Ceny mieszkań w Trójmieście biją rekordy. Nawet o 60 proc. w górę w pięć lat

redaktor Bankier.pl

Średnio o połowę - od 42 do nawet 62 proc. podrożały w ciągu ostatnich pięciu lat mieszkania w Gdańsku i Gdyni – wynika z analizy Bankier.pl. Oznacza to, że nominalnie kupujący musieliby płacić za metr kwadratowy nawet o przeszło 3000 zł więcej niż przed pięcioma laty. Z jeszcze większym animuszem rosły stawki ofertowe dyktowane zarówno przez deweloperów, jak i sprzedających używane mieszkania.

Choć zainteresowani kupnem mieszkania w Gdańsku i Gdyni nie doświadczyli w ostatnim roku najmocniejszych na tle kraju wzrostów cen transakcyjnych, to inaczej rzecz się ma, jeśli prześledzimy stawki w dłuższej perspektywie. I to właśnie uczyniliśmy.

Mieszkania z drugiej ręki w Gdańsku podrożały w ciągu pięciu lat o 61,6 proc.
Mieszkania z drugiej ręki w Gdańsku podrożały w ciągu pięciu lat o 61,6 proc. (fot. FORUM / )

Ceny mieszkań w Trójmieście na rynku pierwotnym

W pierwszym kwartale 2020 r. średnia kwota, jaką płacono w Gdańsku za nowe mieszkanie od dewelopera, wyniosła 8741 zł/mkw. (+1,8 proc. k/k). Plasując stolicę woj. pomorskiego na drugim miejscu wśród najdroższych rynków pierwotnych w Polsce.

(fot. Bankier.pl / )

Stawki jakie wpisywano w aktach notarialnych w I kw. 2020 r. były średnio o 5,8 proc. wyższe od notowanych w I kw. 2019 r. Wzrost w skali dwuletniej wyniósł 20,5 proc., a w trzyletniej 35,9 proc. Jeśli z kolei weźmiemy pod uwagę średnią cenę transakcyjną obowiązującą w pierwszym kwartale 2015 r. (5951 zł/mkw.) i zestawimy ją ze średnią kwotą płaconą w I kw. 2020 r., okaże się, że Gdańsk w ciągu ostatnich pięciu lat doświadczył największego wzrostu cen spośród największych polskich miast – o blisko połowę (46,9 proc.).

Przyglądając się rocznym wzrostom cen, te najmocniej poszybowały pomiędzy I kw. 2018 a I kw. 2019 r. – średnio o 13,9 proc. Spadek stawek statystycy Narodowego Banku Polskiego zanotowali jedynie pomiędzy I kw. 2016 a I kw. 2017 r. Był on jednak nieznaczny i wyniósł 0,3 proc.

Biorąc pod uwagę relację kwartalną, ceny transakcyjne w stolicy woj. pomorskiego rosną nieprzerwanie od IV kw. 2018 r. Wówczas podskoczyły aż o 9,1 proc., by w kolejnym kwartale przebić barierę 8000 zł/mkw. i systematycznie zmierzać ku poziomowi 9000 zł/mkw.

Ceny transakcyjne mieszkań w Trójmieście (2015 – 2020)

Kwartał

Gdańsk

Gdynia

Rynek pierwotny

Rynek wtórny

Rynek pierwotny

Rynek wtórny

I 2015

5 951

5 166

5 778

4 874

II 2015

5 749

5 113

6 162

5 126

III 2015

6 089

5 114

6 710

4 962

IV 2015

6 031

5 441

6 334

4 879

I 2016

6 452

5 364

6 209

4 699

II 2016

6 185

5 521

6 391

5 155

III 2016

6 283

5 555

6 631

5 030

IV 2016

6 481

5 610

6 975

5 141

I 2017

6 430

5 778

6 710

4 971

II 2017

6 501

6 030

6 732

5 754

III 2017

6 816

6 065

7 175

5 799

IV 2017

6 829

6 337

6 902

5 920

I 2018

7 255

6 485

6 851

6 098

II 2018

7 543

6 625

7 080

6 428

III 2018

7 257

7 149

7 418

6 562

IV 2018

7 915

7 508

7 803

6 743

I 2019

8 262

7 351

7 990

6 810

II 2019

8 288

7 823

8 181

7 081

III 2019

8 534

7 687

8 321

7 299

IV 2019

8 585

8 268

8 027

7 384

I 2020

8 741

8 347

8 251

7 700

Źródło: Bankier.pl na podstawie danych NBP

Z podobną sytuacją mamy do czynienia na północy Trójmiasta, w Gdyni. Tam w I kw. 2020 r. za nowe mieszkanie płacono średnio 8251 zł/mkw. (+2,8 proc. k/k), co było piątym wynikiem w kraju. Poza wspomnianym Gdańskiem i najdroższą Warszawą więcej za mieszkania od deweloperów płacono jedynie w Krakowie i Wrocławiu.

