Mocny wzrost cen podstawowych produktów - paliw, energii i żywności - napędza przyspieszenie inflacji w Czechach. Dynamika roczna przebiła w czerwcu 17 proc., przekraczając oczekiwania ekonomistów.


W czerwcu inflacja CPI w Czechach wyniosła 17,2 proc. w skali roku wobec 16 proc. miesiąc wcześniej - podał tamtejszy urząd statystyczny. Tak szybkiego wzrostu cen konsumpcyjnych za naszą południową granicą nie notowano od 1993 r. Ekonomiści spodziewali się 17-proc. dynamiki rocznej.
Przyspieszenie inflacji jest nadal przede wszystkim efektem przyspieszenia wzrostu cen żywności - wskazuje Jiri Mrazek z urzędu statystycznego. Żywność i napoje bezalkoholowe podrożały w stosunku do czerwca ubiegłego roku o 18 proc., podczas gdy w kwietniu dynamika w tej kategorii wynosiła 15,1 proc., a w kwietniu 10,7 proc. Statystycy zwracają uwagę m.in. na gwałtowny wzrost cen mąki (69,6 proc.), masła (55,8 proc.), oleju (58,7 proc.), mleka (42,3 proc.) czy drobiu (32,8 proc.). Ceny w restauracjach wzrosły o 23,5 proc.
Nadal coraz szybciej w ujęciu rocznym drożały prąd (31,6 proc.), gaz (57,8 proc. wobec 49,2 proc. w maju), paliwa stałe (34 proc.) i ogrzewanie (18,1 proc.). O 47,5 proc. wzrosły ceny paliwa do prywatnych środków transportu, a samochody - o 14,5 proc. Koszty właścicieli mieszkań (m.in. budowy i remontów) poszły w górę o 20,1 proc.
Ceny towarów wzrosły o 19,3 proc. (17,7 proc. w maju), a usług o 13,9 proc. (13,1 proc. w maju).

W ujęciu miesięcznym inflacja nieco zwolniła: do 1,6 proc. wobec 1,8 proc. w maju i kwietniu oraz 1,7 proc. w marcu.
Przyspieszającą i bardzo wysoką inflację starają się zdusić władze czeskiego banku centralnego. Referencyjna stopa procentowa CNB wynosi 7 proc. - najwięcej od 1999 r. - po tym jak od czerwca ubiegłego roku została podniesiona o 6,75 p. proc. Podczas czerwcowego posiedzenia rady banku - ostatniego w starym, jastrzębim składzie - koszt pieniądza został niespodziewanie podwyższony aż o 125 pb.
Od lipca władzę w CNB przejęły "gołębie". Prezesem został Ales Michl, który jako członek rady regularnie opowiadał się w ostatnich miesiącach przeciwko zdecydowanym podwyżkom. W obliczu nadal przyspieszającego wzrostu cen (oraz zawirowań na globalnych rynkach finansowych) on i jego koledzy mogą zostać zmuszeni do weryfikacji poglądów. Michl dał temu wyraz w ostatnim czasie, stwierdzając, że sprowadzenie inflacji do celu pozostaje priorytetem, chociaż należy rozważyć różnorakie konsekwencje dalszego podnoszenia stóp procentowych.
Bankierzy centralni na całym świecie mają twardy orzech do zgryzienia. Z jednej strony inflacja jest bardzo wysoka, z drugiej - rosną obawy przed nadejściem recesji. Zbyt mocne zacieśnienie polityki pieniężnej może mieć fatalne skutki. Co gorsza, decyzje władz monetarnych wyraźnie oddziałują na ceny ze sporym opóźnieniem, w teorii wynoszącym 4-6 kwartałów. Banki centralne są więc dziś dramatycznie spóźnione, a ich obecne działania zapewne przyniosą efekt w postaci zduszenia popytu i aktywności w momencie, gdy koniunktura już będzie marna, a wzrost cen będzie zwalniać w wyniku procesów rynkowych.
Sygnały wyraźnego spowolnienia gospodarczego widać już nad Wełtawą. Od ostatniego kwartału ubiegłego roku kurczą się tam realne płace. Dla porównania: w Polsce stało się to dopiero w maju. W maju sprzedaż detaliczna w Czechach spadła w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. To pierwsza taka sytuacja od początku 2021 r. Czesi ewidentnie reagują na wzrost cen w sklepach.
Inflacja w Czechach pozostaje niższa niż w Polsce (15,6 proc. w czerwcu). Jest to efekt różnic w konstrukcji wskaźnika (GUS nie bierze pod uwagę kosztów właścicieli mieszkań), ale przede wszystkim "tarcz antyinflacyjnych", które tymczasowo zaniżają wskaźniki inflacji (a nie inflację) nad Wisłą. Widać to choćby w cenach paliw - średnia cena Pb95 za naszą południową granicą wyniosła w czerwcu 9,34 zł za litr, a oleju napędowego: 9,29 zł za litr. Tymczasem w Polsce płaciliśmy mniej niż 8 zł za litr. Działo się tak, pomimo że korona czeska radzi sobie w tym roku wyraźnie lepiej niż złoty - do dolara traci "tylko" 10 proc., podczas gdy polska waluta zniżkuje o niemal 20 proc. To zasługa nie tylko lepszej oceny, jaką Czechom wystawiają inwestorzy, ale również interwencji banku centralnego, który skupował koronę, chroniąc ją przed szybszą deprecjacją.




























































