REKLAMA

Szaleństwo stulecia. Argentyna i obligacyjny zegar zagłady

Michał Żuławiński2017-06-22 06:00analityk Bankier.pl
publikacja
2017-06-22 06:00

To nie prima aprilis, ale znak czasów. Argentynie - krajowi, który w ciągu ostatnich 200 lat zasłużył na miano jednego z czołowych bankrutów - udało się sprzedać obligacje zapadające za… 100 lat.

Rok 2117 to data tak odległa, że myśląc o niej, można puścić wodze fantazji równie mocno, jak żyjący na początku XX wieku ludzie robili to w kontekście roku 2000. Kolonizacja kosmosu, darmowa energia, lek na wszystkie choroby, pełna robotyzacja gospodarki… istna parada marzeń. Do tej listy dopisać można jeszcze jedną pozycję: „W 2117 r. Argentyna wykupi obligacje”. Chyba, że nie wykupi. Znowu.

Bankructwo kojarzy się z Argentyną tak samo mocno, jak piłka nożna, pampasy czy tango. Od 1816 r., czyli roku proklamowania niepodległości od Hiszpanii, Argentyna bankrutowała aż ośmiokrotnie. Finansowe upadki przypadały na lata 1827, 1890, 1951, 1956, 1982, 1989, 2001 i 2014 (opisy wszystkich bankructw poniżej lub w artykule „Pulsu Biznesu”).

Po raz ostatni Kraj Srebra wstał z kolan w kwietniu ubiegłego roku, kiedy po 15 latach „banicji” powrócił na rynek długu. Jak pisaliśmy wówczas, było to istne wejście smoka, jednak to przyćmiewa nie tylko tamten powrót, ale i wszystkie inne powroty niedawnych bankrutów.

Argentyński rząd, który w głównych agencjach ma rating śmieciowy, znalazł nabywców na stuletnie, denominowane w dolarach obligacje o wartości 2,75 mld dolarów przy rentowności 7,917 proc. i kuponie 7,125 proc. Jak wyliczył Bloomberg, jest to zdecydowanie najwyższa rentowność spośród wszystkich (rządowych i korporacyjnych) długoterminowych obligacji, którymi handluje się na światowych rynkach. Zainteresowanie emisją było spore – Argentyńczycy otrzymali oferty na 9,75 mld dolarów, dzięki czemu udało się zbić rentowność z pierwotnego poziomu 8,25%.

fot. / / YAY Foto

Tym samym rząd w Buenos Aires dołączył do wąskiego grona emitentów obligacji o stuletnim okresie zapadalności: Meksyku (2010), Wielkiej Brytanii (2012), Belgii (2016) i Irlandii (2016). Warto dodać, że do niedawna mianem „matuzalemów” (nawiązanie do najstarszej postaci występującej w Biblii) zwykło na rynkach określać się obligacje zapadające „jedynie” po 50 latach (ostatnio emitowały je np. Francja czy Włochy). Korporacyjne stulatki na rynek trafiły niedawno natomiast za sprawą brazylijskiego koncernu Petrobras i mimo kłopotów giganta z Kraju Kawy i stojącego za nim rządu, rentowność jest i tak niższa od rentowności papierów argentyńskich (7,79 proc. wobec 7,917 proc.).

Polowanie na procenty

Nazw instytucji, które połakomiły się na argentyński dług, oczywiście nie znamy. Możemy jednak zastanowić się nad przesłankami, które kierowały nabywcami obligacji wielokrotnego bankruta. Po pierwsze: polowanie na stopę zwrotu (ang. hunt for yield). Polityka banków centralnych w postaci niskich stóp procentowych i masowych interwencji na rynku obligacji sprawiły, że oprocentowanie długu na całym świecie mocno spadło, a w dojrzałych gospodarkach zeszło nawet poniżej zera. W takim otoczeniu, argentyńskie obligacje, które przy rentowności bliskiej 8% zwrócą się inwestorowi po zaledwie ok. 12 latach (pomijając czynnik inflacji), wydają się kuszącą opcją. Oczywiście przy założeniu, że rząd w Buenos Aires znów nie ogłosi upadłości lub na rynku znajdą się chętni do odkupienia tych obligacji.

Innymi słowy: zakup długoterminowych obligacji kraju takiego jak Argentyna to nic innego, jak zakład na to, że w przyszłości dołączy on do grona stabilnych państw, które gospodarczo wyjdą na prostą (jak np. Polska, która po raz ostatni zbankrutowała za rządów gen. Jaruzelskiego) i zaczną regulować swoje zobowiązania. Alternatywą jest kupienie obligacji i dalsza odsprzedaż. Co do zasady nie różni się to niczym od spekulowania odnośnie do przyszłego kursu akcji spółki, waluty czy dowolnego innego instrumentu finansowego.

fot. / / FORUM

100 lat to termin na tyle długi, że nie można pominąć czynnika ludzkiego – w końcu zarówno decyzję o wyemitowaniu obligacji, jak i o ich zakupie podjęli ludzie z krwi i kości. Wykluczając raptowny rozwój medycyny, założyć można, że żadna z zaangażowanych w emisję argentyńskich stulatek osób nie dożyje momentu ich planowanego wykupu. Skoro więc na horyzoncie pojawiła się możliwość zarobienia/pozyskania pieniędzy na atrakcyjnych warunkach, to – w myśl maksymy „po nas choćby potop” - dlaczego z niej nie skorzystać? W rzeczywistości żadna ze stron nie myśli o tym, co będzie nie tylko w 2117 r., ale i pewnie w 2057 r. czy 2037 r. – liczy się tu i teraz, liczą się wybory do wygrania i premie za zarządzanie kapitałem do zgarnięcia.

Argentyńskim władzom z prezydentem Mauricio Macrim na czele, które szły do władzy z hasłem „dobrej zmiany” po rządach Christiny Fernandez de Kirchner, zależy na zasypaniu dziury w budżecie. Tegoroczny deficyt zaplanowano na 4,2%, zgodnie z obietnicami złożonymi Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu, w 2018 r. i 2019 r. ma to być 3,2% i 2,2%. Obietnice zaciskania pasa składane przez polityków w okresie przedwyborczym (w tym roku wybory parlamentarne, za 2 lata ponowne prezydenckie) zwykle płoną w ogniu kampanii wyborczej – przykładów nie trzeba wcale szukać za Atlantykiem, np. Francja regularnie gra na nosie Komisji Europejskiej.

Dlaczego jednak rząd w Buenos Aires porwał się na emisję rzadko spotykanych na rynkach „stulatek”? Odpowiedź jest prosta: w ten sposób łatwo pozyskano środki, od których rokrocznie płacić trzeba będzie tylko odsetki (sam kapitał dopiero na końcu, za sto lat). Tymczasem przełknięcie wykupu całej puli obligacji z danej emisji, które w ostatnich latach sprawiało (i wciąż sprawia) olbrzymie problemy rządowi Grecji, odłożono – nomen omen – ad calendas graecas. To tym bardziej istotne, że od momentu powrotu na rynek długu, Argentyna zapożycza się solidnie: w tym roku pożyczyła 9,5 mld dolarów, w planach są emisje na jeszcze kilka miliardów (oczywiście na okresy krótsze niż wiek). Długu do obsługi Argentyńczykom więc nie zabraknie, a jeżeli gospodarka nie przyspieszy wyraźnie, to relacja zadłużenia do PKB zacznie zbliżać się do dawnych, wysokich poziomów.


źródło: tradingeconomics.com

- Emisja stuletnich obligacji była możliwa dzięki temu, że odzyskaliśmy wiarygodność, a świat wierzy w Argentynę i przyszłość naszej gospodarki. Jesteśmy bliżej normalnych krajów, takich jak Belgia czy Meksyk, niż Wenezueli, gdzie rząd zwykł pożyczać na 5 lat na 15%. Zarządzając długiem publicznym, wykorzystujemy moment niskich stóp procentowych na światowych rynkach. Nie traćmy perspektywy czasowej: w obecnej emisji płacimy za dług tyle samo, co USA w latach 90. - tymi słowami emisję stulatek uzasadniał argentyński minister finansów, Luis Caputo. Jak widać, do listy czynników motywujących władze Argentyny do emisji „stulatek” dopisać należy względy wizerunkowe.

Władze Argentyny, podobnie jak rządy innych państw, skrzętnie wykorzystują możliwość (względnie) taniego emitowania długu. Problem w tym, że możliwości tej bardzo łatwo nadużyć i nikt nie powinien wiedzieć tego lepiej niż sami Argentyńczycy. Ostatecznie to, ile Argentyna płaci za swój dług, jest wypadkową warunków panujących na rynkach (kiedyś mówiono o "stopie wolnej od ryzyka", po kryzysie zadłużeniowym pojęcie jest rzadziej używane) oraz premii za ryzyko związane konkretnie z Krajem Srebra. Być może w długoterminowej perspektywie rozsądniejsze od pożyczania na sto lat byłoby wprowadzenie dalszych, jeszcze głębszych reform, które obniżyłyby premię za argentyńskie ryzyko i sprowadziły rentowności obligacji rządu w Buenos Aires w rejony rentowności długu emitowanego przez władze w innych krajach regionu. Reformować jednak trudniej niż pożyczać, szczególnie w świecie, gdzie taniego pieniądza jest mnóstwo.

Można zatem ubolewać, że w komunikacie ministerstwa finansów nie powiedziano obywatelom Argentyny otwarcie: "Pożyczamy teraz, bo musimy łatać budżet. Zamiast niższych wydatków lub (bo pewnie byście nas nie wybrali), zostawimy was z tym zobowiązaniem na sto lat. Powodzenia".

Tym razem (nie) jest inaczej

„Zegar zagłady” to symboliczny wskaźnik, który powstał w czasach zimnej wojny na potrzeby obrazowania zagrożenia konfliktem nuklearnym (obecnie wyświetla 23:57:30) . Gdyby mechanizm ten zastosować do przewidywania sporego przesilenia w światowych finansach, emisja stuletnich obligacji przez notorycznego bankruta może aspirować do miana wydarzenia zasługującego na przesunięcie wskazówki zegara bliżej północy.

Wyjątkowo niskie rentowności długu na światowych rynkach (a zatem wysokie ceny, gdyż im niższa rentowność, tym wyższa cena) to sytuacja bez precedensu. Nie brak głosów, że to bańka podobna do bańki internetowej z początku wieku czy następującej po niej bańki nieruchomościowej. Wtedy wystarczyło dodać do nazwy spółki „.com”, żeby uzyskać wycenę wyższą od tradycyjnych biznesów czy spakować kilka tysięcy słabo spłacanych kredytów, aby sprzedać drożej od obligacji uznanych podmiotów.

Jeżeli na rynku łaknącym wysokich rentowności jak kania dżdżu obligacje stuletnie lub nawet „matuzalemowe” zaczną być coraz popularniejsze wśród krajów o wątpliwej wiarygodności (Grecja pokazała, że na taką łatkę zapracować można także będąc, do czasu, w gronie państw rozwiniętych), wówczas wielu inwestorom powinno zapalić się w głowie czerwone światło.

Pogoń za zyskiem to nic złego, lecz zamykanie oczu na fundamenty i negowanie najprostszych praw ekonomii zwykle prowadzi do strat. Pożyczanie regularnemu bankrutowi z dna koszyka rynków wschodzących w sytuacji, w której amerykańska Rezerwa Federalna sposobi się do normalizowania polityki monetarnej (tzn. podnoszenia stóp procentowych i ograniczaniu skupu obligacji), co podniesie rentowności znacznie bezpieczniejszego długu i spowoduje odpływ kapitału ze światowych peryferii, brzmi jak recepta na finansowe fiasko. Historia pokazuje jednak, że zawsze znajdą się tacy, według których „tym razem jest inaczej*”.

* "„Tym razem jest inaczej (ang. "This Time is Different") - głośna książka autorstwa Carmen Reinhart i Kenneth Rogoffa dotycząca bankructw państw.

Źródło:
Tematy
Michał Żuławiński
Michał Żuławiński
analityk Bankier.pl

Redaktor prowadzący działu Rynki Bankier.pl. Wraz z zespołem śledzi bieżące wydarzenia na polskiej giełdzie i globalnych rynkach finansowych, analizuje dane gospodarcze z kraju i ze świata, monitoruje politykę banków centralnych itp. Miłośnik nowych technologii, zarówno w obszarze mediów, jak i szeroko pojętego inwestowania. Laureat nagrody specjalnej w konkursie dla dziennikarzy ekonomicznych Narodowego Banku Polskiego im. Władysława Grabskiego. Tel: 604 678 518

