Reforma unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji powinna prowadzić do obniżki cen energii w Unii Europejskiej – powiedział dziennikarzom w Brukseli wiceprezes PGE Marcin Laskowski. W piątek Komisja Europejska zaprezentuje projekt zmian w systemie EU ETS.


W ciągu ostatnich tygodni KE spotykała się z europejskimi spółkami energetycznymi, w tym PGE, by poznać ich oczekiwania w sprawie zmian.
Nieoficjalnie branża informuje, że rewolucji nie będzie. Według PGE propozycja KE nie rozwiąże problemu wysokich cen energii elektrycznej w UE w porównaniu do rynków światowych i będzie wymagać uzupełnienia o rozwiązania stabilizujące rynek.
- Celem reformy ETS powinno być ograniczenie kosztów energii dla gospodarki i odbiorców końcowych. Naszym kluczowym postulatem jest zwolnienie z obowiązku zakupu uprawnień do emisji jednostek wytwórczych pracujących do 1500 godzin rocznie. Takie rozwiązanie znacząco poprawiłoby ich rentowność oraz bezpieczeństwo pracy systemu elektroenergetycznego. Uwzględnienie tylko i wyłącznie tego postulatu obniżyłoby średnie roczne ceny energii klientów w Polsce nawet o 10-15 proc. Z dużym zainteresowaniem oczekujemy publikacji propozycji Komisji Europejskiej – powiedział wiceprezes Laskowski.
Według PGE niemniej istotna dla całej gospodarki jest zmiana tempa zmniejszania liczby dostępnych uprawnień po 2030 r. PGE ocenia, że utrzymanie obecnego tzw. liniowego współczynnika redukcji emisji (LRF) doprowadzi do wyczerpania puli uprawnień jeszcze przed 2040 r. Spółka proponuje takie poziomy tego współczynnika, który pozwoliłoby zmniejszyć ryzyko gwałtownego wzrostu cen uprawnień po 2030 r. i zapewniłby ich podaż do 2050 r.
PGE postuluje także reformę tzw. rezerwy stabilności rynkowej (MSR). To mechanizm w systemie EU ETS, który został wdrożony po to, żeby zlikwidować historyczną nadpodaż uprawnień na rynku. Gdy na rynku jest za dużo uprawnień, MSR "zabiera" część z nich z aukcji i odkłada do rezerwy. Gdy uprawnień jest za mało, MSR może część z nich uwolnić z powrotem na rynek, zwiększając podaż.

PGE chce, aby mechanizm szybciej reagował na zmiany sytuacji rynkowej i zapewniał rzeczywistą płynność rynku, a tym samym utrudniał nadmierną spekulację uprawnieniami do emisji.
W części poświęconej finansowaniu transformacji energetycznej PGE postuluje kontynuację Funduszu Modernizacyjnego po 2030 r., którego podstawą powinno być co najmniej 4,5 proc. całkowitej puli uprawnień EU ETS. Spółka chce również większej elastyczności w realizacji programów finansowanych z funduszu.
PGE opowiada się również za utrzymaniem po 2030 r. bezpłatnego przydziału uprawnień dla ciepłownictwa, w tym kontynuacji mechanizmu „uprawnień za inwestycje”. Otwartym dla energetyki powinien być też tzw. investment Booster, co pozwoliłoby na zdjęcie kosztu części inwestycji energetycznych z rachunków płaconych przez odbiorców.
Investment Booster to proponowany przez KE mechanizm, który ma wykorzystać część dochodów z ETS do wsparcia inwestycji przemysłowych i transformacji energetycznej, szczególnie w państwach i sektorach najbardziej obciążonych kosztami dekarbonizacji.
- Informacje, które dochodzą, wskazują na to, że KE nie planuje rewolucji w systemie ETS. Tym bardziej będziemy chcieli rozmawiać na temat pewnych elementów reformy pod kątem naszych rodzimych potrzeb” – podsumował Laskowski.
W środę dziewięć państw UE, w tym Polska, zaapelowało wspólnie do Komisji Europejskiej o rewizję unijnego systemu handlu emisjami ETS, argumentując, że obecne zasady zagrażają konkurencyjności europejskiego przemysłu.
System, działający w UE od 2005 r., obejmuje 40 proc. dwutlenku węgla emitowanego w UE. Dotyczy on nieco ponad 11 tys. producentów energii elektrycznej i przemysłu energochłonnego, a także linii lotniczych i statków. By wyemitować jedną tonę CO2, podmioty te muszą umorzyć jedno uprawnienie. 57 proc. uprawnień dostępna jest na aukcjach, a 43 proc. trafia do przemysłu za darmo.
Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)
luo/ ap/



























