(fot. Bankier.pl / )

W skali rocznej średnia cena transakcyjna w Gdyni głównie za sprawą korekty z końca 2019 r. wzrosła jedynie o 3,3 proc., co sprawiło, że była ona jednym z najbardziej stabilnych rynków pierwotnych w Polsce. Jeśli jednak średnią stawkę z I kw. 2020 r. porównamy z notowaną dwa lata temu i wcześniej, zauważymy podobną tendencję jak w Gdańsku. W ciągu dwóch lat średnia kwota wpisywana w akcie notarialnym wzrosła o jedną piątą (20,4 proc.), a w porównaniu z I kw. 2016 r. o jedną trzecią (32,9 proc.), a w relacji do pierwszych trzech miesięcy 2015 r. o 42,8 proc.

Najbardziej wyraźny wzrost cen w skali roku przyniósł w Gdyni I kw. 2019 r. Wówczas w relacji do I kw. 2018 r. płacono aż o 16,6 proc. więcej – średnio 7990 zł/mkw. Mimo tak znacznego wzrostu Gdynia była już wówczas tańszym rynkiem pierwotnym od gdańskiego. Palmę pierwszeństwa tego niechlubnego dla szukających własnego „M” rankingu straciła ostatecznie na rzecz większego sąsiada w IV kw. 2018 r.

Ceny mieszkań w Trójmieście na rynku wtórnym

Zarówno w Gdańsku, jak i Gdyni niższe stawki obowiązują na rynku wtórnym. Notowany w ciągu ostatnich pięciu lat wzrost cen używanych mieszkań był jednak znacznie bardziej dotkliwy dla kupujących.

(fot. Bankier.pl / )

Za używane mieszkanie w Gdańsku w I kw. 2020 płacono średnio 8347 zł/mkw. (+1,0 proc. k/k) – średnio o 13,6 proc. więcej niż rok wcześniej, 28,7 proc. więcej niż w I kw. 2018 r., 55,6 proc. więcej niż w I kw. 2016 i aż o 61,6 proc. więcej w relacji do I kw. 2015 r., kiedy w aktach notarialnych wpisywano średnio 5166 zł/mkw., a więc nominalnie o ponad 3000 zł/mkw. mniej.

Już trzeci rok z rzędu pierwszy kwartał przynosi dwucyfrowy wzrost stawek transakcyjnych w skali rocznej. Z podobnym wzrostem (13,4 proc.) mieliśmy do czynienia w I kw. 2019 r., zaś w I kw. 2018 r. roczny wzrost średniej ceny używanego mieszkania wyniósł 12,2 proc.

(fot. Bankier.pl / )

Mieszkania sprzedawane na rynku wtórnym w Gdyni są już blisko od pięciu lat tańsze od lokali usytuowanych w Gdańsku. W skali kraju drożej jest jeszcze tylko w Warszawie i Krakowie. W I kw. 2020 r. w Gdyni płacono średnio 7700 zł/mkw. (+4,3 proc. k/k). Kwota ta była o 13,1 proc. wyższa od notowanej w I kw. 2019 r. i aż o 63,9 proc. wyższa niż w I kw. 2016 r., czyli momencie, gdy stawki w Gdyni były najniższe w ciągu ostatnich pięciu lat.

Średnia cena transakcyjna płacona za używane mieszkanie w Gdyni rośnie nieprzerwanie od II kw. 2017 r. Wówczas na gdyńskim rynku wtórnym średnia stawka w relacji kwartalnej wzrosła aż o 15,7 proc. z 4971 zł/mkw. do 5754 zł/mkw. Mimo tego nominalnie i tak była o blisko 2000 zł/mkw. niższa niż na początku 2020 r. Patrząc na skalę roczną, średnia kwota wpisywana w akcie notarialnym najmocniej wzrosła pomiędzy I kw. 2017 a I kw. 2018 r. – o 22,7 proc.