Zyskaj nawet 250 zł z Kontem 360°

Zyskaj nawet 250 zł z Kontem 360°

Powiązane: Kryzys finansowy

Komentarze (17)

dodaj komentarz
open_mind
Świat jest niebezpiecznym miejscem do życia, nie dlatego że część ludzkości zachowuje się jak inteligentni psychiczni kretyni. Ale dlatego że pozostali nic nie robią aby temu przeszkodzić.
plutarch
W tym miejscu warto przypomnieć gościa, który coś tam wie o inwestowaniu ( i to wiedza od pokoleń) - art. z Bankiera:
"Baron Jacob Rothschild w liście do akcjonariuszy ostrzega przed dynamicznie zmieniającą się sytuacją światowego sektora finansowego. Członek słynnej rodziny bankierów ostrzega przed zagrożeniami
W tym miejscu warto przypomnieć gościa, który coś tam wie o inwestowaniu ( i to wiedza od pokoleń) - art. z Bankiera:
"Baron Jacob Rothschild w liście do akcjonariuszy ostrzega przed dynamicznie zmieniającą się sytuacją światowego sektora finansowego. Członek słynnej rodziny bankierów ostrzega przed zagrożeniami wynikającymi z globalnie niskich stóp procentowych oraz ujemnych rentowności obligacji rządowych."
bankier.pl/wiadomosc/Rothschild-Trwa-najwiekszy-eksperyment-monetarny-w-historii-7473986.html
~rooo
za 12lat Argentyna splaci odsetki stanowiace równowartość kapitalu. kolejne 12lat i srednia wyjdzie 5% rocznie. slowem 24 letnie obligacje z oprocentowaniem 5% z szansa na wiecej
open_mind
Teorie spisku dotyczące wyludnienia Ziemi mają wiele smaków. Ogólnym tematem przebiegającym przez teorie jest to, że istnieje bliski plan zmniejszenia populacji, w wyniku kryzysu związanego z przepełnieniem ludnościowym i kryzysem ekonomicznym, jako pretekstu, Elita musi więc zabijać "bezużytecznych zniszczyć",Teorie spisku dotyczące wyludnienia Ziemi mają wiele smaków. Ogólnym tematem przebiegającym przez teorie jest to, że istnieje bliski plan zmniejszenia populacji, w wyniku kryzysu związanego z przepełnieniem ludnościowym i kryzysem ekonomicznym, jako pretekstu, Elita musi więc zabijać "bezużytecznych zniszczyć", mogą stworzyć wystarczającą liczbę robotów, aby nas zastąpić, lub nową rasę posłusznych super-ludzi.
~Piotr
Biedni ludzie w Argentynie, a ich Rzad w jeszcze wiksza nedze ich wpedza. Witki opadaja. Ciekawe co by bylo gdyby jeden z tych panow na zdjeciu wrocil do domu do zony i mowi: kochanie! Wzialem kredycik na 9proc na naszych kochanych wnusiow! To by spal na kanapie.
open_mind
„Biedni ludzie w Argentynie, a ich Rzad w jeszcze większą nędze ich wpędza.” Ty się nie martw o Argentynie, bo ten „film” będą grali globalnie i to jeszcze chyba w tym sezonie.
open_mind
Nie żebym straszył – nie tylko o derywatach: W czasach wielkiego kryzysu w USA w latach 1929 -1933 zginęło śmiercią głodową 7 milionów ludzi. Gdzie większość populacji była samo wystarczalna bo utrzymywali się z roli, dzisiaj jest to tylko znikomy procent, reszta „Tłoczy” się w miastach a kryzys globalny mamy Nie żebym straszył – nie tylko o derywatach: W czasach wielkiego kryzysu w USA w latach 1929 -1933 zginęło śmiercią głodową 7 milionów ludzi. Gdzie większość populacji była samo wystarczalna bo utrzymywali się z roli, dzisiaj jest to tylko znikomy procent, reszta „Tłoczy” się w miastach a kryzys globalny mamy za progiem. Tak że strach się bać. Ps. Obrazowo o długu. Zadłużenie tylko rządu USA wynosi prawie 20 bilionów natomiast światowy „dług” umoczony tylko w derywatach wynosi 570 bilionów gdzie na same stany przypada 260 bilionów. Czy jeszcze komuś jest do „śmichu”? Proszę zatrzymać planetę ja wysiadam. Objaśnienie: derywat -rodzaj instrumentu finansowego, niebędącego papierem wartościowym, którego wartość uzależniona jest od instrumentu bazowego, np. kursów akcji, rentowności obligacji, wysokości stopy procentowej, wartości indeksu giełdowego, a także tak nietypowych wskaźników, jak liczba dni słonecznych, wielkość opadu śniegu czy deszczu.
karbinadel
Hmmm, gdyby derywat rzeczywiście był papierem, to można by nim chociaż napalić w piecu albo użyć w wychodku. A ten skubaniec wirtualny tylko prąd żre
~Łotr1
Spoko. I tak finału sprawy raczej nikt z nas nie dożyje. A kiedy hipoteki i kredyty konsumpcyjne z terminem za 100 lat? Chętnie sie zadłużę po uszy.

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki