Władze w Budapeszcie próbują wynegocjować w Waszyngtonie okres przejściowy, który uchroni węgierską gospodarkę przed nowymi amerykańskimi cłami na import rosyjskich surowców. Jak donosi agencja Bloomberg, to pierwszy poważny sprawdzian relacji na linii Węgry-USA po historycznej zmianie rządu nad Dunajem.


W ubiegłym tygodniu amerykański Kongres przyjął ustawę dającą prezydentowi Donaldowi Trumpowi nowe, szerokie kompetencje do nakładania ceł na państwa i podmioty kupujące rosyjskie produkty naftowe. Zaledwie kilka dni później gospodarz Białego Domu podpisał nowe prawo. Dla węgierskiej gospodarki to sygnał alarmowy.
Według ustaleń agencji Bloomberg, gabinet nowego premiera Pétera Magyara znalazł się w trudnym położeniu. Choć nowa władza wyraźnie odcina się od prorosyjskiego kursu swojego poprzednika, Viktora Orbána, i głośno deklaruje chęć pełnej dywersyfikacji dostaw oraz odejścia od rosyjskiego gazu, uzależnienie kraju od surowców z Moskwy wciąż pozostaje ogromne. Podczas gdy reszta Unii Europejskiej w dużej mierze zredukowała ten problem, Węgry wciąż potrzebują czasu na transformację energetyczną.
Z tego powodu węgierska dyplomacja ruszyła do Waszyngtonu. Marton Hajdu, szef parlamentarnej komisji spraw zagranicznych reprezentujący partię rządzącą, poinformował o serii spotkań z przedstawicielami Republikanów i Demokratów na Kapitolu.
– Zwróciłem się o wsparcie, aby na czas tego niezbędnego okresu przejściowego Węgry zostały zwolnione z amerykańskich kar uderzających w handel rosyjskimi nośnikami energii – przekazał polityk w mediach społecznościowych.

Brak Orbana będzie problemem? Test na linii Budapeszt-Waszyngton
Agencje informacyjne zwracają uwagę, że kluczowym znakiem zapytania w tej układance pozostaje postawa samego Donalda Trumpa. Przypomnijmy, że przed kwietniowymi wyborami, w których nacjonalistyczny rząd Orbána po 16 latach stracił władzę, amerykański prezydent udzielał mu "pełnego i całkowitego" poparcia.
Co więcej, podczas spotkania w Białym Domu pod koniec 2025 roku, Orbán miał wynegocjować - jak sam to określił - "bezterminowe zwolnienie" Węgier z amerykańskich sankcji energetycznych. Haczyk polegał na tym, że umowa (przynajmniej w optyce byłego premiera) opierała się na osobistych relacjach i miała obowiązywać dopóty, dopóki obaj przywódcy sprawują urząd.
Teraz administracja Magyara musi sprawdzić, czy Stany Zjednoczone utrzymają to wyłączenie dla swojego sojusznika w ramach NATO, niezależnie od tego, kto rządzi w Budapeszcie.
– Budujemy relacje węgiersko-amerykańskie w oparciu o długofalowe interesy i wspólne wartości, które wykraczają daleko poza pojedyncze cykle wyborcze – podkreśla Hajdu, starając się uspokoić rynki i opinię publiczną.
Źródło: Bloomberg / opra.: AO
































































