Od kilku miesięcy pojawiały się sygnały, że koniec roku może być wyjątkowo kiepski dla banków udzielających kredytów mieszkaniowych. Zapowiadały to m.in. prognozy samych bankowców ankietowanych przez NBP. Dane Biura Informacji Kredytowej wskazują na ziszczenie się oczekiwań pesymistów – na rynku zapanowała „mała epoka lodowcowa”.


W listopadzie 2016 r. banki podpisały 13,3 tys. nowych umów kredytów hipotecznych na kwotę ok. 3 mld zł, informuje Biuro Informacji Kredytowej. Tylko nieco lepiej wyglądają wyniki z października – odpowiednio 15 tys. umów i 3,4 mld zł. Tak słabej sprzedaży hipotek nie odnotowano w sezonie jesiennym od 10 lat.
W porównaniu z okresem październik-listopad w 2015 r. udzielono o 19,5 proc. mniej kredytów, a ich wartość była niższa o 16 proc. „Spadkowy trend wydaje się mieć obecnie charakter trwały” – tak podsumowują rozwój sytuacji na rynku analitycy BIK. Niekorzystnego rozwoju wydarzeń oczekiwali zresztą sami bankowcy. W ostatnich edycjach ankiety NBP kierowanej do komitetów kredytowych sygnalizowano obserwowane pogorszenie popytu i zamiary podnoszenia marż i zaostrzania warunków dostępu do finansowania.
Jednym z czynników osłabiających zainteresowanie kredytami mieszkaniowymi jest wyczerpanie się środków z programu „Mieszkanie dla młodych”. W lipcu BGK zaprzestał przyjmowania wniosków o dofinansowanie na 2017 r. Druga połowa puli zostanie odblokowana już za parę dni - w styczniu. Wówczas można także spodziewać się krótkotrwałego wzrostu popytu na hipoteki.
Wyjątkowo kiepskim wynikom sprzedaży kredytów towarzyszą doniesienia o ożywionym popycie na mieszkania. W ostatniej edycji raportu o sytuacji na rynku nieruchomości Narodowy Bank Polski wskazywał, że w kilku miastach można mówić wręcz o boomie. Bank centralny szacuje, że nawet dwa na trzy nowe mieszkania kupowane są za gotówkę, co tłumaczyłoby mizerne zainteresowanie finansowaniem bankowym.
































































