Jeśli nadzieje związane ze sztuczną inteligencją się spełnią, może to być „największy boom inwestycyjny w historii” – mówi Philipp Hildebrand, wiceprezes BlackRock i były szef szwajcarskiego banku centralnego, w rozmowie z „Dagens Industri”. Wskazuje również cztery filary, których Europa potrzebuje, aby uniezależnić się od USA.


Artykuł został napisany przez dziennikarza szwedzkiego medium „Dagens Industri” i po raz pierwszy opublikowany 15 września.
Giełdy w dużej mierze zignorowały wojnę na Bliskim Wschodzie i zamiast tego koncentrują się na przyspieszającym rozwoju sztucznej inteligencji. Ostrzeżenia dotyczące tempa rozwoju technologii w ostatnich dniach wywarły presję na akcje spółek związanych z AI. Niewiele wskazuje jednak na to, by firmy technologiczne zamierzały ograniczać swoje inwestycje.
Boom inwestycyjny, który miał miejsce w USA, jest zjawiskiem, które zdarza się raz na stulecie – uważa Philipp Hildebrand, wiceprezes największego na świecie zarządzającego aktywami BlackRock i były prezes Szwajcarskiego Banku Narodowego.
„W zależności od tego, jakich danych użyjemy i jaki okres weźmiemy pod uwagę, może to być faktycznie największy boom inwestycyjny w historii”.
Hildebrand nawiązuje do książki „Peak Human” szwedzkiego autora Johana Norberga, która wzbudziła duże zainteresowanie w USA.

„Jednym z jej argumentów jest to, że czasami mijają setki lat, w których niewiele się dzieje, a następnie nagle następują ogromne przewroty i zmiany. Myślę, że właśnie w takim okresie się znajdujemy”.
Istnieje nadzieja, że obecny okres transformacji doprowadzi do wyrwania się gospodarki z długoterminowego trendu wzrostowego, który pozostawał bardzo stabilny – mówi Philipp Hildebrand.
„Jeśli spojrzymy na USA, gdzie dysponujemy najdłuższymi seriami danych, to trend wzrostu gospodarczego właściwie nigdy na dłużej nie wychodził poza przedział wokół 2 proc. Krótkim wyjątkiem był wielki kryzys, kiedy wzrost był niższy, a następnie w czasie wojny i odbudowy był nieco wyższy. Ogólnie jednak uderzające jest to, że trend zawsze oscylował wokół 2 proc.”.
Jeśli przełomowe wynalazki doprowadzą do wyraźnego wzrostu produktywności, trend wzrostowy może przesunąć się z 2 do 3 proc.
„Nigdy wcześniej się to nie wydarzyło, więc poprzeczka jest wysoko. Ale uważam, że właśnie taki potencjał ma to, co się obecnie dzieje. Jeśli nic z tego nie wyjdzie, znajdziemy się oczywiście w zupełnie innej sytuacji. Wtedy jako społeczeństwo zainwestowaliśmy ogromne kwoty w tę tezę”.
Wielkie wstrząsy
Jak zatem inwestor powinien podchodzić do tego boomu? Philipp Hildebrand podkreśla, że nie należy próbować bezpośrednio wskazywać zwycięzców i przegranych na poziomie poszczególnych spółek.
„Kiedy mamy do czynienia z tak głębokimi zmianami strukturalnymi, historycznie bardzo trudno jest z góry określić, kto wygra, a kto przegra”.
Hildebrand przywołuje historyczną analogię do rozwoju kolei, szczególnie w USA. Kolej zmieniła społeczeństwo, ale niekoniecznie to właśnie spółki kolejowe radziły sobie najlepiej.
„To, co zasadniczo zalecaliśmy naszym klientom i co sami uwzględniliśmy w naszej strategii w odniesieniu do nowych obszarów produktowych, to przede wszystkim koncentrowanie się na tym, co jest niezbędne, aby napędzać cały ten rozwój. Będziemy potrzebować znacznie większej mocy obliczeniowej. Większa moc obliczeniowa oznacza większą infrastrukturę, więcej energii i więcej elektryczności”.