Rozbudzone apetyty sprzedających

W Trójmieście nie słabnie także zapał sprzedających w windowaniu średnich cen ofertowych, czyli tych, które możemy zobaczyć w ogłoszeniach. Z uwagi na możliwości negocjacyjne kupujących są one wyższe od cen transakcyjnych, czyli wpisywanych w aktach notarialnych.

I tak w Gdańsku w marcu 2020 r., w oparciu o dane Bankier.pl udostępnione przez serwis Otodom.pl, deweloperzy oczekiwali średnio 9546 zł/mkw. – o 1,2 proc. więcej niż w lutym i o 18,4 proc. więcej niż w marcu 2019 r. Wzrost średniej stawki ofertowej w relacji dwuletniej był jeszcze wyższy i wyniósł 38,8 proc.

Zarówno w ciągu roku jak i dwóch lat najmocniej w górę poszły oczekiwania deweloperów wobec mieszkań o powierzchni od 38 do 60 mkw., które w marcu 2020 r. wyceniano średnio na 9761 zł/mkw. – o 27,6 proc. wyżej niż w marcu 2019 r. i o 46,6 proc. wyżej w relacji do marca 2018 r.

Kolejne rekordy z miesiąca na miesiąc biją także stawki dyktowane za najmniejsze mieszkania o powierzchni do 38 mkw., które w marcu 2020 r. były wyceniane średnio na 11 231 zł/mkw., jedynie nieznacznie niżej niż na warszawskim rynku pierwotnym.

Jeszcze mocniej w ciągu ostatnich lat zwiększyły się oczekiwania osób sprzedających używane mieszkania w Gdańsku. W marcu 2020 r. za takie lokale oczekiwano średnio 10 598 zł/mkw. – o 10,2 proc. więcej niż rok wcześniej i aż o 52,4 proc. więcej niż w marcu 2017 r.

W przypadku używanych mieszkań najmocniej skoczyły stawki dyktowane przez osoby sprzedające mieszkania o powierzchni od 60 do 90 mkw. Te w marcu 2020 r. były wyceniane średnio na 10 234 zł/mkw., co było wynikiem o 11 proc. wyższym względem marca 2019 r. W porównaniu z marcem 2018 r. wzrost wyniósł 31 proc., a w relacji do marca 2017 r. o 53,1 proc.

Marcin Kaźmierczak

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 0 kdzm

Rotfl, 1000zl pum za działkę, zapomniałeś o 1000zł pum za bentleye dla zarządu.

! Odpowiedz
2 8 kqq

Na przekór poniszym komentarzom, ceny jednak cały czas rosną nawet w kwietniu, czego potwierdzeniem jest i ten napisany artykuł i wykresy cen z rynku pierwotnego jak i wtórnego

https://dom.trojmiasto.pl/barometr/df,2019-10-01,dt,2020-04-01.html

! Odpowiedz
3 8 denim292

Ktoś chciał by napisać że nie było bańki na rynku nieruchomości?
Mowisz-masz! Artukuł wyjaśniający czym była bańka 2007

https://biznes.interia.pl/nieruchomosci/news-postepujaca-drozyzna-w-mieszkaniowce-a-banka-cenowa-co-ma-ws,nId,4333774

Postępująca drożyzna w mieszkaniówce a bańka cenowa. Co ma wspólnego jedno z drugim?

W ostatnim czasie bodaj najbardziej poruszającym krajowe media tematem, i to nie tylko w ramach problematyki nieruchomościowej, jest kwestia rzekomo coraz mocniej pompowanej bańki cenowej na rodzimym rynku mieszkaniowym. Czy mieszkaniówce faktycznie grozi powtórka z lat 2006-2008, a w konsekwencji koniunkturalne załamanie?

Punktem wyjścia do powszechnej już dyskusji na przedmiotowy temat stał się mocno przyśpieszony od trzech lat wzrost cen mieszkań, widoczny przede wszystkim na rynku pierwotnym, ale w równej mierze odnoszący się do lokali z drugiej ręki. Gdy w ostatnich miesiącach stawki za mkw. nominalnie osiągnęły lub w wybranych lokalizacjach podjęły próbę przekroczenia poziomów ze szczytu poprzedniej hossy sprzed 12 lat, niejako sam z siebie zrodził się medialny dylemat bańki cenowej.

