Jedni powoli planują powrót, inni nie chcą myśleć o wyjeździe z Wielkiej Brytanii. Chociaż reakcje na Brexit wśród emigrantów z Polski są skrajnie różne, póki co wszyscy oni stoją w tym samym rzędzie. Tak długo, jak nieznane będą warunki pozostania na Wyspach, trudno układać dalsze życiowe plany.
![Brexit wpędził Polaków do poczekalni [Tam mieszkam]](https://galeria.bankier.pl/p/d/7/27c289dbb015b1-447-268-2-1-447-268.png)
![Brexit wpędził Polaków do poczekalni [Tam mieszkam]](https://galeria.bankier.pl/p/d/7/27c289dbb015b1-447-268-2-1-447-268.png)
– Nie mam zamiaru się stąd ruszać – mówi Adrian, który w Wielkiej Brytanii mieszka od prawie 12 lat. Przyznaje, że z takim stażem traktuje już Londyn jak swój dom. Z rozmowy z nim łatwo wywnioskować, że podoba mu się życie na Wyspach i nie zamierza na zapas martwić się konsekwencjami Brexitu. – Nie znam nikogo, kto chciałby wracać – przekonuje. Tego samego o sobie i swoich znajomych nie powiedziałaby Agnieszka, która – namawiana przez znajomych, którzy już się na to zdecydowali – bierze pod uwagę powrót do Polski. Gdyby Brexit przyniósł wizy albo utrudnienia w swobodnym podróżowaniu między Wielką Brytanią a Unią, mogłoby to znacząco wpłynąć na swobodę wyjazdów do rodziny. Czy tak się stanie – nie wiadomo, dlatego – tak jak inni – czeka na dalszy rozwój wydarzeń.
Cierpliwość to teraz jedyne, na co muszą się zdobyć obcokrajowcy w Wielkiej Brytanii nie w pełni przekonani o tym, czy zostać, czy wyjeżdżać. 4,2 mln imigrantów nadal czeka, by dowiedzieć się, jaki będzie ich los – podkreślał serwis CNN jeszcze w tym roku, gdy premier zarysowała ogólny kierunek zmian. „W poczekalni Brexitu”, „Czekając na rzeczywistość”, „Brexitowa gra w czekanie” – to tylko niektóre z tytułów w brytyjskich mediach podkreślające, że wielu imigrantów na Wyspach najbliższy czas spędzi w zawieszeniu, intensywnie jak nigdy dotąd analizując różne scenariusze na przyszłość.
Żal możliwości
Teoretycznie wyjazd do Polski mógłby wiele kwestii ułatwić. Londyn to wysokie koszty życia, niepokojąco obniżający się poziom kształcenia w szkołach czy różnorodność kulturowa, dawniej traktowana jako walor, a dziś miewająca różne konsekwencje – wymienia Agnieszka. Jak mówi, wydatki idą w górę, a zarobki, które przyciągnęły do Anglii tak wielu Polaków, niechętnie podążają w tym samym kierunku. Będąc matką, wspólnie z mężem dalsze plany rodzinne snują, myśląc głównie o przyszłości dzieci. Stolica Królestwa, chociaż daje szerokie spektrum możliwości, by ciekawie spędzać czas z rodziną, coraz częściej budzi zastrzeżenia w zakresie jakości edukacji. A wybór szkoły, nawet podstawowej, uzależniony od miejsca zamieszkania, warunkuje dalsze tempo rozwoju ucznia. Coraz większy odsetek obcokrajowców sprawia, że w niektórych szkołach poziom nauki jest zaniżany poprzez początkowy brak znajomości języka angielskiego wśród dzieci. – Coraz częściej widać obniżenie ambicji wśród uczniów. Minęły czasy, kiedy dzieci chcą być lekarzami. W szkole specjalnej, w której pracuję, niektóre z nich potrafią powiedzieć, że w przyszłości chcą siedzieć w domu i żyć z benefitów – opowiada.
