Rosnąca presja geopolityczna, drożejąca energia i coraz ostrzejsza rywalizacja na globalnych rynkach zmieniają zasady gry dla europejskiej gospodarki. W tej rzeczywistości współpraca między Polską a Niemcami zyskuje na znaczeniu – jako jeden z elementów, na których Europa może dziś budować swoją konkurencyjność.


Partnerem publikacji jest BASF Polska
Jeszcze niedawno europejska gospodarka opierała się na przewidywalności – stabilnych łańcuchach dostaw, relatywnie niskich kosztach energii i jasno określonych regułach handlu. Dziś ten porządek wyraźnie się kruszy. Firmy działają w warunkach rosnącej niepewności, a kolejne decyzje strategiczne coraz częściej obarczone są ryzykiem, którego wcześniej nie trzeba było brać pod uwagę. W takiej sytuacji szczególnego znaczenia nabierają relacje między największymi gospodarkami regionu. Polska i Niemcy od lat są dla siebie kluczowymi partnerami handlowymi i przemysłowymi. Dziś ta współpraca może przyspieszyć przemiany w europejskiej gospodarce.
Czy nadąża za ich tempem i czy przekłada się na konkretne działania? To pytanie było punktem wyjścia do dyskusji podczas panelu „Zjednoczeni w odporności: Jak partnerstwo polsko-niemieckie może wzmocnić gospodarczą pozycję Europy?” na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach.
Blisko w kluczowych sprawach
Rywalizacja między Stanami Zjednoczonymi a Chinami wyznacza dziś ramy globalnej gospodarki, a Europa szuka dla siebie miejsca między tymi biegunami. W tym układzie Warszawa i Berlin patrzą na wyzwania w podobny sposób.
– Mamy nowe podejścia w polityce bezpieczeństwa i zagranicznej, ale też w tym, jak konkurować, ograniczać bariery biurokratyczne i inwestować w nowe technologie. Widzimy też, jak ważny jest rynek wewnętrzny. W wielu sprawach jest nam dziś bliżej do siebie i to jest dla mnie źródłem optymizmu – mówił Miguel Berger, ambasador Niemiec w Polsce.
Obszary, które jeszcze niedawno dzieliły, dziś częściej stają się polem współpracy – także w tak wrażliwych kwestiach jak bezpieczeństwo czy przemysł obronny.
– Niemcy są dla Polski bardzo ważnym, strategicznym partnerem. I Polska jest takim partnerem dla Niemiec – nie tylko gospodarczo, ale też obronnie i międzynarodowo. W wielu obszarach mamy dziś podobne myślenie o tym, jak budować konkurencyjność – podkreślał Michał Baranowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii.
Coraz wyraźniej widać też, że myślenie o tej relacji wykracza poza wymiar dwustronny i dotyczy szerszej roli Europy oraz jej zdolności do wspólnego działania. O tym, na ile to podejście działa w praktyce, decyduje jednak gospodarka.
– To przedsiębiorcy stanowią oś naszej współpracy. To oni wykorzystują wspólny rynek i w praktyce budują tę relację – zaznaczał wiceminister.
Przemysł czeka na decyzje
Europejski przemysł funkcjonuje dziś pod rosnącą presją – kosztów energii, globalnej konkurencji i regulacji, które coraz częściej zamiast pomagać, spowalniają reakcję na nowe wyzwania. Z tej perspektywy ocena tego, jak Europa odpowiada na kryzysy, jest wyraźnie bardziej powściągliwa niż w części politycznej dyskusji.
– Byłem ostatnio w Brukseli i wróciłem rozczarowany. Potrafimy działać szybko, kiedy pojawia się presja – jak w przypadku programu SAFE, gdzie w ciągu roku uruchomiono ogromne środki. Dlaczego nie potrafimy tak samo działać w przemyśle? – mówił Rafał Rudziński, prezes Robert Bosch w Polsce.
Według niego Europa dobrze rozpoznaje problemy, ale zbyt wolno przekłada je na decyzje.
Podobny wniosek płynął z sektora finansowego. Tomasz Kowalski, prezes Deutsche Bank Polska, zwracał uwagę, że bez stabilnych ram trudno oczekiwać, by kapitał zaczął pracować na większą skalę.
– Inwestorzy potrzebują przewidywalności – nie krótkoterminowych zachęt, ale stabilnych zasad, które pozwolą planować w dłuższej perspektywie. Dziś tej pewności często brakuje, dlatego wiele decyzji inwestycyjnych jest odkładanych – mówił.
Firmy nie kwestionują kierunku zmian, ale coraz częściej wskazują, że bez przyspieszenia i większej spójności działań Europa może mieć problem z utrzymaniem swojej pozycji w globalnej rywalizacji.
Chemia w zagrożeniu
Papierkiem lakmusowym kondycji europejskiego przemysłu jest dziś branża chemiczna.
