Inflacja w Czechach nadal gwałtownie przyspiesza i jest już najwyższa od blisko 30 lat. Na tempo wzrostu cen za naszą południową granicą uwagę zwrócił ostatnio prezes NBP Adam Glapiński.


W kwietniu inflacja CPI w Czechach wyniosła 14,2 proc. w skali roku wobec 12,7 proc. przed miesiącem - podał tamtejszy urząd statystyczny. Tak szybkiego wzrostu cen konsumpcyjnych za naszą południową granicą nie notowano od grudnia 1993 r. Ekonomiści spodziewali się wyniku na poziomie 13,2 proc.
Tak samo jak w ostatnich miesiącach wskaźnik wzrostu cen podbijały przede wszystkim rosnące koszty mieszkania, paliw i jedzenia - wskazuje Pavla Sediva z urzędu statystycznego.
Nadal coraz szybciej drożały prąd (o 30,1 proc. wobec kwietnia 2021 r.), gaz (44,2 proc.), paliwa stałe (24,1 proc.) i ogrzewanie (17,5 proc.). Ceny żywności i napojów bezalkoholowych poszły w górę o 10,7 proc. Za mąkę trzeba było zapłacić już ponad 50 proc. więcej niż rok wcześniej, mięso podrożało o 11 proc., mleko - o blisko jedną trzecią, jaja - o przeszło 14 proc., cukier - o jedną czwartą, chleb - o 20 proc., a masło - o prawie 32 proc. O 41,5 proc. podrożały paliwa do prywatnych środków transportu, a samochody - o 13,8 proc.
Koszty właścicieli mieszkań wzrosły o 17,7 proc., ubrania o 21,4 proc., a restauracja i hotele o 19,5 proc. Jedyny spadek zanotowano w kategorii poczta i telekomunikacja (-0,1 proc. rdr).
Ceny towarów wzrosły o 15,3 proc., a usług o 12,1 proc.
W ujęciu miesięcznym inflacja wyniosła 1,8 proc. wobec 1,7 w marcu i 1,3 proc. w lutym.
Podczas ostatniej konferencji prasowej na wysoką inflację w Czechach zwrócił uwagę Adam Glapiński. Prezes Narodowego Banku Polskiego po raz kolejny postanowił bronić spóźnionej - zdaniem wielu ekonomistów - decyzji o rozpoczęciu cyklu zacieśnienia polityki monetarnej. RPP zaczęła podnosić koszt pieniądza dopiero w październiku, podczas gdy Czesi i Węgrzy zrobili to już w czerwcu.
Glapiński stwierdził, że Rada podjęła działania we właściwym momencie, skoro szybsze podwyżki stóp proc. nie zdusiły inflacji za naszą południową granicą i tempo wzrostu cen pozostaje tam wyższe niż w Polsce. Paradoksalnie prezes NBP przypomniał także, że efekt zacieśnienia polityki pieniężnej jest wyraźnie widoczny dopiero po ok. 5 kwartałach, więc decyzje RPP nie mają wpływu na bieżący poziom inflacji. Sąsiadów postanowił ocenią inną miarą.
W prognozach rynkowych, a nawet banków centralnych widać jednak, że eksperci pokładają większą wiarę w skuteczność Czechów w walce z szybkim wzrostem cen i spodziewają się, że to nasi sąsiedzi prędzej i niżej zakończą cykl podwyżek. Z wyceny kontraktów FRA wynika, że rynek oczekuje jeszcze w tym roku ruchu o 100 pb. w górę, z kolei w przypadku Polski jest to ponad 250 pb. W najnowszej projekcji ekonomiści z Czeskiego Banku Narodowego przewidują, że już w II kwartale 2023 r. inflacja CPI spadnie do niespełna 4 proc. W Polsce zapewne pozostanie dwucyfrowa. Krótko mówiąc: ten się śmieje, kto się śmieje ostatni.
Ponadto, istnieją różnice w samej konstrukcji wskaźnika - czeska inflacja CPI uwzględnia m. in. imputowane czynsze, czyli koszty właścicieli mieszkań związane z nabyciem, budową i remontami mieszkań. Kategoria ta stanowi 12,2 proc koszyka. W Polsce imputowane czynsze nie są uwzględniane w CPI" - zwracają uwagę analitycy PKO BP. W kwietniu inflacja konsumencka nad Wisłą wyniosła 12,3 proc. - wynika ze wstępnych szacunków GUS.
Imputowane czynsze w kwietniu 2022 podbiły czeską inflację aż o 2,2pp. To one w dużej mierze odpowiadają za obecną różnicę między inflacją CPI (metodyka krajowa) a HICP (metodyka ujednolicona w UE). Inflacja CPI w kwietniu wyniosła 14,2% r/r, a HICP 13,2% r/r. pic.twitter.com/iU3SpVWpuY
— PKO Research (@PKO_Research) May 10, 2022
Porównanie skuteczności polityki pieniężnej Czechów i Polaków jest także dość karkołomne z innego powodu. W przypadku Polski wskaźnik CPI jest sztucznie zaniżony poprzez tymczasową obniżkę podatków od paliw, energii czy żywności. Gdyby nie to, inflacja nad Wisłą zapewne znajdowałaby się w okolicach 15 proc. To, że poziom wskaźnika pozostaje niższy, nie wynika więc z polityki banku centralnego, a decyzji większości parlamentarnej. Ponadto, nad Wełtawą oprocentowanie większości kredytów mieszkaniowych jest oparte na stałej stopie procentowej, więc jeden z kanałów oddziaływania polityki pieniężnej na gospodarkę jest mniej drożny.





























