W praktyce wyjechać z Wielkiej Brytanii byłoby żal. Za jeden z największych atutów życia w tym kraju Agnieszka uważa możliwości zawodowe – to, że nikt nie ma problemu z tym, by przekwalifikować się, czy dokształcać bez względu na wiek. Londyn postrzega też jako miniaturę świata, co daje możliwość obcowania z różnymi kulturami, obyczajami czy kuchniami całego świata bez konieczności ruszania się z miasta. Podobne spostrzeżenia ma Adrian: – Czasem wystarczy przejechać się do innej dzielnicy, żeby poczuć się jak na innym kontynencie. Tak jak Agnieszka podkreśla też perspektywy na lokalnym rynku pracy. – Ktoś, kto w Polsce kopał rowy, po przyjeździe do Wielkiej Brytanii może zostać kierownikiem, bo tutaj nikt nie pyta się ciebie o wykształcenie - liczy się tylko to, co umiesz i co chciałbyś robić. Mam wielu znajomych, którzy zaczynali tu od zera, a dzisiaj pełnią menedżerskie stanowiska. W Anglii do tego wystarczą chęci, cierpliwość, no i angielski – opowiada. W Londynie pasuje mu też podejście ludzi do drugiego człowieka („z uśmiechem na twarzy, co rzadko zdarza się w Polsce”), ale też szybkość i bezproblemowość w załatwianiu urzędowych spraw („w większości przypadków nawet nie trzeba ruszać się z domu”). Z Adriana trudno wydobyć informacje o tym, na co narzeka w Londynie. Podkreśla głównie „za mało zdecydowaną”, jak mówi, pogodę.
Z ostatniej edycji badania „Expat Insider” porównującego jakoś życia ekspatów w różnych krajach wynika, że pogoda przeszkadza ponad połowie wyjeżdżających tam do Anglii specjalistów. 60% ankietowanych traktuje ją jako czynnik najbardziej zniechęcający do emigracji do tego kraju. Za największą bolączkę uważane są jednak wysokie koszty życia, w tym bardzo dotkliwe ceny nieruchomości. Jako największy walor przeprowadzki do Londynu ekspaci wskazują natomiast możliwości zawodowe - 73% ankietowanych pozytywnie oceniało dalsze możliwości rozwoju swojej kariery, w szczegółowym rankingu najlepszych krajów pod tym względem Wielka Brytania zajmuje dobrą, czternastą pozycję.
W rozmowach z Polakami na temat walorów i niedogodności życia w Wielkiej Brytanii za każdym razem pojawia się jeszcze jeden argument przemawiający za wyjazdem – odległość od rodziny, wychowywanie dzieci bez dziadków, kuzynów, konieczność radzenia sobie samemu, niemożność skorzystania ze wsparcia najbliższych. Ten powód jednych emigrantów wypycha do Polski skuteczniej niż deszcz, u drugich z kolei wciąż przegrywa z większymi pieniędzmi i lepszą jakością życia na Wyspach. Jest też grupa, która w Londynie skorzystała z zawodowych możliwości, ale trafiła na szklany sufit. Teraz Polska to dla nich szansa na wejście na wyższy pułap.
Ci, którzy wyjeżdżali do Anglii zaraz po 2004 roku, coraz silniej czują, że najwyższy czas rozstrzygnąć te osobiste pojedynki. – Wielu Polaków, tak jak ja, przyjechało do Wielkiej Brytanii zaraz po 2004 roku i myślę, że dla nas to najwyższy czas, żeby zdecydować, czy zostać tu na stałe, czy wracać. Istnieje bowiem ryzyko zasiedzenia się – później wrócić jest jeszcze trudniej – mówiła w jednej z rozmów z cyklu „Tam mieszkam” mieszkająca w Londynie Aneta Buchert. Brexit znowu wywołał temat powrotów do tablicy. W zależności od finalnych warunków pobytu obcokrajowców w Wielkiej Brytanii różne będą finały wyjazdów. To, że potencjalnie nieprzyjazne scenariusze niby są już za rogiem, a jednak nie wiadomo nic na ich temat, nie ułatwia planowania najbliższej przyszłości.