Odnosząc się do obaw o masowe bezrobocie w następstwie rozwoju AI, mówi:
„To, że rozwój przebiega tak szybko, utrudnia proces dostosowania. Jeśli spojrzymy wstecz, zauważymy, że niemal wszystkie innowacje ostatecznie prowadziły do powstania większej liczby miejsc pracy, a nie mniejszej. Nie oznacza to jednak, że w pewnym okresie nie może dojść do poważnych wstrząsów”.
To właśnie przed takim wyzwaniem stoją państwa. Dodatkową komplikacją jest fakt, że szybki rozwój technologiczny następuje po 20 latach narastających nierówności ekonomicznych w społeczeństwie. W tym czasie aktywa finansowe mocno zyskały na wartości, podczas gdy wynagrodzenia nie rosły w podobnym tempie – zauważa Philipp Hildebrand.
„Uwielbiam historię, więc zawsze mówię: wróćcie i przeczytajcie Marksa. Jednym z jego najważniejszych argumentów, jeśli czyta się go tak jak ja, jest to, że jeśli wynagrodzenia przestają pozwalać na godne życie, prowadzi to do negatywnych konsekwencji społecznych”.
Równolegle z rozwojem AI zmienia się sytuacja geopolityczna. Europa pozostaje gospodarczo w tyle za USA i Chinami, a jednocześnie dawne sojusze nie są już czymś oczywistym.
„Zasady wyraźnie się zmieniły. Musimy zdać sobie sprawę, że żyjemy w znacznie bardziej konfrontacyjnym świecie – nawet z naszymi dotychczasowymi sojusznikami”.
Cztery filary
Z europejskiej perspektywy najważniejszym projektem jest odzyskanie przez Europę części suwerenności – mówi Philipp Hildebrand.
„I powiedziałbym, że opiera się to na czterech filarach. Pierwszym jest bezpieczeństwo i obronność, drugim – infrastruktura cyfrowa”.
W tym kontekście wskazuje na zależność Europy od amerykańskich dostawców.
„Trzecim jest infrastruktura finansowa – systemy płatnicze i dominująca rola dolara. Czwartym zaś fakt, że straciliśmy dużą część konkurencyjności, jeśli chodzi o europejskie rynki kapitałowe”.
Europa potrzebuje ogromnych inwestycji kapitałowych. Dobra wiadomość, zdaniem Philippa Hildebranda, jest taka, że pieniądze już istnieją – znajdują się na kontach oszczędnościowych w całej Europie.
Kapitał ten trzeba uruchomić, a to wymaga, aby więcej państw, podobnie jak Szwecja i rodzinny kraj Hildebranda, Szwajcaria, przeszło na kapitałowe systemy emerytalne.
Duże kraje, takie jak Francja i Niemcy, koncentrują się przede wszystkim na kwestiach wewnętrznych, zbliżających się wyborach i słabej kondycji gospodarki. Philipp Hildebrand pozostaje jednak optymistą co do możliwości zjednoczenia się Europy, ponieważ jego zdaniem w rzeczywistości nie ma ona innej alternatywy.
Wskazuje przykłady działań zmierzających w tym kierunku. Jednym z nich jest sojusz przemysłowy Nordic Compass, uruchomiony wiosną m.in. z inicjatywy przewodniczącego rady nadzorczej firmy Investor, Jacoba Wallenberga.
Innym przykładem są oznaki konsolidacji europejskiego sektora bankowego ponad granicami państw.
„I sądzę, że zmierzamy w kierunku silniejszego wspólnego organu nadzoru nad rynkami kapitałowymi. Od dawna jest to punkt sporny między Francją a Luksemburgiem”.
Hildebrand uważa również, że w dłuższej perspektywie Europa powinna skoncentrować rynek akcji na mniejszej liczbie giełd.
„Głębsze i bardziej płynne rynki oznaczają większe giełdy. Trzeba jednak pozwolić rynkowi współdecydować o tym, jaka struktura jest optymalna – czy będzie to jedna giełda, czy mniejsza ich liczba”.
Jenny Peterson, dziennikarka „Dagens Industri”






























































