W połowie września detaliczne ceny paliw w Polsce osiągnęły nowe rekordy. Po raz pierwszy w historii za litr oleju napędowego trzeba zapłacić 9 złotych. Patrząc na stawki w hurcie, w najbliższych dniach nie zanosi się na poprawę sytuacji.


Nie widać końca galopady cen paliw. Po drastycznej podwyżce z 1 września (spowodowanej wzrostem stawki VAT z 8% do 23%) ceny na stacjach nie zatrzymały się i zaatakowały historyczne rekordy. W połowie września litr benzyny bezołowiowej 95 kosztował średnio 7,97 zł/l i był o 8 gr/l droższy niż przed tygodniem – wynika z danych BM Reflex. W ten sposób wyrównany został historyczny rekord z czerwca 2022 roku. Teraz jednak na wielu stacjach obserwujemy ceny rzędu 7,99 zł/l.
Jeszcze gorsza jest sytuacja posiadaczy aut z silnikiem Diesla. Średnia detaliczna cena oleju napędowego w Polsce po raz pierwszy w dziejach sięgnęła 9,00 zł za litr. Oznacza to, że są stacje, gdzie wciąż można było zatankować za nieco mnie niż 9 zł/l, ale są też takie, gdzie paliwo to kosztuje już znacznie więcej. Otwarta pozostaje dyskusja, czy padnie psychologiczna (oraz techniczna) granica 10 zł/l.
Od końcówki czerwca (gdy jeszcze obowiązywały obniżone stawki VAT na paliwa) litr benzyny Pb95 podrożał o 2,06 zł, a oleju napędowego o 2,95 zł. Są to wartości niespotykane nigdy wcześniej. Jeszcze nie zdarzyło się, aby ceny paliw w Polsce rosły tak szybko i tak wysoko.
W górę poszły nawet ceny autogazu, który w poprzednich miesiącach potrafił tanieć w otoczeniu coraz wyższych cen benzyn i ON. Ale teraz za LPG płaci się przeciętnie 3,09 zł/l, a więc o 7 gr/l więcej niż przed tygodniem i najwięcej od ponad miesiąca.

Czy zabraknie nam oleju napędowego?
Powoli dochodzimy do sytuacji, w której dywagujemy nie na temat tego, jak wysoko zajdą ceny paliw, ale czy będzie ono w ogóle dostępne. Problem ten dotyczy przede wszystkim oleju napędowego, którego globalny deficyt w Europie potęgowany jest wstrzymaniem dostaw z Rosji (choć teoretycznie mają obowiązywać sankcje).
- Mam wrażenie, że jest ściganie się na utrzymywanie cen, Orlen jako państwowy koncern trzyma ceny. Z ingerencją trzeba czasami uważać, bo czynniki zewnętrzne są tak nieprzewidywalne, że jeżeli trochę przeregulujemy, to może z tym być problem. Mocno regulujemy tym rynkiem po to, żeby trzymać ceny, a to może zachwiać dostawami – powiedział prezes Unimotu Adam Sikorski.
- W II kwartale Unimot ograniczył morski import oleju napędowego, ponieważ przy istniejących warunkach rynkowych nie zapewniał on odpowiedniej rentowności. Jednocześnie dostawy z niemieckich rafinerii zwiększały odporność grupy na wahania i szoki rynkowe oraz wspierały regularność dostaw – dodał prezes Sikorski.
Jeszcze w środę tona oleju napędowego na londyńskiej giełdzie kosztowała 1574 dolary i była niemal równie wysoka jak na początku kwietnia, gdy padł historyczny rekord. To cena bez jakichkolwiek podatków (VAT, akcyza, etc.) i nieuwzględniająca kosztów dostawy. Wprawdzie w piątek notowania ON spadły nawet poniżej 1500 USD/t., ale równocześnie w ostatnich dniach doszło do zdecydowanego umocnienia dolara amerykańskiego i osłabienia polskiego złotego.
To wszystko znajduje odzwierciedlenie w cennikach krajowych rafinerii. W czwartek olej napędowy w Orlenie kosztował rekordowe 7 563 zł/m3. To stawka zawierająca w sobie akcyzę i inne parapodatki, ale bez VAT-u. W piątek cena hurtowa została obniżona do 7505 zł/m3, co po doliczeniu 23% VAT daje ok. 9,23 zł/l. Jeśli taka cena się utrzyma (albo wręcz wzrośnie), to poziomu 9 zł/l w detalu nie uda się obronić. Tylko od początku września hurtowa cena ON wzrosła o blisko tysiąc złotych za metr sześcienny, czyli o 1,21 zł/l.
Tylko niewiele lepiej jest w przypadku benzyn. W piątkowym cenniku płockiej rafinerii paliwo Eurosuper 95 figurowało po 6 366 zł/m3, co po ovatowaniu daje ok. 7,83 zł/l. Na tym poziomie implikowana marża detaliczna jest już dość cienka, ale powinna wystarczyć do obrony linii 8 zł/l. Interesujące w tym wszystkim jest to, że o ile hurtowe ceny Pb95 w Orlenie są już niemal rekordowo wysokie, to galon benzyny na giełdzie nowojorskiej wciąż kosztuje mniej (obecnie 3,45 USD) niż w maju oraz zdecydowanie mniej niż latem 2022 roku, gdy ceny przekraczały 4 USD za galon.
Dodajmy też, że to wszystko rozgrywa się przy malejących cenach ropy naftowej. W piątek rano baryłka ropy Brent kosztowała niespełna 103 USD. A jeszcze tydzień temu buło to prawie 110 USD. Rynek liczy na to, że Saudyjczykom uda się wznowić dostawy z uszkodzonego rurociągu i że szacowany na ok. 4 mln baryłek dziennie niedobór surowca rychło zostanie wymazany. Wciąż nierozwiązanym problemem pozostaje bardzo poważne zakłócenie ruchu tankowców przez cieśninę Ormuz, które utrzymuje się od początku marca (z małą przerwą w lipcu).






























































