Czekają nas duże zmiany na rynku pracy. Społeczeństwo się starzeje, a to oznacza zmniejszenie mobilności, która negatywnie wpłynie na podaż pracy. Bezrobocie spadnie, a zarobki wzrosną.
Główny Urząd Statystyczny podkreśla, że zwiększanie się liczby osób starszych w strukturze ludności to realny problem społeczny. Osoby w wieku powyżej 60 lat należą do grupy ludzi w tzw. wieku poprodukcyjnym. Na skutek zmniejszonej dzietności kobiet oraz emigracji odsetek mężczyzn i kobiet, którzy przekroczyli 60 rok życia, stale rośnie. Na koniec 2012 roku było ich 6,8 mln – o ponad 200 tysięcy więcej niż w 2011 roku. Z prognozy na 2035 rok wynika, że ich liczba do tego czasu zwiększy się o ok. 2 mln osób.
Starzy niemobilni
Mobilność ludności określa ich skłonność do zmiany miejsca zamieszkania ze względu na pracę lub odległość, jaką jesteśmy wstanie pokonać, by dotrzeć do zakładu pracy. Przyjmuje się, że im jesteśmy starsi, tym mamy mniejszą mobilność. Z definicji GUS-u wynika, że granicę pomiędzy mobilnością, a niemobilnością wyznacza 45 rok życia.
Na rynku pracy mamy 15,3 mln osób w wieku „mobilnym” i 9,2 mln w „niemobilnym”. W 2035 roku tych pierwszych będzie już tylko 10 mln, a drugich aż 9,9 mln. Taka zmiana struktury podaży na rynku pracy oznacza poważne konsekwencje. Wbrew pozorom ma to swoje dobre i złe strony.
Obecnie stopa bezrobocia wynosi 13%. Oznacza to, że 2 mln osób zarejestrowanych jest jako bezrobotne. Z tego 1 mln to ludzie, którzy nie przekroczyli 35. roku życia. Bezrobocie wśród młodych sięga 30%. Osoby w tym wieku narzekają też na niskie zarobki, nawet jeśli posiadają odpowiednie wykształcenie. To zmusza wielu ludzi do emigracji.
Młodych będzie coraz mniej
Jednak niebawem dojdzie do odwrócenia trendu. Młodych będzie coraz mniej, a to oznacza, że ich wartość na rynku wzrośnie. Pracodawcy będą skłonni oferować im większe pieniądze czy szkolenia, byle tylko zachęcić ich do pracy. W teorii jest to dobra wiadomość. Stopa bezrobocia spadnie znacznie poniżej 10% - naturalnym wynikiem dla Polski będzie poziom ok. 6-7%.
To również dobra wiadomość dla osób w wieku powyżej 45 lat. Pracodawcy będą ich bardziej szanować, bo ogólnie zmniejszy się podaż pracy. Obecnie młody przeciętnie poszukuje zatrudnienia przez ok. 10 miesięcy, a bezrobotny powyżej 50 roku życia – 2 lata. Okresy te ulegną skróceniu dla obydwu grup. Naturalnie, niższa stopa bezrobocia oznacza również większe zarobki.
Korzyści to tylko pozory
Zmiany w strukturze ludności wydają się korzystne dla pracowników, ale to tylko pozory. Dużo większe koszty po stronie pracodawcy mogą znacząco obniżyć tempo rozwoju całej gospodarki, która w dłuższym okresie stanie się mniej konkurencyjna, a co za tym idzie – bardziej podatna na odpływ kapitału i wahania rynkowe. Ponadto powstaną całkiem nowe sektory gospodarki nastawione głównie na opiekę osób starszych. Wiele biznesów tradycyjnie nastawionych na młodych ludzi po prostu straci klientów i zbankrutuje. Pozytywne aspekty „starzenia się społeczeństwa” mają zatem tylko chwilowy charakter.
Sytuację można porównać do wielkiej emigracji po wejściu Polski do UE. W praktyce pozwoliła ona na obniżenie bezrobocia, a transfery pieniężne zza granicy znacząco poprawiły stan finansowy Polaków (zwłaszcza mieszkańców ściany wschodniej). Jednak kosztem, którego nie widać, a który rzadko uwzględniany jest w tym bilansie, są chociażby nakłady na edukację czy utracone wpływy z tytułu podatków. Podobnie jest ze starzejącym się społeczeństwem. Zmniejszony odsetek ludzi młodych sprawia, że większa liczba osób będzie musiała pracować na rzecz opieki i pomocy osobom starszym kosztem np. pracy w przemyśle. Słowem – zamiast rozwijać system, więcej środków będziemy wydawać na jego konserwację.
Polska nie znajduje się w stanie zagrożenia demograficznego. Kryzys demograficzny już trwa, a my nie zrobiliśmy nic, by temu przeciwdziałać. Nie ma większej szansy na radykalne zwiększenie dzietności kobiet, bo większości na to nie stać. Ponadto zmienił się sposób postrzegania świata, kładzie się większy nacisk na karierę zawodową. Nie ma też racjonalnych zachęt podatkowych. Oznacza to, że musimy się ratować imigrantami.
Łukasz Piechowiak
































































