To, co jeszcze niedawno brzmiało jak ambitna wizja przyszłości, właśnie stało się rzeczywistością. Podróżujący klasą ekonomiczną wreszcie doczekali się przełomu - do oficjalnej sprzedaży trafiły łóżka w ramach usługi Skynest. Ten innowacyjny koncept ma potencjał, by odmienić dotychczasowe zasady latania. Pytanie tylko, czy taki debiut spełni rozbudzone nadzieje.


Jak podaje portal fly4free.pl, na ten odważny krok zdecydowała się linia Air New Zealand, wdrażając nowatorskie rozwiązanie na swoich najbardziej wymagających trasach - na trwającym blisko 18 godzin połączeniu między Auckland a Nowym Jorkiem. Specjalnie zaaranżowana przestrzeń w Boeingu 787-9 mieści sześć kapsuł do spania, ułożonych po trzy w dwóch poziomach.
Pojedyncze łóżko mierzy około 200 cm długości i 58 cm szerokości, co pozwala większości podróżnych na swobodne wyprostowanie nóg i sen w pełnym poziomie. Warto jednak pamiętać o zasadach działania tej usługi - kapsuła nie staje się naszą własnością na czas całego lotu. Przewoźnik zastosował system rotacyjny: pasażer przez całą podróż zachowuje swój standardowy fotel w klasie ekonomicznej, a do strefy Skynest przenosi się jedynie na dedykowaną, czterogodzinną "sesję regeneracyjną".
Ile trzeba zapłacić za taki luksus?
Taniej niż w klasie biznes, ale wciąż jest to zauważalny wydatek. Ceny rezerwacji zaczynają się od około 495 dolarów nowozelandzkich (ok. 1110 zł) za cztery godziny snu.
W cenie biletu podróżny otrzymuje pełnowymiarową poduszkę, koc oraz prześcieradło. Sama kapsuła została zaprojektowana z myślą o prywatności i wygodzie - wyposażono ją w odgradzającą zasłonę, oświetlenie oraz zestaw akcesoriów, w którego skład wchodzą m.in. zatyczki do uszu i opaska na oczy. Po zakończeniu każdej sesji personel pokładowy ma około 30 minut na zmianę pościeli i przygotowanie przestrzeni dla kolejnego pasażera.

Mimo że rotacyjny system pozwala skorzystać z usługi większej liczbie osób, dostępność wciąż pozostaje mocno ograniczona. Liczba miejsc jest limitowana: przy sześciu kapsułach i maksymalnie czterech sesjach na rejs (uwzględniając czas na sprzątanie), w trakcie całego, 18-godzinnego lotu ze strefy skorzysta najwyżej 24 pasażerów.
Sukces tej usługi może jednak trwale zmienić układ sił w lotnictwie. Niewykluczone, że w ślad za Air New Zealand pójdą inni, czyniąc ze stref sypialnych nowy standard.
oprac. WM
































































