Wojna pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Iranem została wznowiona, a rząd USA ponownie zablokował irańskie porty. Drożejąca ropa naftowa i nasilająca się awersja do ryzyka uderzyły w polskiego złotego. Kurs euro atakuje wielomiesięczne maksima, a dolar amerykański jest najdroższy od przeszło roku.


Wtorek jest trzecim kolejnym dniem wymiany ognia między wojskami USA a Iranu. O kwietniowym rozejmie możemy już chyba zapomnieć, gdyż obie strony eskalują konflikt. Amerykanie ponownie wprowadzili blokadę irańskich portów, a prezydent Donald Trump zagroził wprowadzeniem 20-procentowego myta „za ochronę” statków przechodzących przez Cieśninę Ormuz. Iran z kolei ostrzelał kolejne tankowce, co podbiło ceny ropy naftowej w rejon 80 USD za baryłkę.
- Presję na PLN, podobnie jak na inne waluty EM, wywierała eskalacja konfliktu w Zatoce Perskiej, przywrócenie blokady irańskiej żeglugi i zapowiedź opłat za tranzyt przez cieśninę Ormuz na rzecz USA, co podbiło ceny ropy o ok. 10% i pogorszyło globalny apetyt na ryzyko – napisano w porannym komentarzu PKO BP.
O poranku kurs euro zwyżkował o ponad grosz, osiągając poziom 4,3428 zł. Jeśli notowania wspólnotowej waluty utrzymają suię na tym (bądź wyższym) poziomie do końca dnia, będzie to najwyższy od listopada 2024 roku kurs zamknięcia na parze euro-złoty.
Po wyłamaniu z wiosennej konsolidacji zgodnie z wnioskami płynącymi z analizy technicznej kurs euro ruszył w górę, zmierzając w kierunku linii 4,40 zł. To właśnie w strefie 4,3850-4,4000 zł znajduje się pierwsza istotna strefa oporu.

Przeciwko złotemu i innym walutom z rynków wschodzących działa też znów mocniejszy dolar amerykański. Kurs EUR/USD zszedł poniżej linii 1,14 USD, ale jak na razie nie przełamał poziomu z czerwcowego minimum. Jednakże na polskim rynku oznaczało to dolara po 3,8116 zł, a więc najdroższego od zeszłorocznej wiosny.
Dodatkowym problemem dla złotego jest nastawienie większości członków Rady Polityki Pieniężnej, która zasygnalizowała gotowość do dalszego obniżania stóp procentowych, pomimo oczekiwanych podwyżek w Rezerwie Federalnej i Europejskim Banku Centralnym. Stopa referencyjna NBP w wysokości 3,75% znajduje się już tylko minimalnie powyżej bieżącej (tj. lipcowej) oraz oczekiwanej na najbliższe miesiące inflacji CPI dla Polski.
W tym aspekcie na krótką metę bardzo istotne mogą się okazać publikowane dziś po południu statystyki inflacji CPI dla Stanów Zjednoczonych. Odczyt rzędu 4% lub wyższy (przy rynkowym konsensusie wynoszącym 3,8%) może przypieczętować wrześniową podwyżkę stopy funduszy federalnych i umocnić dolara, osłabiając przy tym złotego.
Zresztą raptem w poniedziałek Chrostopher Waller z zarządu Fedu powiedział, że jeśli kolejne dane pokażą wciąż podwyższoną presję w inflacji bazowej, to Fed może być zmuszony do rozważenia podwyżki stóp procentowych. Dodał też, że niezależnie od zastosowanej miary, inflacja jest podwyższona.
Za to zatrzymana została zwyżka notowań funta szterlinga. Brytyjska waluta we wtorek rano kosztowała niespełna 5,09 zł, podczas gdy w piątek było to prawie 5,11 zł. Nie zmienia to faktu, że przez poprzednie cztery tygodnie kurs funta podniósł się o blisko 20 groszy.
Natomiast frank szwajcarski wyceniany był na 4,6819 zł, a więc o przeszło grosz wyżej niż dzień wcześniej, kiedy to helwecka waluta potaniała aż o trzy grosze.
KK


























