Bez płaszczyzny porównania
Sęk w tym, że według danych zebranych przez RynekPierwotny.pl takich jak: warunki rynkowe, realia gospodarcze, stan zaawansowania regulacji rynku nieruchomości czy wreszcie poziom jego dojrzałości i wyedukowanie uczestników z lat 2006-2008, to dokładnie odwrotność tego, co krajowa mieszkaniówka wraz z całym swoim otoczeniem prezentuje obecnie.

Cieplarniane warunki do wykreowania pamiętnego, pierwszego w rodzimych realiach gospodarczych mieszkaniowego bąbla spekulacyjnego stworzył w głównej mierze sektor bankowy, który - działając praktycznie bez jakichkolwiek prawnych regulacji i ograniczeń w kwestii kredytowania zakupów mieszkaniowych, ale przede wszystkim przy feralnym deficycie zdrowego rozsądku - poszedł na tzw. całość, nie licząc się zupełnie z ryzykiem własnym czy też swoich klientów. Udzielanie na masową skalę niskooprocentowanych kredytów mieszkaniowych denominowanych/indeksowanych w obcych walutach bez wkładu własnego, za to często z LtV* dochodzącym do 130 proc., musiało doprowadzić do zakupowej histerii, skutkującej rekordową nierównowagą rynkową pomiędzy popytem a podażą. W efekcie od pierwszych symptomów koniunkturalnego ożywienia w roku 2004 do szczytu hossy w 2008 ceny mieszkań w Polsce poszybowały średnio o około 150 proc.

Z kolei deweloperzy nie będąc w stanie dostarczyć na rynek adekwatnej do lawinowo rosnącego popytu ilości mieszkań, windowali w najlepsze ceny tych posiadanych w ofercie, co jednak paradoksalnie zamiast ograniczyć popyt nakręcało go jeszcze bardziej. Zbyt wielu amatorów własnego "M" naraz chciało bowiem wskoczyć do odjeżdżającego pociągu.

Na ogromną skalę rozwinęła się spekulacja, nie tylko samymi mieszkaniami w postaci cesji rezerwacji itp., ale także ta giełdowa, która za główny cel wzięła sobie akcje notowanych na GPW deweloperów. Koronnym przykładem są tu walory giełdowego weterana Polnordu, których kurs w okresie zaledwie kilkunastu miesięcy na przełomie 2006/2007 wzrósł z niespełna 5 zł do 325 zł, czyli, bagatela, o 6800 procent (!).

Co ciekawe, niezwykle trudno w tamtych czasach było o jakiekolwiek sygnały ostrzegawcze przed przegrzaniem rynkowym czy jakąś bańką. Wręcz przeciwnie, media dodatkowo podgrzewały atmosferę zakupowej euforii, wieszcząc rychłe zrównanie cen mieszkań w krajowych metropoliach z tymi europejskimi, bodajże z Madrytem na czele. Z kolei analitycy giełdowi na szczytach hossy akcji deweloperów często ponownie rekomendowali ich kupno z niebotycznymi cenami docelowymi (Polnord - 600 zł), czasami tuż przed samym krachem z jesieni 2008 r. Natomiast latem tego roku, gdy kurs CHF/PLN spadł na krótko poniżej historycznego poziomu 2 zł, z w pełni wiarygodnych źródeł pojawiły się analizy, odczytujące ten fakt jako absolutnie pewny sygnał pogoni rodzimej waluty za parytetem z helwecką, zachęcając tym samym rodaków do beztroskiego zadłużania się we franku, czyli de facto gry na "nieruchomościowym forexie".

W sumie diametralne różnice, przy braku jakichkolwiek analogii obecnej sytuacji do tej sprzed lat dwunastu, czynią jakiekolwiek porównania ówczesnych cen mieszkań z obecnymi, całkowicie bezzasadne z analitycznego punktu widzenia.

Na tropie spekulacyjnej bańki
Prawdopodobnie bardzo trudno byłoby wskazać sytuację w historii rynków, kiedy to faktycznemu kreowaniu bańki spekulacyjnej towarzyszyłoby - podobne do widocznego obecnie w kraju - medialne larum intensywnie przed taką bańką ostrzegające. Przykładem świetnie obrazującym skutki tego typu aktywności tropicieli baniek jest nie tak dawna sytuacja S&P500, czyli głównego indeksu giełdy nowojorskiej.

