

Prezydent Rosji Władimir Putin oskarżył we wtorek Zachód, że wykorzystując kryzys ukraiński próbuje zdestabilizować cały region. Porównał Ukrainę do Iraku, Libii i Syrii, które według jego słów zostały przez interwencję z zewnątrz doprowadzone na kraj rozpadu.
Putin oświadczył, że Rosja i jej europejscy partnerzy nie zdołały przekonać prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki, by nie podążał drogą przemocy. Rosja będzie chronić mieszkających poza jej granicami etnicznych Rosjan przy użyciu środków politycznych, gospodarczych i humanitarnych - zapowiedział Putin.
Sankcje to szantaż
Rosja nie zrezygnuje z obrony swoich zagranicznych interesów. Oświadczył to prezydent Władimir Putin w trakcie spotkania z pracownikami rosyjskiego MSZ. Gospodarz Kremla nazwał szantażem wprowadzanie sankcji wobec Rosji za aneksję Krymu.
Rosyjski prezydent tłumaczył, że nie mógł postąpić inaczej wobec sytuacji na Ukrainie. W jego ocenie, na Krymie i w separatystycznych regionach zagrożone było bezpieczeństwo rosyjskojęzycznej ludności. Samą aneksję Krymu ocenił jako działanie konieczne dla zabezpieczenia interesów Rosji. Nie mieliśmy prawa pozostawić Krymian i mieszkańców Sewastopola na pastwę wojujących radykałów i nacjonalistów - powiedział Putin.

Zauważył też, że Rosja nie mogła zgodzić się na ograniczenie dostępu do Morza Czarnego. Nie mogliśmy dopuścić, aby na Krym i do Sewastopola, owianych bojową chwałą, koniec końców weszły wojska NATO - podkreślił rosyjski prezydent. Dodał, że taka sytuacja zmieniłaby równowagę sił w basenie Morza Czarnego i Rosja straciłaby wszystko, o co walczyła od czasów Piotra I. Putin zapowiedział, że Moskwa nadal będzie dbać o swoje zagraniczne interesy i interesy swoich obywateli, wykorzystując cały arsenał możliwości.
Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/em/PAP/awl/ ap/





























































