PKB. Ja muszę powtórzyć to co piszę od dawna. Nie Tytuł naukowy, czy szerzej wyższe wykształcenie, nie jest potwierdzeniem inteligencji. Bardzo bym chciał, aby Polska była postrzegana jako benchmark, jak to zgrabnie doktorek nawija na uszy w wywiadzie. Wielu forumowiczów trafnie punktuje kontrowersje nominalnej iluzji wzrostu tzw. PKB. Ja muszę powtórzyć to co piszę od dawna. Nie wielkość, ale jakość PKB się liczy. To jest uwaga generalna wobec modelu liberalnej ekonomii, która zasadniczo się sprawdza, kiedy są naturalne katalizatory wzrostu, jak to było w Polsce w pierwszych dwóch dekadach transformacji (popyt pierwotny vs. restytucyjny, brak rodzimego kapitału i konieczność jego importowania poprzez FDI, budowa niezbędnej infrastruktury, etc). Nasz problem polega na braku cywilnego przemysłu. Gospodarka oparta w 80% o konsumpcję prywatną i rządową, bez jakościowego systemu edukacji (nauki społeczne kosztem STEM), brak kurateli państwa nad komercjalizacją myśli technicznej i zaoranie przemysłu przy wódce i menorze w Magdalence, aby nie robić konkurencji lichwiarzom z tzw. Zachodu – to będzie ciągnąć w dół ten kraj w następnych dekadach. Do tego dojdzie starzejąca się infrastruktura, co widać od lat w wielu miejscach w Europie. A wszystko to w ramach niemiłosiernie panującego nam systemu opartego na długu wyczarowywanym z niczego, gdzie obsługa samych tylko odsetek wykończyła i wykańcza niejeden kraj i niejednego obywatela. Reasumując, dziękujemy panu mocno płatnemu doktorkowi za idealizowanie obrazu Polski w świecie z perspektywy tłustego kota. Szare myszki, pracujące w kieracie od 9-17 albo dłużej i na drugą zmianę, są dalekie od takiej oceny. Prawdziwe życie jest bardziej złożone. A Brazylia? Poradzi sobie. Nie ma tego, czego nie mieliśmy my cztery dekady temu, a do tego ma złoża węglowodorów, czyli gwarancję taniej energii dla przyszłego wzrostu gospodarczego. Muszą tylko i aż to wszystko mądrze wykorzystać i nie brać przykładu z EU, która przejadła i przespała swoje pięć minut w historii świata, bo dała się zepchnąć w dystopijną, technokratyczną wizję życia pod patronatem „ulów”, „kajów” i innych socjopatów, którzy służbę narodom Europy zamienili na proces własnego uwłaszczenia podlany demokratycznym syrenim śpiewem i słodkim pierdzeniem o tzw. wartościach, abstrakcyjnych, nigdzie nie opisanych, czyli zwykłej demagogii, która doprowadziła do deindustrializacji i marginalizacji Europy w świecie…………..Clown world.
niepejsiaty_polak
Widocznie nie ma popytu na ten nasz produkt ("sukces"). Nie ma kupców. to i sprzedać nie idzie. Ot, proste prawo ekonomii. Poza tym kiepski chyba ten produkt, a konkurencja duża.
marok
Opowiadanie o G20 i 20-tej gospodarce świata, to zabieg jedynie propagandowy, mający za cel odwrócić uwagę od faktycznego stanu, gdyż realnie od 3 lat polska gospodarka się cofa.
Choć na papierze jest wzrost gospodarczy, to nie pokazuje to drugiej strony medalu, gdyż w tym samym czasie dług rośnie szybciej niż rośnie
Opowiadanie o G20 i 20-tej gospodarce świata, to zabieg jedynie propagandowy, mający za cel odwrócić uwagę od faktycznego stanu, gdyż realnie od 3 lat polska gospodarka się cofa.
Choć na papierze jest wzrost gospodarczy, to nie pokazuje to drugiej strony medalu, gdyż w tym samym czasie dług rośnie szybciej niż rośnie gospodarka.
dasbot
Dokładnie. Nie bez kozery lichwiarze wymyślili procent składany. Strumień samych odsetek od długu z powietrza rośnie w tempie znacznie przekraczającym możliwości wzrostu realnej gospodarki. Tylko powrót do pieniądza suwerennego i obalenie dyktatu komercyjnych lichwiarzy może pchnąć świat na nowe, bardziej sprawiedliwe i racjonalne Dokładnie. Nie bez kozery lichwiarze wymyślili procent składany. Strumień samych odsetek od długu z powietrza rośnie w tempie znacznie przekraczającym możliwości wzrostu realnej gospodarki. Tylko powrót do pieniądza suwerennego i obalenie dyktatu komercyjnych lichwiarzy może pchnąć świat na nowe, bardziej sprawiedliwe i racjonalne tory wzrostu. Pozdrawiam wszystkich świadomych prawdy o systemie, w którym żyjemy i życzę nam wszystkich, aby reszta jak najszybciej doszusowała, zanim wypruje sobie żyły w pogoni za fundowaniem darmowego lunchu bandom pasożytów, którzy wysysają krew ze zdrowej tkanki gospodarczej...........Clown world.
