Kryzys paliwowy zdołował koniunkturę w europejskim sektorze usługowym, generującym większość PKB strefy euro – wynika ze wstępnych majowych odczytów PMI. Przemysł teoretycznie pozostaje na plusie, ale jest to w znacznej mierze halucynacja wywołana konstrukcją tego wskaźnika.


- Po zasygnalizowaniu wznowienia spadku aktywności ekonomicznej w kwietniu, w maju wstępne szacunki PMI wskazały na pogłębienie tego regresu. Został odnotowano gwałtowniejszy spadek produkcji, nowych zamówień i zatrudnienia (…) Kluczowym czynnikiem za tym stojącym była intensyfikacja presji kosztowej – czytamy w najnowszym raporcie firmy badawczej S&P Global.
Istne załamanie koniunktury w eurolandzie odnotowano w sektorze usługowym, gdzie PMI spadł do 46,4 pkt. względem 47,6 pkt. odnotowanych w kwietniu. To najniższy rezultat od 63 miesięcy – a więc ponad 5 lat i drugiej rundu sanitarnych lockdownów. Tym razem winę znów ponoszą politycy, choć akurat nie ci z Europy, tylko ci, którzy postanowili napaść na Iran oraz zablokować Cieśninę Ormuz.
Nieznacznie pogorszyła się także koniunktura w sektorze wytwórczym. „Przemysłowy” PMI odnotował spadek z 52,2 pkt. do 51,4 pkt., wciąż jednak sygnalizując (przynajmniej pozorny) wzrost aktywności w sektorze przetwórczym. Zarówno majowy odczyt dla przemysłu jak i sektora usług okazał się niższy od oczekiwań większości ekonomistów.
Przy tym trzeba dodać, że wskazania PMI są zawyżane przez dwa czynniki. Pierwszym jest bardzo silna presja kosztowa i cenowa. W maju ceny w przemyśle rosły w najszybszym tempie od 3,5 lat, co podnosiło odczyt ogólnego wskaźnika PMI. Drugim haczykiem były rosnące czasy dostawy komponentów, co nie było efektem wzmożonego popytu lecz skutkiem zakłóceń w globalnych łańcuchach dostaw. Reasumując, faktyczny stan koniunktury w europejskim przemyśle jest znacznie gorszy, niż wskazywałby na to PMI powyżej 50 punktów.
- Wstępny majowy odczyt PMI pokazał, że gospodarka eurolandu zbiera coraz poważniejsze konsekwencje wojny na Bliskim Wschodzie. Produkcja spadła przez poprzednie dwa miesiące, w maju w najszybszym tempie od ponad 2,5 lat. Dane wskazują, że w II kwartale gospodarka strefy euro skurczy się o 0,2% - napisał w komentarzu Chris Williamson, główny ekonomista w S&P Global Market Intelligence.
Majowe dane PMI rysują typowo stagflacyjny obraz europejskiej gospodarki. Spadającym zamówieniem i produkcji towarzyszy spadek zatrudnienia oraz skokowy wzrost kosztów produkcji i podwyżki cen wyrobów gotowych. W tym kontekście rosnące zapasy nie są przejawem zdrowego wzrostu popytu, lecz przede wszystkim obaw o dostępność kluczowych surowców i komponentów. W strefie euro szykuje się nam już czwarta (po dwóch lockdownowych i jednej „ukraińskiej”) recesja w ciągu ostatnich 6 lat.
- Szczególnie mocno poprzez wzrost kosztów życia uderzony został sektor usług, zapewne poprzez popytowe skutki wyższych cen energii. Te same efekty stanowiły pewne wsparcie dla sektora produkcyjnego, który ze względów ostrożnościowych zwiększał zapasy. Ale nawet ten efekt zaczyna słabnąć – dodał Williamson.
Wskaźnik PMI to złożony indeks, obrazujący kondycję przemysłu w postaci jednej wartości liczbowej, kalkulowany na podstawie pięciu subindeksów: nowych zamówień, produkcji, zatrudnienia, czasu dostaw i zapasów pozycji zakupionych. Wskaźnik PMI waha się od 0 do 100, przy czym odczyt powyżej 50 wskazuje na ogólny wzrost w porównaniu z poprzednim miesiącem, a poniżej 50 na ogólny spadek. Najnowsze badanie zostało przeprowadzone w dniach 11-19 maja na próbie ok. 5000 przedsiębiorstw z Niemiec, Francji, Hiszpanii, Włoch, Holandii, Austrii, Irlandii i Grecji. Finalne dane dla sektora wytwórczego poznamy 1 czerwca, a dla usługowego – 3 czerwca.





























































