Royal Bank of Scotland, instytucja uratowana w trakcie kryzysu środkami brytyjskich podatników i należąca w większości do państwa, może mieć poważne kłopoty. Upadły hiszpański potentat rynku nieruchomości, Marme Inversiones, żąda unieważnienia umowy kredytowej z RBS, w której oprocentowanie oparte było na wskaźniku EURIBOR.


W 2013 r. Royal Bank of Scotland został ukarany przez Komisję Europejską za działalność w kartelu banków manipulujących stawkami na rynku międzybankowym. W dochodzeniu ujawniono, że w okresie pomiędzy wrześniem 2005 r. a majem 2008 r. traderzy z Barclays, Deutsche Bank, RBS i Societe Generale brali udział w zmowie podczas ustalania stawek EURIBOR. Łącznie instytucje obłożono karami o wysokości 1,4 mld funtów.
Jak donosi „The Daily Mail”, sprawa może mieć swój dalszy ciąg w sądach cywilnych. W 2008 roku firma Marme Inversiones, jedno z przedsięwzięć brytyjskiego magnata na rynku nieruchomości Glenna Mauda, zaciągnęła w RBS kredyt oparty na stopie procentowej EURIBOR. W ten sposób sfinansowano zakup inwestycji Ciudad Financiera w Madrycie, gdzie mieści się siedziba banku Santander.
Teraz Marme Inversiones pozywa bank, żądając unieważnienia umowy, wskazując że była ona oparta na wskaźniku, którym manipulował RBS. Przegrana banku oznaczałaby m.in. konieczność zwrotu 110 mln funtów spłaconych przez kredytobiorcę środków. Sprawa może być precedensem, który uruchomi lawinę podobnych pozwów. Jest też szczególnie istotna z punktu widzenia opinii publicznej – 73 proc. udziałów w Royal Bank of Scotland należy do państwa.
RBS prawdopodobnie przyjmie linię obrony, w której podkreśli, że nigdy nie przyznał się do zmowy w manipulowaniu stawkami EURIBOR. Na razie instytucja wydała oświadczenie, w którym podkreśla, iż pozew nie ma żadnego uzasadnienia.
Warto przypomnieć, że w tym samym okresie kartel banków (do których także należał RBS) wpływał również na wysokość stawek LIBOR, od których uzależnione było np. oprocentowanie kredytów frankowych w Polsce. Wątek ten w niecodziennym kontekście pojawił się m.in. w procesie „Nabitych w mBank”, gdzie bank uzasadniał stosowaną przez siebie konstrukcję oprocentowania (ustalanego odgórnie przez kredytodawcę) wskazując, że stawki z rynku międzybankowego podlegały manipulacjom i nie odzwierciedlały faktycznego kosztu pozyskania finansowania we franku szwajcarskim.






























