– Sektor chemiczny w Polsce stanowi niemal jedną piątą całego przemysłu, a w Europie około 7 proc. To pokazuje jego znaczenie. To jest branża branż – bez niej nie ma innych sektorów, od farmacji po obronność – mówiła Katarzyna Byczkowska, prezes BASF w Polsce i szefowa Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej.
Jednocześnie – jak podkreślała – to właśnie ten sektor najmocniej odczuwa skutki zmian z ostatnich lat.
– Możliwości produkcyjne w Europie spadły o około 10 proc., a ten trend przyspiesza. Coraz więcej zakładów jest wyłączanych. Mówimy o 37 mln ton produkcji mniej i około 20 tys. zlikwidowanych miejsc pracy – zaznaczała.
Kluczowym wyzwaniem pozostaje energia, która w chemii nie jest jednym z kosztów, ale podstawą całego procesu produkcyjnego. To właśnie tutaj najpełniej widać skalę presji, z jaką mierzy się dziś branża.
– Nasze produkty powstają z energii, więc jej cena i dostępność są absolutnie kluczowe. Do tego dochodzi konkurencja globalna i regulacje. Dwukrotnie więcej wydajemy dziś na dostosowanie się do nich niż na badania i rozwój – mówiła.
To połączenie czynników sprawia, że sektor, który przez lata był fundamentem europejskiej gospodarki, dziś sam znalazł się w punkcie, w którym jego przyszłość przestaje być oczywista.
Innowacje bez rozpędu
Wątek innowacji w tej dyskusji nie był oderwany od problemów przemysłu. Przeciwnie – pokazywał, że nawet tam, gdzie Europa wciąż ma silne kompetencje, coraz trudniej je przekuć w realną przewagę.
– Mamy w Europie dużo innowacji, ale problemem jest to, czy trafiają na rynek. Nadal traktujemy je jako koszt, a nie inwestycję. Tymczasem to właśnie inwestycje w zdrowie i nowe technologie przekładają się na silniejszą gospodarkę. Potrzebujemy dziś większego apetytu na finansowanie – mówiła Lyndsay Sullivan, szefowa dywizji Bayer Pharmaceuticals dla Europy Środkowo-Wschodniej.
Ten sam problem z innej perspektywy opisywała Pia Schall, dyrektor generalna Boehringer Ingelheim w Polsce, wskazując na znaczenie stabilnego otoczenia dla rozwoju innowacji.
– Inwestycje to tylko jedna strona. Równie ważna jest przewidywalność i ochrona własności intelektualnej. Dziś innowacje nie zawsze są chronione wystarczająco długo, co utrudnia podejmowanie decyzji inwestycyjnych. Tym bardziej że sektor ponosi bardzo wysokie koszty badań i rozwoju. Polska ma duży potencjał – jest jednym z liderów w badaniach klinicznych – ale potrzebne są stabilne ramy prawne, które pozwolą na długofalowe inwestycje – podkreślała.
W praktyce oznacza to, że Europa nie przegrywa dziś brakiem pomysłów, ale tym, czy potrafi stworzyć warunki, w których innowacje mogą się rozwijać i zostawać na jej rynku.
Gra wciąż trwa
W całej dyskusji wyraźnie ścierały się dwie perspektywy. Z jednej strony – rosnące napięcia i poczucie, że Europa traci tempo. Z drugiej – przekonanie, że jej fundamenty wciąż są mocne, a problem leży raczej w sposobie ich wykorzystania. Na ten drugi wymiar zwracał uwagę Sebastian Płóciennik, dyrektor Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej.
– Nasze problemy wynikają z ogromnej transformacji opartej na radykalnych innowacjach. Europa nigdy nie była w nich najsilniejsza, ale potrafiła łączyć nowe technologie z dojrzałym przemysłem – i to była jej przewaga. Nie przegrywamy automatycznie, tylko musimy lepiej wykorzystać to, co już mamy – mówił.
W jego ocenie część diagnoz dotyczących „upadku” europejskiego przemysłu jest uproszczona, a zmiany, które dziś obserwujemy, są w dużej mierze efektem globalnego wyrównywania poziomów rozwoju.
Jednocześnie – jak podkreślano – bez przyspieszenia decyzji i większej spójności działań trudno będzie te atuty utrzymać. To wyzwanie dotyczy nie tylko poszczególnych sektorów, ale całego modelu funkcjonowania europejskiej gospodarki.
– Mamy wiele elementów, które powinny się połączyć – od domknięcia wspólnego rynku po lepszą koordynację działań. W świecie rosnącej konkurencji możemy sobie z tym poradzić tylko, jeśli będziemy działać razem – zaznaczał Michał Baranowski.
To tempo decyzji i ich konsekwentne wdrażanie rozstrzygną, czy Europa potrafi działać jako wspólnota – i czy dzięki temu wykorzysta swój potencjał.
Partnerem publikacji jest BASF Polska























