Niewiedza drogą do obaw
– Wiem jedno - jeżeli Brexit miałby być „twardy”, to Wielka Brytania tylko na tym straci, bo kto zastąpi tych wszystkich imigrantów pracujących w najsłabiej opłacanych zawodach: w restauracjach, barach, sklepach, szpitalach czy transporcie publicznym? Generalnie bardzo spokojnie podchodzę to tego tematu – nie mamy na to wpływu i trzeba będzie pogodzić się z decyzjami, jakie zostaną przyjęte, czy nam się to będzie podobać, czy nie – opowiada o możliwych dalszych losach imigrantów Adrian. Żywi przy tym nadzieję, że będzie to miękkie lądowanie i po rozstaniu z Unią Europejską w jego brytyjskim życiu wiele się nie zmieni. Nadzieja to jedno z głównych kryteriów rozpatrywania dalszych efektów Brexitu - na wiedzę jest nadal za wcześnie, a sygnały w tej sprawie są różne.
Wielu nie wierzyło, że w czerwcowym referendum Brytyjczycy zagłosują za opuszczeniem Unii Europejskiej. Podobnie duże zaskoczenie miało miejsce w styczniu br., gdy premier Theresa May ogłosiła, że Wielka Brytania zmierza w stronę „twardej” wersji tego rozwodu. Dzisiaj wypada spodziewać się każdego scenariusza. Z badania opublikowanego w marcu br. przez serwis yougov.com wynika, że zdaniem 32% Brytyjczyków „twardy” Brexit byłby dla Wielkiej Brytanii dobrym rozwiązaniem. Sama premier zapewnia, że warunki przyjmowania imigrantów powinny być adekwatne do warunków osiedlania się Brytyjczyków w krajach Unii. Zabezpieczenie praw obywateli krajów Wspólnoty mieszkających już w Wielkiej Brytanii ma być pierwszym z tematów dyskutowanych w ramach negocjacji nt. konsekwencji Brexitu – zapowiedział w tym miesiącu Guy Verhofstadt, negocjator PE ds. wyjścia Wielkiej Brytanii z UE.
Jak na razie przedmioty obaw i domysłów dotyczą kształcenia, pracy, kwestii rodzinnych i obywatelskich. – Ludzie się boją o swoje firmy, o to, że będą się musieli rozdzielić z rodzinami. Niektórzy wręcz nie chcą wyjechać z Wielkiej Brytanii na wakacje, bo obawiają się, że nie będą mogli wrócić – mówiła podczas publicznego wysłuchania w tej sprawie w Parlamencie Europejskim Cecilia Wikstroem, szefowa parlamentarnej komisji petycji (PETI). Wiceprzewodnicząca komisji PE ds. zatrudnienia Renate Weber zwraca uwagę, że najbardziej o swój los obawiają się obywatele UE, którzy studiują albo pracują w Wielkiej Brytanii: – Dzisiaj na Wyspach studiuje 125 tys. Europejczyków i nie wiedzą, czy po Brexicie nie wzrośnie m.in. czesne za ich studia.
– Po referendum ws. Brexitu zaczęły się problemy – twierdzi Anne-Laure Donskoy z grupy "3 miliony", oddolnej inicjatywy założonej przez mieszkających w Wielkiej Brytanii obywateli UE. – Ciężko jest znaleźć mieszkanie, otworzyć rachunek bankowy, obywatele UE zaczynają być w Wielkiej Brytanii jawnie dyskryminowani. Największe obawy mają obywatele unijni, których status na Wyspach jest niepewny, bo nie posiadają pozwolenia na pobyt, o które nigdy nie wnioskowali, bo też nikt od nich tego nie wymagał. Teraz obawiają się, że ich status znacznie się pogorszy. Jeśli negocjacje ws. Brexitu zakończą się niepowodzeniem, to z pewnością tak będzie – uważa.
Nie taki powrót łatwy
– Gdybyśmy nawet wrócili, na ten moment nie wiem, jakie możliwości miałby mój mąż jako obcokrajowiec. Proces osiedlania się Brytyjczyków w innych krajach Unii potencjalnie może być utrudniony i nieprzychylny nam – zastanawia się głośno Agnieszka, teoretyzując na temat wyprowadzki z Londynu do rodzinnego Białegostoku. Pod znakiem zapytania stoi też rozwiązanie kwestii szkoły dla starszego syna, niewiadomą jest też jego obecna niechęć do mówienia po polsku. Gdyby mieli wyjeżdżać, to tylko mając już w Polsce gotowe mieszkanie i pracę, emigracja w ciemno raczej nie wchodzi w grę. Ponad 10 lat w Wielkiej Brytanii w zupełności wystarczyło, żeby ułożyć sobie życie. Z tej perspektywy powrót wydaje się rewolucją.
Na uruchomionej w ramach Zielonej Linii stronie powroty.gov.pl widać, że lista potencjalnie problematycznych kwestii związanych z powrotem do kraju nie jest krótka. Zaczyna się na formalnościach niezbędnych do dopełnienia jeszcze przed powrotem (np. mieszkanie, podatki, świadczenia społeczne), dotyczy samej przeprowadzki (przewóz rzeczy), spraw urzędowych już w Polsce (prawo jazdy, PESEL, NIP), możliwości zawodowych (referencje, uznawanie kwalifikacji zdobytych za granicą), na kwestiach rodzinnych (członkowie rodziny – cudzoziemcy) i psychologicznych (szok kulturowy, stres) kończąc. Zdarza się, że to, co wiedzie niektórych do Polski, już na miejscu okazuje się rozczarowaniem. Zmiana otoczenia bywa trudnym do przejścia szokiem dla starszych dzieci, wyobrażenia o zawodowych możliwościach nad Wisłą nijak się mają do zmiennego przecież rynku pracy, a korzyści z bliskości rodziny nie rekompensują kompromisów, na które trzeba było pójść na innych polach.
– Wiele osób chciałoby, żeby ułatwić im proces ewentualnej przeprowadzki i jestem przekonana, że gdyby nam się udało, inni poszliby za ciosem, mając kogo zapytać, co i jak zrobić, żeby wrócić do Polski – mówi Agnieszka, która prowadząc kanał na YouTube, już teraz spotyka się zainteresowaniem widzów tym tematem. Jak mówi, dla niej jako internetowego twórcy przeprowadzka do Polski mogłaby być nową szansą. Z Londynu vloguje też Adrian – choć w jego przypadku to właśnie to miasto jest siłą napędową kanału, między innymi dlatego na temat przenosin ma inne zdanie. Oprócz tego każde z nich ma swoją zawodową ścieżkę – Agnieszka pracuje w szkole specjalnej, Adrian tworzy muzykę w teatrze. To także jest nie bez znaczenia dla dalszych kroków. Czy słusznych – na odpowiedź trzeba będzie poczekać.
***
Agnieszka mieszka w Londynie od 2005 roku, pracuje w szkole specjalnej, o życiu w Wielkiej Brytanii opowiada na YouTube jako nieesia25.
Adrian mieszka w Londynie od 2005 roku, pracuje jako twórca muzyki w teatrze, po stolicy Wielkiej Brytanii oprowadza na YouTube jako uRban W Londynie.
Mieszkasz za granicą albo wróciłeś do Polski z emigracji? Daj nam znać. Napisz e-mail albo odezwij się na Twitterze. Zobacz też: tammieszkam.pl.






















