Jak przypomina portal RynekPierwotny.pl, dokładnie pięć lat temu - na przełomie 2013/2014 roku - w zagranicznych, a następnie także krajowych mediach bardzo intensywnie była lansowana teza o bańce spekulacyjnej na NYSE, która miała zaowocować krachem i spadkiem indeksów o 30-40 proc. praktycznie z dnia na dzień. S&P500 po pięcioletniej nieprzerwanej hossie osiągnął wówczas poziom ok. 1850 pkt. Różnego typu wyszukane metody badawcze w rodzaju opracowanych logarytmicznych modeli bańki spekulacyjnej, zaawansowanych modeli matematycznych czy wreszcie gruntowna i jakże fachowa analiza wskaźników giełdowych jednoznacznie potwierdzały tezę o zbliżającej się rynkowej katastrofie, która miała być tylko i wyłącznie kwestią czasu. Z jakim skutkiem? Ano z takim, że od tamtej chwili do dziś S&P500 nieprzerwanie rośnie o kolejne 80 proc., bijąc kolejne historyczne wartości, z tą najnowszą na poziomie 3392 pkt. O czym może świadczyć ten przykład?

Zakłócony cykl koniunkturalny, czyli cenowy paradoks
Rynek nieruchomości należy do rynków, których cykliczność jest jedną z najbardziej charakterystycznych cech. Po rekordowym sprzedażowo na rynku pierwotnym 2017 r., wydawało się że krajowa mieszkaniówka po "standardowych" pięciu latach prosperity wkracza w fazę spowolnienia. Tego typu oczekiwania potwierdził 2018 r., w trakcie którego kontraktacja deweloperów mieszkaniowych zniżkowała o kilkanaście procent.

Umiarkowany trend spadkowy sprzedaży nowych mieszkań miał być kontynuowany także w roku ubiegłym. Jednak jego rewelacyjna końcówka zadecydowała o wyniku minimalnie dodatnim rdr, wobec czego rok 2019 okazał się drugim po 2017 r. najlepszym sprzedażowo na rodzimym mieszkaniowym rynku pierwotnym. Co więcej, pomimo mało optymistycznych prognoz, także rynek hipotek cudownie eksplodował do rekordowych od lat statystyk udzielonych kredytów mieszkaniowych. Pytanie, skąd ten stan rynkowej euforii zakupów w kolejnym, siódmym już roku koniunkturalnej prosperity.

Otóż rok 2019 jako wyborczy zaowocował kolejnym pakietem rządowych deklaracji transferów socjalnych połączonych z wyznaczeniem ścieżki wzrostu płacy minimalnej w tempie dotąd niespotykanym w 30-letniej historii III RP. W ten sposób beneficjenci programu 500+ doczekali się dopłat na pierwsze dziecko, młodzi Polacy zwolnienia z PIT, emeryci dodatkowej emerytury, a najmniej zarabiający rodacy perspektywy pensji brutto w wysokości 4 tys. zł już w 2024 r. I to ten ostatni czynnik najprawdopodobniej poważnie zakłócił bieg cykli koniunkturalnych w mieszkaniówce poprzez swoiste odwołanie cyklicznego spowolnienia. Tym samym najprawdopodobniej bardzo poważnie zaważy na koniunkturze rynkowej w najbliższych latach. Rynek kupuje przyszłość, a przyszłość to - za sprawą silnie przyspieszonego wzrostu płac - także silnie przyspieszony wzrost cen. Wygląda więc na to, że w kraju na dobre ruszył wyścig po wciąż "tanie" w dobie nieruchomościowej drożyzny mieszkania. Ot, taki cenowy paradoks...

"Kupuj! - taniej nie będzie" reaktywacja
Ceny mieszkań zależą od szeregu czynników, ale tym głównym, pełniącym rolę zasadniczego elementu fundamentów mieszkaniówki są krajowe zarobki oraz ich zmiana w czasie. W trakcie pięciolatki boomu z lat 2004-2008 średnia płaca w Polsce wzrosła o 28,5 proc., minimalna o 36,6 proc., natomiast ceny nowych mieszkań wystrzeliły o prawie 150 proc. Tym samym dynamika ich cen przekroczyła dynamikę płac aż pięciokrotnie, co musiało skutkować oderwaniem wyceny od fundamentów rynkowych, katastrofalną nierównowagą popytowo-podażową, a w konsekwencji wyhodowaniem bąbla spekulacyjnego (patrz wykres).

