Europejski to ostatni z XIX-w. hoteli warszawskich, który do dziś funkcjonuje w stolicy. Choć nie należy do obiektów nowoczesnych, spora grupa stałych gości chwali sobie familijną atmosferę i wysoki standard usług. Z obsługi gastronomicznej Hotelu Europejskiego korzysta przy wszystkich oficjalnych okazjach prezydent RP — eksperymenty z załogami innych hoteli spotkały się z jego dezaprobatą.
O odzyskanie hotelu ubiegali się od początku lat 90. spadkobiercy dawnych właścicieli, którzy jako spółka Hotel Europejski SA (HESA) decyzją sądu z 23 marca br. do końca sierpnia br. przejmą obiekt. Niestety, nowi właściciele nie mają pieniędzy ani na prowadzenie hotelu, ani na inwestowanie w obiekt. Jak na razie nic też nie słychać o tym, by znaleźli inwestora z zewnątrz. Może czekają na kolejny pozytywny wyrok w sprawie ponad 200 mln zł odszkodowania, jakich zażądali od Orbisu za bezprawne użytkowanie Europejskiego przez ostatnie kilkanaście lat?
Okazuje się jednak, że nie wszyscy są zmartwieni takim obrotem spraw. Potomkowie dawnych właścicieli wraz z odzyskaniem spadku wzięli sobie na głowę sporo kłopotów, ale problemu pozbył się zarząd Orbisu, w którym decydujący głos mają Francuzi z Grupy Accor (pisaliśmy o tym w GF nr 18 z 2005 r.). Decyzja sądu w sprawie reprywatyzacji hotelu znakomicie wpisała się w nową strategię Orbisu — a w zasadzie Accoru: plan pozbywania się przestarzałych i niespełniających norm korporacyjnych hoteli pod marką Orbis i tworzenia w ich miejsce hotelowych sieciówek pod markami Ibis i Etap. Dochodzi do tak paradoksalnych sytuacji, jak w Częstochowie, gdzie tuż obok orbisowskiego Hotelu Tranzyt wybudowano Ibisa, co ten pierwszy doprowadziło praktycznie do bankructwa — złe wyniki finansowe Tranzytu były powodem podjęcia decyzji o jego likwidacji w ciągu najbliższych miesięcy.
W przypadku Europejskiego zarząd nie musiał działać tak ostentacyjnie. „Brudną robotę” wykonał za niego sąd. Sam zarząd bardzo szybko, bo już 6 kwietnia, podjął decyzję o likwidacji hotelu. Ostateczne zamknięcie ma nastąpić z końcem czerwca, a pod koniec wakacji przejmą go nowi-starzy właściciele. Przejmą prawdopodobnie gołe mury, bo sprzęty mają być sprzedane lub przeniesione do innych obiektów, zaś o 151-osobowej załodze nikt, jak dotąd, nie pomyślał.
Z tezą, że nie ma w tym wszystkim żadnego pomysłu, nie zgadza się Piotr Wujec — negocjator wynajęty przez związkowców z Europejskiego. Zdaniem Wujca pracownicy hotelu są w rzeczywistości kartą przetargową w dalszych negocjacjach z HESĄ. Ponieważ HESA nie ma pieniędzy na rozkręcenie własnego hotelowego biznesu, będzie musiała wziąć partnera lub odsprzedać budynek komuś, kto się na tym zna. Dlaczego nie miałby nim być ponownie Orbis — z tym, że już bez bagażu jaki stanowi stara załoga?
— Nie zdziwi mnie, jeżeli wszystkie opowieści o wynoszeniu wyposażenia Europejskiego okażą się zasłoną dymną — uważa Wujec.
Podobnie za nieprawdziwe uważa negocjator informacje o gruntownym remoncie budynku. Bo inaczej dlaczego sklepikarze, biura, fryzjer, urzędujący na parterze i na IV piętrze budynku, już przedłużyli umowy najmu? I to nie wiadomo z kim?
Zarząd Orbisu deklaruje, że bardzo zależy mu na tym, by pracowników potraktować po ludzku. Dziwi więc, że w żaden sposób nie uwzględnił ich interesów w trakcie trwania sądowego sporu z HESĄ. Sami pracownicy, podobnie jak dyrekcja hotelu, o podjęciu decyzji o likwidacji dowiedzieli się z prasy. Oficjalne stanowisko zarządu przedstawione zostało dopiero pod koniec kwietnia.
— Wszystko to wskazuje na świadomy zamysł zarządu Orbisu, który chce tak naprawdę pozbyć się starych pracowników, niejednokrotnie z wieloletnim stażem i doświadczeniem, co wiąże się jednak z koniecznością wyższych wynagrodzeń — konkluduje Wujec.
Tymczasem zarząd nie ukrywa, że w nowej strategii dla całej grupy redukcja zatrudnienia oraz odmłodzenie składu będą grały jedną z kluczowych ról. Sami pracownicy Hotelu Europejskiego niejednokrotnie słyszeli utyskiwania Francuzów na wysoką średnią wieku. Są rozgoryczeni tym bardziej, że od momentu wejścia Accoru do Orbisu dobrowolnie godzili się na redukcje wszelkich premii i dodatków oraz na zamrożenie płac.
