O ile Polska jest liderem wzrostu gospodarczego w Unii Europejskiej, tak Rumunia właśnie popadła w recesję przy galopującej inflacji. Taka sytuacja rodzi pytanie, co takiego wydarzyło się za Karpatami, że gospodarka z tak dużym potencjałem radzi sobie tak źle.


Co prawda początek 2026 roku przyniósł lekkie spowolnienie wzrostu polskiej gospodarki, ale to i tak wynik, który budzi respekt na tle stagnacyjnej Europy. W I kwartale PKB Polski wzrósł realnie o 3,4% rdr po zwyżce o 4,1% odnotowanym kwartał wcześniej. Natomiast w całym 2025 roku wyniósł 3,6%, co pozostawiło pewien niedosyt.
Ale nawet takie wyniki plasują Polskę w gronie gospodarczych liderów Europy. W IV kwartale szybciej od polskiej rosła tylko relatywnie niewielka gospodarka Cypru. Przy postępującym spowolnieniu europejskiej gospodarki polski PKB rosnący w tempie ponad 3% w skali roku także powinien nas uplasować w ścisłej czołówce. Taka sytuacja powinna się utrzymać również w bieżącym kwartale, w którym do strefy euro może zapukać recesja, rozumiana jako spadek PKB względem poprzedniego kwartału.
Rumunia w technicznej recesji, za to z galopującą inflacją
Tymczasem w Rumunii w kwartale 2026 roku rumuński PKB zaliczył spadek o 0,2% kdk po tąpnięciu aż o 2,0% kdk w ostatnim kwartale roku ubiegłego. Drugi z rzędu kwartał regresu rumuńskiego PKB względem kwartału poprzedniego wypełnia kryteria tzw. technicznej recesji. Potwierdza to też dynamika roczna, która w poprzednim kwartale wyniosła -1,7%.
Do tego dochodzi jednak problem znacznie poważniejszy w postaci strukturalnej nierównowagi rumuńskiej gospodarki. Podobnie jak Polska, tak i Rumunia notuje potężne deficyty fiskalne. W 2024 roku było to aż 9,3% PKB (wobec 6,4% PKB w Polsce), a w zeszłym prawie 7,8% - wynika ze wstępnych szacunków (w Polsce – 7,2%).
Ale inaczej niż u nas w Rumunii deficyt fiskalny jest finansowany głównie pożyczkami z zagranicy. Już od 5 lat kraj ten notuje potężne manko na rachunku bieżącym, sięgające ok. 8% PKB. Dla porównania, w przypadku Polski parametr ten w 2025 roku wyniósł -0,9% PKB przy nadwyżkach odnotowanych w latach 2023-24. Zatem, o ile kondycja fiskalna Polski może budzić poważne wątpliwości, to pozostałe parametry makroekonomiczne naszego kraju prezentują się przyzwoicie.
Dodatkowo naczelnym problemem karpackiej gospodarki stała się galopująca inflacja. W kwietniu rumuńska inflacja CPI przekroczyła 10% i był to zdecydowanie najwyższy odczyt wśród wszystkich krajów Unii Europejskiej. Rumuńska inflacja nie jest historią tylko i wyłącznie skokowego wzrostu cen paliw oraz uwolnienia cen energii elektrycznej, ale jest głęboko zakorzeniona we wszystkich sektorach gospodarki. W dwucyfrowym tempie drożeją także usług.
Narodowy Bank Rumunii pozostaje całkowicie bierny i jak dotąd nie odważył się podnieść stopy procentowej, od dłuższego czasu utrzymywanej na poziomie 6,50%. Taka wartość wydaje się stanowczo nieadekwatna do bieżącej sytuacji gospodarczej. Jeśli Rumuni chcieliby przywrócić jako taką stabilność cen, to wartość nawet dwukrotnie wyższa nie wyglądałaby na szczególnie przesadzoną.
Dodatkowo na początku maja w Rumunii upadł rząd. Jest to kontynuacja trwającego od grudnia 2024 roku kryzysu politycznego, rozpoczętego unieważnieniem pierwszej tury wyborów prezydenckich, gdy rumuńskiemu establishmentowi nie spodobał się ich zwycięzca.
Rumuńskie problemy nie powinny być dla nas przedmiotem satysfakcji, lecz refleksji. Przecież jeszcze przed 2022 roku to Rumunia była liderem wzrostu gospodarczego w naszej części świata. Jednakże skrajnie ekspansywna polityka fiskalna w latach 2002-26 finalnie doprowadziła do załamania wzrostu gospodarczego i wybuchu inflacji. To lekcja dla Polski, gdzie czwarty rok z rzędu notujemy deficyt fiskalny przewyższający 5% PKB i dług publiczny przekraczający 60% PKB.































































