Po ubiegłorocznej kontroli umów stosowanych przez importerów nowych samochodów Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wziął pod lupę wzorce wykorzystywane przez dealerów różnych marek aut. Niestety, obawy Urzędu dbającego o słabszych uczestników rynku potwierdziły się i w tym przypadku. 80 procent skontrolowanych dealerów stosuje bowiem wzorce umowne naruszające interesy konsumentów.
Skontrolowane zostały dziesiątki dokumentów, w tym zamówień, umów sprzedaży oraz ogólnych warunków gwarancji, stosowanych przez działających na polskim rynku dealerów takich marek, jak: Alfa Romeo, BMW, Citroen, Daewoo, Fiat, Ford, Honda, Hyundai, Kia, Mazda, Mercedes, Mitsubishi, Nissan, Opel, Peugeot, Renault, Seat, Skoda, Suzuki, Toyota, Volkswagen oraz Volvo. Według szacunków UOKiK tylko 20 procent sprzedawców nowych aut w pełni respekto wało prawa konsumentów. Większość, pomimo stosowania postanowień rażąco naruszających interesy klientów, zobowiązała się do zaniechania tego rodzaju praktyk. W efekcie pozwy do Sądu Ochrony i Konkurencji zostały złożone tylko przeciwko dealerom Seata, Kia, Hondy oraz Forda.
Na czym zatem polegały stwierdzone przez Urząd nieprawidłowości?
(Nie)dozwolone zmiany ceny
We wzorcach zamieszczane były m.in. zastrzeżenia umożliwiające sprzedawcy zmianę ceny samochodu już po zawarciu umowy bez przyznania konsumentowi prawa do odstąpienia od niej. Zmiany te mogły się wiązać ze zmianą przepisów podatkowych (np. wzrostem stawki akcyzy). W ten sposób dealerzy przerzucali na nabywców nowych samochodów ryzyko, jakie zawsze wiąże się z prowadzeniem działalności gospodarczej. Wydaje się, iż tego rodzaju zapisy są wynikiem niekonsekwencji polskiego ustawodawcy, szczególnie w zakresie prawa podatkowego, jednakże ryzyko ewentualnych zmian przepisów przedsiębiorcy winni brać na siebie zamiast obarczać nim jeszcze mniej zorientowanych w tej materii konsumentów. Inna rzecz, że każda zmiana ceny, i to bez względu na jej przyczynę, powinna uprawniać konsumenta do odstąpienia od umowy. Pomimo ciągłych pouczeń ze strony Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, zasada ta jednak nie jest jeszcze zbyt powszechnie respektowana w obrocie konsumenckim.
Zbyt wysokie kary umowne
Urząd zakwestionował również dość powszechne u dealerów zatrzymywanie zaliczek wnoszonych przez konsumentów w przypadku ich rezygnacji z umowy. Co gorsza, kary umowne grożące klientom wynosiły często 100 procent ceny nowego samochodu. Wprawdzie nie ulega wątpliwości, iż w razie nieuzasadnionej rezygnacji klienta będącego konsumentem z zakupu zamówionego samochodu przedsiębiorcy mogą domagać się od niego zwrotu poniesionych już w celu realizacji umowy kosztów, jednakże kara umowna wynosząca tyle, co koszt nowego auta, to zbyt wiele. Zdaniem UOKiK wysokość kary umownej powinna być proporcjonalna. Zatrzymanie pełnej zaliczki w każdym przypadku wycofania się przez konsumenta z umowy należy więc uznać za karę wygórowaną. Ponadto, co najmniej takie same kary powinny grozić również drugiej stronie umowy, tj. dealerom. Niewykluczone bowiem, że to oni będą odpowiedzialni za niewykonanie umowy. Wówczas konsument winien mieć przynajmniej równie skuteczne narzędzia służące do ochrony swoich praw. Niestety, kar umownych grożących przedsiębiorcy próżno szukać w stosowanych przez nich wzorach umów.
Zdarzają się także postanowienia uzależniające zwrot wpłaconej przez klienta zaliczki od znalezienia innego nabywcy na to samo auto, czy też zezwalające na zatrzymywanie zaliczki w przypadku nieodebrania przez konsumenta listu poleconego z zawiadomieniem o terminie odbioru samochodu, które w oczywisty sposób krzywdzą słabszych uczestników rynku.
Ten sam czy inny samochód?
Część dealerów zastrzega sobie w umowach pewne zmiany przedmiotu umowy. Chodzi o to, że dostając auto o nieco zmienionej konstrukcji, kolorze czy wyposażeniu standardowym od zamówionych, konsumenci nie mieliby prawa kwestionować należytego wykonania umowy przez sprzedawcę, nie mówiąc już o prawie odstąpienia od umowy. Faktycznie więc nabywca nowego pojazdu nie mógłby być do końca pewny, jaki towar otrzyma.
Wymagane oświadczenia, właściwość sądu
Kolejne kwestionowane klauzule dotyczą różnych sposobów utrudniania konsumentom dochodzenia roszczeń. Czemu ma niby służyć wymaganie od kupujących w dniu odbioru samochodu oświadczenia o zgodności pojazdu z warunkami umowy?
Czyż nie zrzeczeniu się roszczeń klienta względem dealera wynikających z nienależytego wykonania przez niego umowy? Przecież nie będąc specjalistą z dziedziny motoryzacji i nie dysponując specjalnymi przyrządami mamy niewielkie szanse, aby stwierdzić jakiekolwiek nieprawidłowości. Zresztą najczęściej tego rodzaju oświadczenia nie będą skuteczne. Zgodnie bowiem z art. 11 ustawy o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej uprawnień unormowanych w tej ustawie nie można wyłączyć ani ograniczyć w drodze umowy zawartej przed zawiadomieniem sprzedawcy o niezgodności towaru konsumpcyjnego z umową. W szczególności nie można tego dokonać przez oświadczenie kupującego, że wie o wszelkich niezgodnościach towaru z umową.
Za bezprawne uznane zostały również zapisy, zgodnie z którymi w przypadku rozpatrywania reklamacji konsumenta strony związane będą opinią rzeczoznawcy wskazanego przez sprzedawcę, co oznacza, że opinia biegłego, którą zlecił wykonać (zresztą na swój koszt) właściciel auta byłaby de facto pozbawiona znaczenia.
Nie było też wątpliwości, iż do niedozwolonych klauzul umownych należy zaliczyć zastrzeżenia przewidujące, iż wszelkie ewentualne spory między stronami rozstrzygać będzie sąd właściwy miejscowo dla siedziby dealera (sprzedawcy). Wymienia je bowiem Kodeks cywilny w art. 3853 pkt 23.
Gazeta Podatkowa Nr 118 z dnia 2005-02-24
































