— Tłumaczono nam, że ciężka sytuacja grupy wymaga poświęceń. W imię utrzymania miejsc pracy poświęcaliśmy wiele z należnych nam norm finansowych. Podwyżek płac nie ma od wielu lat, a słowo „premia” przestało funkcjonować. Z wielkim bólem godziliśmy się na redukcje. Dziś jesteśmy po prostu oszukani i wykorzystani — nie kryje rozgoryczenia przedstawiciel pracowników, Tomasz Kazimierczuk.
Ma prawo tak czuć, bo zarząd zrobił wiele, by pozbyć się niechcianych pracowników jak najmniejszym kosztem. I to pomimo, że od 2000 r. działał wynegocjowany przez związki pakiet socjalny, który dawał duże odprawy tym, którzy zgodzili się na odejście z firmy lub na wcześniejszą emeryturę. Pakiet ten jednak został zawarty tylko na 3 lata i dziś już nie obowiązuje. Taki sam lub podobny pakiet próbowali wynegocjować pracownicy Europejskiego i wyliczyli, że średnio powinni otrzymać po 75 tys. zł, choć, jak zaznaczają, kwotę tę traktowali jako wstęp do poważnych rozmów.
— Na pewno nie mogliśmy zgodzić się na zwykłe odprawy. To by oznaczało, że zostaniemy z kilkoma pensjami i bez perspektyw. Najbardziej zaawansowani stażem mogli liczyć na najwyżej 20 tys. zł brutto. Co z tym można zrobić? — pyta Kazimierczuk.
Zarząd na żadne negocjacje nie miał ochoty i większość postulatów pracowniczych ignorował. Zatrudnił za to prof. Krzysztofa Raczkę, specjalistę prawa pracy, o którym mówi się, że „pognębił związki w TP SA”. Co ciekawe, początkowo profesor występował (w Orbisie) w negocjacjach ze związkowcami bez stosownych pełnomocnictw. Może uznał, że ich nie potrzebuje, bo w interpretacji profesora zarząd Orbisu nie mógł być stroną negocjacji. Może nią być pracodawca, a za takiego uznał dyrekcję likwidowanego hotelu. Dlatego, pomimo argumentacji przedstawianej przez pełnomocnika i doradcę strony związkowej Piotra Wujca, że nie upłynął ustawowy okres przeznaczony na rozmowy dotyczące zwolnień grupowych, Orbis zerwał negocjacje. Pomimo żądań wniesionych przez związki 9 maja, wydał jednostronny regulamin zwolnień grupowych oraz zaniechał dalszych negocjacji z przedstawicielami załogi (Wspólna Reprezentacja Związkowa Oddziału Orbis S.A. Hotel Europejski w Warszawie powołana przez związki zawodowe działające na terenie hotelu: NSZZ Solidarność oraz OPZZ). Jednocześnie, lekceważąc żądania związków, nie przyszedł na negocjacje w dniu 13 maja.
Interpretację prof. Raczki podważyła kontrola Okręgowej Inspekcji Pracy, która wskazuje Orbis SA jako pracodawcę, a likwidowany hotel traktuje tylko jako jeden z oddziałów. Z tej interpretacji wynikają kolejne konsekwencje dla Orbisu. Podważona została podstawa do wypowiedzenia umów pracownikom ze względu na likwidację pracodawcy, bo likwidowany jest tylko oddział (przedsiębiorstwo spółki).
W tej sytuacji pracownicy 13 maja podjęli decyzję o wejściu w spór zbiorowy z pracodawcą, który to spór otwiera drogę do kolejnych działań negocjacyjnych, a także umożliwia rozpoczęcie legalnej akcji strajkowej. Obnażyło to jedną z niedoskonałości prawa pracy, według którego do Państwowej Inspekcji Pracy (art. 8 ustawy o sporach zbiorowych) istnienie sporu może zgłosić tylko pracodawca. I choć ma taki obowiązek prawny w momencie, gdy zgłasza go strona związkowa, Orbis tego obowiązku nie dopełnił.
— Poprzez niedopełnienie obowiązku zgłoszenia sporu do PIP, kwestionowanie istnienia sporu oraz lekceważenie obowiązku prowadzenia rokowań, pracodawca blokuje prawo obywateli RP oraz związków zawodowych do korzystania z trybu określonego w ustawie o sporach zbiorowych, w tym prawa do strajku — uważa Piotr Wujec.
PIP z jednej strony zgadza się z tym, że obowiązek powiadomienia istnieje, z drugiej formalnie o żadnym sporze nie wie. Poza tym zarzuca Orbisowi zwolnienie wszystkich pracowników bez obowiązkowych konsultacji ze związkami zawodowymi oraz zwolnienie pracowników szczególnie chronionych (kobiety w ciąży, osoby na urlopach macierzyńskich oraz członkowie zarządów związków zawodowych, a także członkowie Wspólnej Reprezentacji Związkowej).
Najprawdopodobniej sprawa znajdzie swój finał w sądzie, dokąd trafiło już 145 pozwów indywidualnych i jeden zbiorowy (wszystkie dotyczą złamania przez Orbis kilku artykułów prawa pracy). Póki co, pracownicy stracili przysługujące im prawo do strajku, bo po 30 czerwca, kiedy hotel zostanie zamknięty dla gości, akcje protestacyjne, a w szczególności strajk, stracą sens.
Michał Chmielewski


























































