REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Zjadł cukierka w sklepie, został skazany miesiąc ograniczenia wolności

2019-10-18 11:36
publikacja
2019-10-18 11:36
Dodaj Bankier.pl w Google

Prokuratura przyłączy się do postępowania, w którym przed Sądem Rejonowym w Kołobrzegu zapadł rażąco niesprawiedliwy wyrok nakazowy w sprawie kradzieży cukierka o wartości 40 groszy - poinformowała PAP rzecznik PK Ewa Bialik.

fot. / / YAY Foto

"Na polecenie Zastępcy Prokuratora Generalnego Krzysztofa Sieraka prokuratura przyłączy się do postępowania, w którym przed Sądem Rejonowym w Kołobrzegu zapadł rażąco niesprawiedliwy wyrok nakazowy w sprawie kradzieży cukierka o wartości 40 groszy" - przekazała w poniedziałek rzecznik prasowa Prokuratury Krajowej Ewa Bialik.

Dodała, że prokuratura zdecydowała o zaskarżeniu tego orzeczenia na korzyść obwinionego.

Chodzi o sprawę 69-letniego Romana Wawrzyniaka, emeryta ze Szczecina, który 4 lipca w jednym ze sklepów w Kołobrzegu zjadł śliwkę w czekoladzie. "Byłem na wakacjach. Poszedłem na zakupy. Kilka produktów włożyłem do koszyka i chodząc między półkami odruchowo tego cukierka wziąłem i zjadłem. Zauważył to pracownik, który do mnie podszedł i powiedział, że go ukradłem" - stwierdził w rozmowie z PAP Roman Wawrzyniak.

Wakacje na giełdzie

Według jego relacji wzięto go na zaplecze i przeszukano. Na miejsce wezwano też policję. "Przyjechała policja, która poprosiła mnie o dowód osobisty i spisała moje dane. Nie pamiętam, czy zaproponowała mi mandat czy nie, bo byłem w emocjach. Funkcjonariusze wypisali mi natomiast wezwanie na komendę" - mówi Roman Wawrzyniak.

Dodaje, że ze względu na konsultację w szpitalu nie mógł stawić się na komendzie w wyznaczonym terminie, o czym poinformował policjantów telefonicznie. "Jestem osobą chorą. W tym roku zdiagnozowano u mnie nowotwór. Musiałem się udać w tym czasie do Szczecina na konsultację lekarską, ale przekazałem swoje dane i poinformowałem funkcjonariuszy, że po konsultacji jestem gotowy zgłosić się na komendę. Nie otrzymałem ani telefonu, ani powtórnego wezwania" - relacjonuje emeryt.

11 października mężczyzna otrzymał z sądu z Kołobrzegu wyrok nakazowy, w którym zarzuca mu się kradzież 1 sztuki cukierka o łącznej wartości 40 groszy. "Zostałem skazany na jeden miesiąc ograniczenia wolności z wykonywaniem prac na cele społeczne w wymiarze 20 godzin. Jeśli sobie policzymy to wychodzi, że oszacowano moją godzinę pracy na 2 grosze" - mówi Roman Wawrzyniak.

W jego opinii nie uwzględniono, że jest osobą niekaraną i zastosowano najwyższy wymiar kary.(PAP)

Autor: Aleksandra Kuźniar

akuz/ mark/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (5)

dodaj komentarz
marianpazdzioch
Ostatnio dziewczyna przede mną w kolejce położyła na kasie pustą butelkę po jakimś soku, i tylko zaczęła się śmiać, to samo kasjerka. Zapłaciła i na tym sie skończyło. Jakże kontrastuje to ze sprawami gdzie ktoś zmalwersował miliony, często setki milionów i dostaje 5-15 lat.
najmadrzejszy
Nie byla to kradziez ...na bazarach od wiekow mozna probowac towar spozywczy przed zakupem
zenonn
To była najzwyklejsza kradzież. Kara ma nauczyć innych. To że inni kradną nie jest usprawiedliwieniem.
Takie drobne kradzieże należy tępić, Ten zjadł cukierek, inny otwarł bombonierkę i skosztował, inny zrobił łyk napoju,...
Od poczęstunków są sprzedawcy, hostessy
Uważacie że nic się nie stało.?
Przyjechał autem? Wezmę sobie .
eagleeye
Koszalin POKOmunistyczne miasto a wiec i POKOmunistyczna nadzwyczajna kastą Sędziów na ml dwieście % !!!

Cóż kradną miliardy to nie wiedzą od Policji poprzez skostniałą Prokuraturę jak dobrać się im do tyłka i udają głupów mając paragrafy.

Ciekawe ile kosztowało Skarb Państwa ta kompromitacja wymiaru
Koszalin POKOmunistyczne miasto a wiec i POKOmunistyczna nadzwyczajna kastą Sędziów na ml dwieście % !!!

Cóż kradną miliardy to nie wiedzą od Policji poprzez skostniałą Prokuraturę jak dobrać się im do tyłka i udają głupów mając paragrafy.

Ciekawe ile kosztowało Skarb Państwa ta kompromitacja wymiaru sprawiedliwości
wonsz
Jak znam polską policję (a znam ją z kilku różnych stron), to zawsze zrobi wszystko, co w ich mocy, żeby nie przyjmować zgłoszenia - zwłaszcza w sprawie o 40 gr. To jest dla nich parę godzin roboty - pisanie notatek, wezwania na przesłuchania, pisanie wniosku o ukaranie, a jak się sprawa przed sądem rozwinie i nie skończy na wyroku Jak znam polską policję (a znam ją z kilku różnych stron), to zawsze zrobi wszystko, co w ich mocy, żeby nie przyjmować zgłoszenia - zwłaszcza w sprawie o 40 gr. To jest dla nich parę godzin roboty - pisanie notatek, wezwania na przesłuchania, pisanie wniosku o ukaranie, a jak się sprawa przed sądem rozwinie i nie skończy na wyroku nakazowym, to również łażenie po sądach w roli świadka. Mniej-więcej to samo dotyczy niepełnosprawnych emerytów udających ochroniarzy - też pewnie wolą grzać nogi pod pledem, niż przeszukiwać 70-letniego złodziejaszka. Mój strzał jest zatem taki, że dziadek zamiast zapłacić za zabranego cukierka te śmieszne 40 groszy, zaczął kozaczyć i cwaniakować (bo co mu kto zrobi za taki drobiazg, prawda?) - no i machina ruszyła.

A co może się stać, jak machina ruszy? Za kradzież są 4 opcje - poprzestać na pogrożeniu palcem i wypuścić, grzywna od 20 zł do 5000 zł, ograniczenie wolności (ZAWSZE musi to być miesiąc, nie więcej i nie mniej, a 20 godzin to najmniej, ile można dać) albo areszt od 5 do 30 dni. Grzywny nie należy wymierzać, nawet najniższej, jeśli sprawca jest za biedny, żeby ją uiścić, co w przypadku emeryta z rakiem jest dość prawdopodobne. Jeśli sąd uznał, że grzywna odpada, bo gość jest za biedny, zostały w praktyce tylko dwie opcje: puścić drobnego złodziejka-cwaniaczka wolno w poczuciu bezkarności albo dać za jednego cukierka karę taką, jaką dał.

I najwyraźniej źle zrobił, bo przecież w Polsce drobna kradzież to nie kradzież ;)

Powiązane: O tym mówią ludzie

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki