Wstrząśnięty gigantyczną aferą korupcyjną i spadkiem cen ropy brazylijski koncern naftowy Petrobras wyemitował stuletnie obligacje za 2,5 mld USD. To nie błąd: na rynku znaleźli się inwestorzy gotowi udzielić dożywotniej pożyczki państwowej firmie z „bananowego” kraju.


1 czerwca należący do państwa Petróleo Brasileiro S.A. poinformował o przeprowadzeniu emisji obligacji zapadających 5 czerwca 2115 roku. Papiery denominowane są w dolarach amerykańskich i mają przynosić stałe odsetki w wysokości 6,85% rocznie. Cena emisyjna wyniosła 81,07 centów za dolara wartości nominalnej. Księgę popytu budowały największe tuzy globalnej bankowości: Deutsche Bank Securities oraz J .P. Morgan Securities.
Przy tych parametrach rentowność obligacji Petrobrasu wyniosła 8,45%. Bardzo dużo jak na obecne standardy niemal zerowych lub wręcz ujemnych stóp procentowych w Europie. Ale przecież jeszcze 4 lata temu 30-letnie obligacje Stanów Zjednoczonych płaciły ponad 4,5%. Do niedawna przywilej emisji stuletnich obligacji zarezerwowany był dla elitarnej grupy najbardziej wiarygodnych przedsiębiorstw. Na tej krótkiej liście figuruje zaledwie kilkadziesiąt firm, głównie ze Stanów Zjednoczonych. Są tam m.in. Walt Disney, Coca-Cola czy IBM. Były to jednak „rzadkie okazy”, emitowane głównie w latach 90-tych XX wieku.
Zobacz także
W emisji „stulatek” Petrobrasu nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie wyjątkowo wątpliwa kondycja finansowa i reputacja samego koncernu. Naftowy koncern przez lata był traktowany jak bankomat przez skorumpowaną brazylijską klasę polityczną. Pod koniec kwietnia firma poinformowała, że same łapówki kosztował ją 6,2 mld reali (ok. 2 mld USD). Dodatkowo Petrobras spisał na straty aktywa wyceniane wcześniej na 44,6 mld reali (14,2 mld USD). W efekcie ostatni kwartał 2014 roku spółka zakończyła rekordową stratą 26,6 mld reali, czyli 8,5 mld dolarów.
Inwestycyjna desperacja
Kondycję brazylijskiego potentata naftowego najlepiej oddają notowania jego akcji. Kurs Petrobrasu od listopada 2009 roku znajduje się w wyraźnym trendzie spadkowym. Przez ten czas wartość spółki zmalała o 83% i tylko w ciągu ostatnich 12 miesięcy obniżyła się o 35%.
Takiej firmie ktoś zdecydował się pożyczyć 2,5 miliarda dolarów w zamian za umiarkowanie wysokie odsetki i obietnicę zwrotu pieniędzy za sto lat. Dodajmy przy tym, że przez ostatnie stulecie siła nabywcza dolara amerykańskiego według oficjalnych (czytaj: zaniżonych) danych spadła 23-krotnie! Dzisiejsze sto dolarów ma siłę nabywczą 4,27 USD z roku 1915. Przy takiej perspektywie zwrot samego nominału nie ma już nawet specjalnego znaczenia.
Przeczytaj także
Nawet pominąwszy kwestię oczekiwanej inflacji, zakup 100-letnich obligacji jakiejkolwiek brazylijskiej firmy jawi się jako inwestycyjna desperacja. Brazylia przeżywa kryzys gospodarczy: PKB kurczy się od rozpoczęcia ubiegłorocznego Mundialu, inflacja przekroczyła 8%, stopy procentowe osiągnęły 13,25%, a przez ostatnie 4 lata brazylijski real stracił ponad połowę wartości wobec dolara. Kraj pogrążony jest w kryzysie politycznym, targają nim afery korupcyjne, a rating kredytowy balansuje dwa stopnie powyżej statusu „śmieciowego”.
Przy założeniu, że inwestor będzie w stanie reinwestować otrzymywane odsetki po równie wysokiej stopie procentowej (co jest raczej wątpliwe), zainwestowany kapitał „spłaci się” w nieco ponad 10 lat. Zakładając że odsetki możemy ulokować na 3,75% (to docelowa stopa funduszy federalnych w „dłuższym terminie” według FOMC), nominalny kapitał odzyskamy po 12 latach. Bez reinwestycji na zwrot zainwestowanych pieniędzy musielibyśmy poczekać 15 lat.
Nabywca obligacji Petrobrasu zakłada, że: 1) firma nie zbankrutuje przynajmniej przez następne kilkanaście lat, 2) że inflacja pozostanie niska, 3) że rząd Brazylii nie zmieni warunków gry, np. wprowadzając kontrole kapitałowe lub konwertując dolarowy dług na zobowiązania denominowane w brazylijskiej walucie.
W takich okolicznościach jedyną sensowną strategią posiadacza stuletnich obligacji Petrobrasu jest spekulacja na to, że umrze zanim koncern zbankrutuje. Taka motywacja obrazuje skalę desperacji inwestorów, którzy poszukując dodatnich rentowności w świecie zerowych stóp procentowych gotowi są już na każde ryzyko. Takie sytuacje do tej pory zawsze kończyły się kryzysem finansowym.































