Jak przypomina RynekPierwotny.pl, z kolei w trakcie sześciu lat obecnej prosperity (2014-2019) średnia płaca zwyżkowała o 31 proc., minimalna o 34 proc., natomiast średnia stawka za mkw. lokum z pierwszej ręki w siedmiu głównych ośrodkach kraju od dołka z 2014 r. do końca 2019 r. poszła w górę o dokładnie jedną trzecią (33,3 proc.). W ten sposób od 2011 r., gdy to sytuacja po poprzedniej "super hossie" powróciła do normalności, dynamika cen mieszkań utrzymuje się dokładnie pomiędzy dynamiką płacy średniej a minimalnej (patrz wykres). W powiązaniu z niemal perfekcyjnie utrzymywaną przez deweloperów równowagą popytowo-podażową, trudno tu dostrzec jakiekolwiek symptomy kreowania bańki cenowej, czy też początków odrywania cen od fundamentów.

Jeśli ta korelacja wraz z obowiązującymi proporcjami zostanie utrzymana w czasie, a absolutnie nic na dziś dzień nie wskazuje na to, by miało być inaczej, dość łatwo jest przewidzieć średnią cenę mieszkania deweloperskiego w 2024 roku. Jeżeli wzrost płacy minimalnej ponad dwukrotnie przyspieszy w stosunku do dotychczasowej dynamiki, a w efekcie wyniesie bez mała 80 proc. w latach 2019-2024, musi to skutkować analogicznym impulsem wzrostowym średniej płacy, a następnie także cen mieszkań (wykres linie przerywane). Na tej podstawie można z grubsza oszacować średnią zwyżkę przeciętnej pensji oraz cen mieszkań w Polsce do roku 2024 o minimum 50-60 proc. W ten sposób podszyte dziś ironią dyżurne hasło mieszkaniowego boomu z lat 2006-2008 "Kupuj! Taniej nie będzie", powraca niczym bumerang, niestety tym razem już całkiem na poważnie.

Mieszkaniowa drożyzna a cenowa bańka
Jak więc widać, nawet w pełni obiektywne odczucie drożyzny na rynku mieszkaniowym, z jakim zapewne mamy do czynienia obecnie, nie musi oznaczać, że trwa pompowanie cenowej bańki. Bardzo trudno byłoby też znaleźć w pełni wiarygodne argumenty za takim stanem rzeczy w aktualnej sytuacji rynkowej. Silnie w kraju utrwalona korelacja pomiędzy średnią ceną mieszkań a poziomem płac, jest tylko jednym z szeregu argumentów zdecydowanie osłabiających retorykę narastania ryzyka bańki. Natomiast jeżeli dochodzi do powszechnej medialnej komunikacji tego typu zagrożenia, tak jak to się właśnie dzieje, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest utrzymanie w dłuższym terminie tendencji wzrostowej cen, a co gorsza nawet jej przyśpieszenie.

Bynajmniej nie oznacza to jednak braku ryzyka inwestycyjnego na krajowym rynku mieszkaniowym. Wręcz przeciwnie, wraz ze wzrostem cen mamy obecnie sytuację proporcjonalnie rosnących problemów wszelkiej maści. Ryzyko interwencji rządowej na rynku kredytów mieszkaniowych w ramach walki z wyimaginowaną bańką, ryzyko wzrostu stóp procentowych, ryzyko przesilenia na rynku wynajmu czy też ryzyko wprowadzenia podatku katastralnego, to tylko wybrane pozycje z katalogu grożących uczestnikom rynku nieruchomości mieszkaniowych zagrożeń.

Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 8 bankierro

Prorokowac nie bede, ale jak czytam komentarze, ze pandemia bedzie mala niewielki wplyw na ceny to szczeka opada. Gdyby kazdy przestal kupowac, to dopiero bylaby zapasc i bieda.
Kupowac owieczki - ktos musi podkrecac PKB. Gdyby nie wy Polska nie bylaby tak silna dzisiaj.

