Wydobywana w Stanach Zjednoczonych ropa naftowa typu West Texas Intermediate, będąca benchmarkiem cen ropy, stanowi niewiele ponad 10% światowej produkcji tego surowca. Jest to ropa lekka (ma niewielki ciężar właściwy) oraz słodka (o niewielkim stopniu zasiarczenia). To właśnie o jej zapasach informuje co tydzień Amerykański Instytut Paliw oraz Departament Energii USA. Ze względu na bardzo niską zawartość siarki, typ WTI jest z reguły droższy od nieco bardziej zasiarczonej (ale również lekkiej i słodkiej) ropy typu Brent, wydobywanej w basenie Morza Północnego.
Różnica pomiędzy cenami ropy typu WTI oraz Brent, zwana dyferencjałem, zazwyczaj kształtowała się więc na niewielkim plusie. Tymczasem od sierpnia 2010 r. różnicy tej nie udało się osiągnąć wyniku dodatniego. W lutym i kwietniu br. dyferencjał WTI-Brent wyniósł niemal -16 USD. Taka sytuacja na tle historycznym jest anomalią, jednak obecnie ma ona swoje fundamentalne uzasadnienie. Praktycznie przez całe ubiegłoroczne lato i jesień zapasy ropy WTI, przechowywane w miejscowości Cushing w amerykańskim stanie Oklahoma, utrzymywały się na bardzo wysokim poziomie. Przełom lat 2010/2011 przyniósł jedynie chwilowy ich spadek. Z tej przyczyny amerykańska ropa stała się stosunkowo tania w porównaniu z ropą typu Brent, której cena była windowana ze względu na niepokoje społeczne w krajach Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Doprowadzenie do wyrównania obu cen nie jest jednak proste, gdyż transport ropy z miejscowości Cushing do portu Port Arthur nad Zatoką Meksykańską jest
logistycznie kłopotliwy.
Tymczasem inwestorzy w Polsce często zwracają uwagę na jeszcze inny typ ropy - rosyjski Ural, który zaczął być notowany na NYMEX w 2006 r. Mimo wysokiej zawartości siarki cena także tej ropy jest obecnie wyższa niż cena surowca amerykańskiego. Nieprzerwanie jednak utrzymuje się ujemny dyferencjał Ural-Brent. Nie wynika on jednak tylko z wyższego poziomu zasiarczenia rosyjskiego surowca oraz z jego większej gęstości, lecz także z rozkładu popytu i podaży na rosyjską ropę. Podczas gdy Rosjanie eksportują Ural głównie do Europy, odbiorcy europejscy często decydują się na import ropy także z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu.
Nieco inaczej ma się sprawa w Polsce. Tutejsze rafinerie, należące do spółek PKN Orlen i Lotos, są bowiem przystosowane głównie do przerobu zasiarczonej ropy zza wschodniej granicy. Dlatego też koszty obu wymienionych spółek w dużej mierze zależą od cen ropy typu Ural. Tymczasem ceny sprzedawanych przez nie paliw są uzależnione od cen ropy typu Brent. Im większa jest więc różnica pomiędzy cenami obu typów surowca (dyferencjał Brent-Ural), tym korzystniej odbija się to na wynikach finansowych PKN Orlen i Lotosu.
Dorota Sierakowska
Analityk DM BOŚ



























































