Po porcji wczorajszych kiepskich raportach o produkcji przemysłowej oraz sprzedaży detalicznej piątkowy poranek przynosi wręcz fatalne dane na temat handlu zagranicznego Chin.
Dynamika eksportu wyhamowała do 1 proc. rok do roku wobec 11,3 proc. przed miesiącem. Import zwolnił do 4,7 proc. z 6,3 proc. ostatnim razem. Z kolei nadwyżka handlowa skurczyła się do 25,1 mld dolarów w stosunku do 31,73 mld dolarów przed miesiącem. Ostatnim razem było równie źle na początku roku.
Drastyczny spadek sprzedaży chińskich towarów za granicę jest konsekwencją kiepskiej postawy amerykańskiej i europejskiej gospodarki. Z kolei wyhamowanie importu jest pokłosiem wewnętrznych problemów Państwa Środka. Tym samym dzisiejsze dane w połączeniu z ostatnimi kiepskimi raportami z Niemiec oraz pozostałych krajów Starego Kontynentu nie rysują perspektyw gospodarczych w kolorowych barwach.
Reakcja rynku na chińskie dane była jednak umiarkowana. Kontrakty terminowe traciły na wartości. Jedynie miedź doświadczyła silnej przeceny. Spokojne zachowanie rynku wynika z zapowiedzi Ludowego Banku Chin dotyczących udzielenia wsparcia gospodarce. Władze monetarne już dwukrotnie obniżyły stopy procentowe, aby przeciwdziałać hamowaniu.
W obliczu silnego hamowania gospodarki oraz wciąż nierozwiązanego kryzysu finansów publicznych pozostałe banki centralne także nie pozostaną bierne. Świadomość tego faktu rozładowuje na razie napięcia wywołane przez kiepskie dane. Jednak zachowanie amerykańskiej i europejskiej giełdy pokazuje, że indeksom zaczyna brakować paliwa do wzrostów.
Ponadto europejski kryzys znowu nabiera rumieńców. Mimo spokojnej atmosfery na rynku długu prezydent Portugalii Anibal Cavaco Silva wezwał Europejski Bank Centralny do zakupów obligacji krajów zagrożonych niewypłacalnością. Odżycie europejskich problemów oraz fatalne dane z gospodarki to niepożądane połączenie dla inwestorów.
Piotr Lonczak
Bankier.pl
p.lonczak@bankier.pl































