prawnuk
Trzeba być silnej wiary by wysoko ocenić edukację z pensjami od 4920 zł brutto
stefan_wilmont_i_ryszard_cyba
Masz racje ja ją bardzo nisko oceniam i to z pensjami rzędu 180 zł za godzine za rzucanie piłki dzieciom!
kku
Hiszpania ma dwukrotnie większy PKB od Polski a nie jest w klubie G20 to że jesteśmy zapraszani do niektórych posiedzeń to tylko z uwagi na kaprys trumpa.
braveman1
Jaki to mamy niby sukces, ładne drogi i odnowione budynki ? Gdzie były Niemcy po 30 latach od 1945 roku mając kraj zrównany z ziemią, gdzie były Chiny 30 lat temu a gdzie są teraz. Prawda jest taka, że cały czas jesteśmy dobrym rynkiem produkcyjnym dla zachodnich korporacji, których wyniki wliczane są do polskiego PKB (na podstawie Jaki to mamy niby sukces, ładne drogi i odnowione budynki ? Gdzie były Niemcy po 30 latach od 1945 roku mając kraj zrównany z ziemią, gdzie były Chiny 30 lat temu a gdzie są teraz. Prawda jest taka, że cały czas jesteśmy dobrym rynkiem produkcyjnym dla zachodnich korporacji, których wyniki wliczane są do polskiego PKB (na podstawie tego że w Polsce realizują swój biznes). Dlatego to właśnie PKB jest wskaźnikiem, którym tak bardzo lubią się chwalić politycy, który nijak się ma do zamożności obywateli. Przypomnę, że 19 wieczna Łódź też robiła bardzo dobre wyniki finansowe, pytanie ile z tego mieli Polacy pracujący w fabrykach.
dariuszpiasecki
Sprzedawać to można realne produkty, telefony komórkowe, usługi IT, samochody, a nie wizje...
Polska poza kilkoma firmami typu InPost, Booksy, CD Project nie ma absolutnie żadnych globalnych brandów. Nasza siła wyż demograficzny lat 70tych i 80 tych plus 'zapierdalanie', widać to w statystykach nacji które najwięcej pracują,
Sprzedawać to można realne produkty, telefony komórkowe, usługi IT, samochody, a nie wizje...
Polska poza kilkoma firmami typu InPost, Booksy, CD Project nie ma absolutnie żadnych globalnych brandów. Nasza siła wyż demograficzny lat 70tych i 80 tych plus 'zapierdalanie', widać to w statystykach nacji które najwięcej pracują, dlatego jesteśmy montownią Europy i wykonawcami usług IT dla dużych graczy. To źródełko będzie wysychać bo młodych coraz mniej, nie chcą zakładać firm ani pracować ani minutki dłużej, bez patentów i własnych produktów spadniemy z powrotem w dół....
jerrysss
My Polacy mamy coś takiego, że lubimy skrajności!
Albo - "polskie jest najgorsze - zagraniczne jest lepsze"!
Albo - "jesteśmy mesjaszem narodów - wszyscy powinni nas podziwiać - dlaczego nie podziwiają?"
Prawda jest taka, że to nie powinien być temat do dyskusji!
Francja np. od 1945 do 1975 rozwijała
My Polacy mamy coś takiego, że lubimy skrajności!
Albo - "polskie jest najgorsze - zagraniczne jest lepsze"!
Albo - "jesteśmy mesjaszem narodów - wszyscy powinni nas podziwiać - dlaczego nie podziwiają?"
Prawda jest taka, że to nie powinien być temat do dyskusji!
Francja np. od 1945 do 1975 rozwijała się średnio 5,5% rocznie, Niemcy jeszcze szybciej. I Francja i Niemcy zbudowali po kilkadziesiąt reaktorów, odbudowali przemysł samochodowy i rozwineli go do imponujących rozmiarów,
Francja stworzyła Airbusa, Najlepszy na świecie przemysł dóbr luksusowych
Oba kraje znalazły się w G7.
itd...
Potem zaczęły się rządy lewaków: Francja wpadła w kryzys zadłużenia, Niemcy zamknęli elektrownie atomowe i wszystko stanęło. Wymyślili ideologię klimatyczną! Próbują ratować się kolonizowaniem Europy wschodniej (przejęcie większości handlu), ale mimo to zatrzymali się!!
A teraz Polska: Rozwinęliśmy się do połowy rozwoju Niemiec (PKB na osobę) i pozwoliliśmy się skolonizować, przejmując wszystko co najgorsze z centrów kolonizacyjnych:
- właśnie wpadamy w kryzys zadłużenie! Nie potrafimy tworzyć firm z centralą w Polsce, godzimy się by zyski zasilały kolonizatorów, nie nas!
Albo się otrząśniemy i weźmiemy sprawy w swoje ręce - wyrównamy szanse Polaków, rozbijając np. zbytnio skoncentrowany i przejęty przez zagranicę handel, będziemy potrafili ściągać z zagranicznych firm podatki itd.
- albo Polski nie będzie - powtórzy się historia z końca 18 wieku!

Powiązane: G20

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki