Po 15-letnim okresie „finansowej banicji” argentyński rząd powrócił na rynek długu. Zainteresowanie obligacjami niedawnego bankruta okazało się wysokie. Odzyskanie zaufania inwestorów to jeden z elementów wyciągnięcia Argentyny z zapaści.


Na powrót Argentyny na globalny rynek obligacji czekano od dawna. Wczorajsza emisja, opiewająca na 15 mld dolarów, przyciągnęła zainteresowanie w postaci ofert na 65 mld dolarów. Rentowności obligacji sięgnęły od 6,4% (3-letnie), przez 7% (5-letnie) i 7,5-7,625% (10-letnie) aż po 8% (30-letnie). Stawki te można określić mianem wysokich, szczególnie że w wielu krajach mamy do czynienia z historycznie niskimi (w tym ujemnymi) rentownościami.
Jak podkreśla „Financial Times”, Argentyna wraca na rynek długu w wielkim stylu. Pierwsze po wymuszonej przerwie emisje poprzednich bankrutów (Wybrzeża Kości Słoniowej, Ekwadoru czy Grecji) były relatywnie niewielkie. W 2014 r. informowaliśmy, że rząd w Atenach pozyskał 3 miliardy euro na 4,95%.
Zobacz także
Wczorajsza emisja była pierwszą od 2011 r., kiedy to Argentyna zbankrutowała na długu wartym ok. 100 mld dolarów. Następnie, w 2014 r., kraj ponownie zaprzestał obsługiwania swoich zobowiązań. W sumie drugi największy kraj Ameryki Południowej bankrutował już ośmiokrotnie – listę wszystkich bankructw Argentyny 2 lata temu przedstawiał „Puls Biznesu”.
Powrót na rynek długu i unormowanie sytuacji finansowej państwa to jeden z elementów argentyńskiej „dobrej zmiany” – pewne podobieństwa z Polską są naprawdę uderzające - która dokonała się po ubiegłorocznych wyborach prezydenckich.

Jednym z pierwszych ruchów nowych władz z prezydentem Mauricio Macrim na czele było zniesienie kontroli i ograniczeń w wymianie walut i przepływu kapitału. Kontrolę przepływu kapitału i wymiany walut, znaną pod nazwą "cepo", wprowadził w 2011 r. rząd poprzedniej prezydent Cristiny Fernandez de Kirchner, aby chronić małe rezerwy zagranicznych walut. Ograniczenia utrudniały argentyńskim firmom dostęp do towarów i surowców z importu. Dzień po tej decyzji argentyńska waluta straciła ok. 30% swej „urzędowej” wartości.
Zmianę klimatu gospodarczego w Argentynie zauważają też agencje ratingowe. W lutym Standard & Poor’s podniósł długoterminowy rating tego kraju w walucie lokalnej z CCC+ do B-. W ubiegły piątek na podobny ruch – z Caa1 do B3 – zdecydował się Moody’s.
Jedna z najważniejszych reform nowych władz dotyczyć będzie obszaru statystyki. W poprzednich latach Argentyna powszechnie oskarżana była o manipulowania danymi o inflacji i PKB, co spotkało się z krytyką ze strony Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Na początku tego miesiąca władze ogłosiły zmianę sposobu obliczania kluczowych wskaźników gospodarczych.
Tegoroczne prognozy MFW zakładają, że w tym roku argentyński PKB skurczy się o 1%, zaś w przyszłym roku odbije o 2,8%. Uskarżając się na brak danych dostatecznej jakości, fundusz nie opublikował prognoz inflacji dla tego kraju na ten rok. Ograniczono się jedynie do stwierdzenia, że w przyszłym roku wzrost cen konsumpcyjnych wyniesie ok. 20% w ujęciu rocznym.
Michał Żuławiński





























































