Kumulacja prac przy budowie elektrowni, może spowodować niezrównoważenie zasobów ludzkich i w rezultacie konieczność konkurowania o specjalistów. To spowoduje wyższe koszty i może sprawić, że rentowność tych kontraktów będzie pod presją. Powtórki z budowy dróg sprzed Euro 2012 jednak nie będzie.
"Kumulacja prac budowlanych w energetyce zacznie się w połowie przyszłego roku i potrwa do 2018 r. Wydaje się, że przy tylu kontraktach energetycznych, które w tym samym czasie wejdą w fazę realizacji zabraknie specjalistów, bo ich rynek lokalny nie dostarczy. Np. spawacz czy monter urządzeń energetycznych to rzadki zawód i jest wysoce prawdopodobne, że spółki realizujące te zlecenia będą musiały sprowadzać tych specjalistów z innych branż lub nawet z zagranicy. To spowoduje wyższe koszty i rentowności tych kontraktów mogą być pod presją" - powiedział PAP dyrektor Mitsubishi Hitachi Power Systems Europe na Polskę Wiesław Różacki.
"Przez to spółki budujące elektrownie mogą mieć pewne kłopoty. Takiej tragedii jaką miały firmy wykonawcze przed Euro 2012 nie będzie, ale widzę poważne, ryzyko niezrównoważenia zasobów ludzkich na kontraktach energetycznych" - dodał.
W jego ocenie, w przeciwieństwie do firm budujących drogi przed Euro 2012 r., firmy budujące elektrownie raczej nie będą miały problemów z cenami materiałów i urządzeń.

"Produktowo pod względem dostaw materiałów i urządzeń nie jest tak źle, gdyż nie ma tu tak dużego zapotrzebowania na miejscowe materiały, które mogłyby wywołać zaburzenia na rynkach lokalnych. Materiały, maszyny, urządzenia czy stal, które są używane, pochodzą głównie z rynków globalnych. Ceny piasku i asfaltu przy budowie dróg wzrosły, bo w bezpośredniej bliskości budów było tego mało, a koszty transportu często przekraczały cenę przewożonych materiałów" - powiedział.
Zdaniem Różackiego najtrudniejszą sytuację mogą mieć wykonawcy bloków Opolu i Jaworznie.
"W najlepszej sytuacji są kontrakty w Kozienicach - bo już jest najbardziej zaawansowany - i w Turowie - bo będzie realizowany najpóźniej, ale budowy w Opolu i Jaworznie w dużym stopniu się ze sobą pokryją" - powiedział.
Grzegorz Suteniec (PAP)
gsu/ ana/






























































