Po raz pierwszy od kilku lat inflacja w kraju Unii Europejskiej przyjęła wartość dwucyfrową. Dla uważnych obserwatorów nie jest zaskoczeniem, że krajem tym jest Rumunia, od dłuższego czasu pozwalająca sobie na poważą nierównowagę makroekonomiczną.


Inflacja CPI w Rumunii w kwietniu 2026 roku przyspieszyła do 10,7% w skali roku względem 9,9% odnotowanych w marcu oraz 9,3% w lutym. Względem poprzedniego miesiąca indeks cen dóbr konsumpcyjnych w podniósł się o 0,84% - podał w środę Narodowy Instytut Statystyczny.
To najwyższy odczyt rumuńskiej inflacji od kwietnia 2023 roku – a więc równo trzech lat. Z wysoką lub momentami bardzo wysoką inflacją CPI Rumuni zmagają się już od 5 lat. Inaczej niż w Polsce czy w Czechach (a nawet na Węgrzech), w Rumunii nie udało się sprowadzić tempa utraty siły nabywczej pieniądza do w miarę przyzwoitego poziomu. Po raz ostatni CPI niższą od 3% odnotowano tam w 2020 roku.
Rumunią od reszty krajów naszego regionu wyróżnia nie tylko sama wysokość wskaźnika inflacyjnego, ale przede wszystkim jego struktura. Otóż wiosenny wystrzał rumuńskiej inflacji nie był związany tylko z wojną w Zatoce Perskiej i skokowym wzrostem cen paliw. Bardzo szybki wzrost cen odnotowano bowiem we wszystkich głównych kategoriach. I tak żywność była o 7,4% droższa niż w kwietniu 2025 roku, usługi podrożały aż o 13%, a towary nieżywnościowe o 12%%.
Makroekonomiczne problemy karpackiego lidera
Oznacza to, że rumuńska inflacja stała się inflacją galopującą i jest głęboka zakorzeniona we wszystkich sektorach gospodarki. To najgorszy scenariusz dla szanującego swój fach bankiera centralnego. Pod tym względem rumuńskie standardy powoli zaczynają przypominać Turcję, gdzie władza od dekady przyzwala (lub wręcz je wspiera) na bardzo szybkie tempo utraty siły nabywczej krajowego pieniądza.

W tym kontekście stopa procentowa Narodowego Banku Rumunii w kwietniu utrzymana na poziomie 6,50% wydaje się stanowczo nieadekwatna do bieżącej sytuacji gospodarczej. Jeśli Rumuni chcieliby przywrócić jako taką stabilność cen, to wartość nawet dwukrotnie wyższa nie wyglądałaby na szczególnie przesadzoną.
Jednakże galopująca inflacja konsumencka nie jest jedynym problemem gospodarczym Rumunii. Po okresie dynamicznego ożywienia po lockdownowej zapaści w poprzednich dwóch latach dynamika rumuńskiego PKB spowolniła w okolice zera. W I kwartale 2026 roku rumuński PKB zaliczył spadek o 0,2% kdk po tąpnięciu aż o 2,0% kdk w ostatnim kwartale roku ubiegłego. Drugi z rzędu kwartał regresu rumuńskiego PKB względem kwartału poprzedniego wypełnia kryteria tzw. technicznej recesji. Potwierdza to też dynamika roczna, która w poprzednim kwartale wyniosła -1,7%.
Do tego dochodzi jednak problem znacznie poważniejszy w postaci strukturalnej nierównowagi rumuńskiej gospodarki. Podobnie jak Polska, tak i Rumunia notuje potężne deficyty fiskalne. W 2024 roku było to aż 9,3% PKB (wobec 6,4% PKB w Polsce), a w zeszłym prawie 7,8% - wynika ze wstępnych szacunków (w Polsce – 7,2%).
Ale inaczej niż u nas w Rumunii deficyt fiskalny jest finansowany głównie pożyczkami z zagranicy. Już od 5 lat kraj ten notuje potężne manko na rachunku bieżącym, sięgające ok. 8% PKB. Dla porównania, w przypadku Polski parametr ten w 2025 roku wyniósł -0,9% PKB przy nadwyżkach odnotowanych w latach 2023-24. Zatem, o ile kondycja fiskalna Polski może budzić poważne wątpliwości, to pozostałe parametry makroekonomiczne naszego kraju prezentują się przyzwoicie. Zupełnie inaczej jest w przypadku Rumunii, gdzie wysoka inflacja jest tylko jednym z objawów problemów gospodarczych.






























































