20 lipca mija termin spłaty kolejnej raty pożyczki przez Grecję. Ateny muszą wykupić obligacje za 2,27 mld euro znajdujące się w posiadaniu banków centralnych strefy euro i Europejskiego Banku Centralnego. Z punktu widzenia Grecji to absolutnie najważniejsza kategoria wierzycieli.


Chodzi o obligacje skupione w ramach programu SMP, gdy EBC interweniował na rynku długu, aby nie dopuścić do wzrostu rentowności papierów włoskich, hiszpańskich, portugalskich i greckich. Teraz nastał czas wykupu części z tych obligacji.
W normalnym kraju i w normalnych okolicznościach to standardowa operacja niebudząca żadnych emocji. Ale po pierwsze, Grecja nie jest krajem normalnym. Po drugie, jej wierzyciel nie jest normalnym rynkowym podmiotem. Po trzecie, rząd w Atenach nie ma pieniędzy, aby uregulować swoje zobowiązania. Nie ma też wiarygodności kredytowej, aby pożyczyć je na rynku.
Aby na bieżąco obsługiwać zobowiązania wobec zagranicznych kredytodawców, Grecja musi pożyczyć pieniądze od pozostałych państw strefy euro. W wymuszonym rok temu przez Eurogrupę układzie rząd Aleksisa Ciprasa zobowiązał się m.in. do podwyżek podatków, sprzedaży majątku państwowego, ograniczenia wydatków emerytalnych i reform gospodarczo-administracyjnych. W zamian Grecja dostała obietnicę dołożenia 86 mld euro nowego długu. Długu zaciągniętego na spłatę dotychczasowych zobowiązań wobec MFW, EBC i krajów strefy euro.

Przeczytaj także
Z punktu widzenia Aten spłacenie EBC jest absolutnym priorytetem. Gdyby frankfurcka instytucja nie otrzymała pieniędzy na czas, musiałaby uznać Grecję za bankruta i tym samym nie mogłaby honorować greckich obligacji jako „wiarygodnego” zastawu pożyczek dla greckich banków. A ponieważ grecki system bankowy jest uzależniony od kroplówki z banku centralnego (ELA), jej odcięcie spowodowały natychmiastowy upadek i tak w praktyce niewypłacalnych greckich banków.
Zobacz także
W maju grecki parlament przegłosował kolejny „pakiet oszczędnościowy”. Jak zwykle grecki rząd szukał „oszczędności” głównie w kieszeniach obywateli, podnosząc stawkę podatku VAT i akcyzę oraz obniżając emerytury. Dzięki temu Eurogrupa zgodziła się uruchomić kolejną transzę pożyczki dla Grecji – tym razem w wysokości 10,3 mld euro.
Niezależnie od tego, czy Grekom uda się w środę wykupić obligacje będące w posiadaniu EBC (zapewne się uda), położenie kraju jest beznadziejne. Na koniec 2015 roku dług publiczny Grecji wyniósł 311,5 mld euro, co stanowiło 177% produktu krajowego brutto. Tylko w ubiegłym roku dziura w kasie państwa wyniosła 12,8 mld euro, czyli 7,2% PKB. Od 2009 roku kraj pogrążony jest w recesji, która zmniejszyła grecki PKB o ponad jedną czwartą. Bez ogłoszenia niewypłacalności i opuszczenia strefy euro Grecja nie ma szans powrócić na ścieżkę trwałego wzrostu gospodarczego.





























































