Kobiety prowadzące działalność gospodarczą, które zdecydują się na wychowanie dziecka, a co za tym idzie - wezmą urlop wychowawczy, niestety muszą opłacać składki do ZUS. Co prawda , były już dwie abolicje, które dotyczyły składek od działalności należne za okres od 1 stycznia 1999 r. do 31 sierpnia 2009 r. , ale problem wciąż nie został rozwiązany. Kobiety pracujące na etacie w czasie urlopu wychowawczego mają opłacane składki od kwoty 60% średniej krajowej.
Stąd pomysł MPiPS, aby kobiety prowadzące własną działalność gospodarczą, w czasie urlopu wychowawczego miały opłacane składki do ZUS z budżetu państwa. "DGP" twierdzi, że ustawa dotyczyć będzie 150 tys. kobiet, a jej koszt szacowany jest na 200 mln zł rocznie.
|
Na razie nie wiadomo w jakiej wysokości będą opłacane składki, ale są dwie propozycje. Pierwsza przewiduje zastosowanie dokładnie takich samych zasad jak w przypadku pań zatrudnionych na etacie. Druga propozycja polegałaby na opłacaniu składek od średniej kwoty dochodu z prowadzonej działalności gospodarczej z ostatnich dwóch lat przed udaniem się na urlop wychowawczy. Jednak o wiele bardziej prawdopodobne jest, że Ministerstwo Pracy zdecyduje się na pierwszy sposób.
Samozatrudniony na etacie to nie przedsiębiorca
Pomysł jest ciekawy, ale jest jeden warunek. Przedsiębiorcze kobiety na okres urlopu wychowawczego będą musiały zawiesić działalność gospodarczą. Okres opłacania składek do ZUS z budżetu państwa nie będzie mógł być dłuższy niż trzy lata. Problem polega na tym, że niewiele przedsiębiorczych kobiet zdecyduje się na zawieszenie dobrze prosperującego biznesu. Większość dalej będzie pracować lub zatrudni kogoś do pomocy. Niestety dla nich, w tym czasie będą musiały opłacać składki samodzielnie. Innymi słowy, regulacje nie obejmą przedsiębiorczych kobiet.
Propozycja MPiPS dotyczyć będzie tylko kobiet samozatrudnionych, które w praktyce pracują tak samo jak etatowcy. Biorąc to pod uwagę, jest to bardzo złe rozwiązanie, bo państwo tak naprawdę pokryje z kieszeni podatników wydatki, które normalnie ponosiłby pracodawca, gdyby nie stosował „elastycznych form zatrudnienia”. Takie rozwiązanie dodatkowo zachęca do omijania umów o pracę. Być może problem by nie istniał, gdyby koszty zatrudnienia „normalnego etatowca” były dużo niższe. Czy takie samozatrudnienie to przedsiębiorczość? Raczej nie.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl


























