! Odpowiedz
8 9 tomako_lunatic

Haha, i niech ktoś powie, że na nieruchomościach nie było bańki ;-)

! Odpowiedz
15 15 landlord

Popatrzcie jak nieruchomości rozpalają...156 komentarzy.
Siedzę w tym biznesie 14 lat w Trójmieście i odpowiadam za 3 duże projekty.
Powiem Wam tak...ceny wyjściowe/ofertowe nie spadną ale w przypadku decyzji można liczyć na upusty nawet o 5 - 7 % u niektórych deweloperów.
Powiecie mało? Taniej nie będzie.. .bynajmniej w Trójmieście. Popyt cały czas przewyższa podaż.
Gruntów dla dużych projektów praktycznie nie ma. Cena działki - przynajmniej 1000 PLN/m2 PUM. Koszt robocizny z infrastrukturą i pozwoleniami to u największych w Gdańsku koszt 4000 PLN/m2. Do tego dochodzi koszt finansowania, marketingu, sprzedaży.
Tutaj też koszt przynajmniej 1000 PLN/m2. To ceny netto. Deweloper sprzedaje w brutto.
Także w uproszczeniu aby zarobił cokolwiek musi sprzedawać przynajmniej za 7200 - 7500 brutto/m2 i to w "kiepskich" dzielnicach. W Trójmieście ceny nie spadną...deweloperzy śpią na gotówce i po prostu wstrzymają projekty bo wiedzą, że opłaci im się bardziej rozpocząć sprzedaż na przykład w przyszłym roku jak wszystko się w miarę uspokoi. Mieszkania z terminem odbioru do końca 2021 w 70% sprzedane...więc po co się śpieszyć. Problemy mogą mieć mali gracze ze względu na finansowanie...ale duzi mają gotówkę żeby przejąć ich projekty.
Na koniec...nie znam osoby, która straciłaby na nieruchomości w długiej perspektywie czasu.
Na pewno nie w Trójmieście.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
8 10 anna_domagalczyk

Za rok to może być problem ze sprzedażą po cenach z tego roku. Nieruchomości mają dużą bezwładność. Ale jak nie znasz nikogo, kto straciłby na nieruchomości w Trójmieście, to prawdopodobnie będziesz mógł nadrobić to niedopatrzenie. Nowe doświadczenia też się liczą :-)

! Odpowiedz
2 8 landlord odpowiada anna_domagalczyk

Anno, wypowiadam się na temat Trójmiasta gdzie się urodziłem i tak jak napisałem siedzę w tym biznesie od czasu kiedy na Przymorzu można było kupić nieruchomość w nowym budownictwie za 3000 PLN/m2. To były początki rynku deweloperskiego.
Oczywiście, jak każda branża również rynek nieruchomości podlega fazom cyklu koniunkturalnego ale z reguły budownictwo mieszkaniowe jest na kryzys bardziej odporne.
Mamy inflację, ceny materiałów budowalnych nie spadną na pewno - wręcz przeciwnie - jest z nimi problem ze względu na zamknięcie gospodarek a 20 - 25% materiałów pochodzi z importu.
Rynek pracy w Trójmieście też dostał rykoszetem ale ma się dobrze w stosunku do miast ościennych. Nie znajdziesz dzisiaj murarza czy tynkarza czy specjalisty od elewacji, który pracuje poniżęj 4000 PLN na rękę. Jest duży popyt klienta z zewnątrz. Na niektórych projektach większość kupujących to klienci spoza Trójmiasta. Pomimo całej pandemii cały czas są ludzie, którzy mają pieniądze a Trójmiasto jest ich pierwszym wyborem jeżeli chodzi o kolejne mieszkanie czy nieruchomość.
Tak jak napisałem, ceny ofertowe nie spadną...ale klient będzie mógł liczyć na większy rabat, który przy niektórych projektach może sięgać nawet 7...może nawet 10%.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
9 17 jurnydziadek

To pewnie wkrótce nasz rząd wprowadzi progresywny podatek katastralny. Przecież i tak lemingi z dużych miast nie głosują na PiS. Rząd opodatkowałby mieszkańców dużych miast i nic by ma tym politycznie nie stracił. Bo to nie jego wyborcy. Tylko po wyborach oczywiście.

! Odpowiedz
9 10 jasiek2017

hahahahah biedni z małych miast już cieszą się na nowy podatek

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne