Odblokowanie Cieśniny Ormuz i spadek cen ropy naftowej sprawiły, że uczestnicy rynku terminowego wycofali się z zakładów na wzrost stóp procentowych w Polsce. Co jednak cieszy dłużników, to może doprowadzić do osłabienia złotego i wyższej inflacji.


Tegoroczny szok naftowy wstrząsnął inflacyjnymi oczekiwaniami tak konsumentów, jak i producentów oraz inwestorów. Ci ostatni założyli, że bankierzy centralni wyjdą poza podręcznikowy schemat i zacieśnią politykę monetarną w obliczu szoku podażowego (czego w teorii robić się nie powinno). Nie doceniono jednak kreatywności polskiej Rady Polityki Pieniężnej, która na początku marca pomimo skoku inflacji zdecydowała się na odważną obniżkę stóp procentowych .
Później wśród ekonomistów zapanował konsensus zakładający, że była to ostatnia obniżka w ramach rozpoczętego w maju ubiegłego roku „niecyklu” luzowania polityki pieniężnej w Polsce. A przecież jeszcze pod koniec lutego scenariuszem bazowym były dwie lub nawet trzy 25-punktowe obniżki stopy referencyjnej NBP, do poziomu 3,25-3,50%.
Rynek liczył na podwyżki stóp w NBP. Teraz już niekoniecznie
Gdy w kwietniu inflacja konsumencka nieoczekiwanie przyspieszyła do 3,2%, rynek terminowy był przekonany, że Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się podnieść stopy procentowe o 50-75 pb. w drugiej połowie roku. Na taką wycenę wskazywało notowania kontraktów FRA 9x12 jak również rynek długu, na którym rentowności polskich 2-letnich obligacji skarbowych w połowie maja zbliżyły się do 5%.
- Im bardziej bankierzy centralni zarzekają się, że stóp nie będą podnosić, tym bardziej rynek im nie wierzy i przesuwa swoje oczekiwania w kierunku wyraźnie wyższych od obecnych kosztów kredytu – pisałem niespełna dwa miesiące temu.

I teraz wygląda na to, że to bankierzy centralni przeforsowali swój punkt widzenia. Albowiem w drugiej połowie maja oraz w czerwcu rynek terminowy niemal całkowicie wycofał się z zakładu na wzrost stóp procentowych w Polsce. 29 czerwca kontrakty FRA9x12 wyceniały trzymiesięczną stopę procentową w horyzoncie kolejnych 9 miesięcy na ok. 3,80%. Czyli z grubsza na tyle, ile wynosi dzisiejsza stopa referencyjna NBP (3,75%).
Do podobnych wniosków doszedł rynek długu. Tam rentowność 2-letnich obligacji skarbowych spadła do 4,11% wobec 4,91% obserwowanych jeszcze w połowie maja. To jednak poziom nadal wyższy od tego, co obserwowaliśmy w lutym, kiedy to rentowności polskich dwulatek zeszła nawet do 3,4%. Wtedy jednak rynek spodziewał się dalszych obniżek stóp w RPP. A teraz wciąż nie wyklucza, że następnym ruchem będzie jednak ich podwyżka.
Złoty może znaleźć się w tarapatach
O ile perspektywa utrzymania obecnych – historycznie dość niskich – stóp procentowych w NBP zapewne cieszy dłużników zadłużonych na zmienną stopę procentową, o tyle taka polityka niesie ze sobą ryzyko utrwalenia podwyższonej inflacji i osłabienia złotego.
Chodzi o to, że NBP w tym momencie znalazł się w innym obozie monetarnym niż najważniejsze banki centralne świata. Trzy tygodnie temu Europejski Bank Centralny zdecydował się na pierwszą od trzech lat podwyżkę stóp procentowych. Rynek na 57% wycenia szanse, że do drugiej 25-punktowej podwyżki stóp w EBC dojdzie we wrześniu. Także w czerwcu na kolejną podwyżkę stóp zdecydował się Bank Japonii.
Rynek terminowy na blisko 80% wycenia także prawdopodobieństwo scenariusza, w którym Rezerwa Federalna do końca roku podniesie cenę pieniądza o przynajmniej 25 pb. Byłaby to zatem ciekawa ironia, gdyby nowy prezes Rezerwy Federalnej rozpoczął urzędowanie od zaostrzenia polityki pieniężnej, mimo że prezydent Trump wielokrotnie domagał się obniżenia stopy funduszy federalnych.
W sytuacji, gdy zarówno Fed jak i EBC podnoszą stopy procentowe, a RPP pozostawia je bez zmian, złoty może osłabić się względem euro i dolara. Zresztą taką też tendencję na rynku walutowym obserwujemy od mniej więcej 2-3 tygodni.
- Spadki cen ropy doprowadziły na krajowym rynku FI do wycofania się inwestorów z wyceniania podwyżek stóp NBP. Przy utrzymujących się oczekiwaniach na wyższe niż obecnie stopy EBC i Fed oznaczało to zawężanie implikowanego dyferencjału stóp, a tym samym niższą atrakcyjność złotego dla strategii carry trade. – napisali w poniedziałkowym raporcie ekonomiści PKO BP.
Kurs walutowy ma znaczenie nie tylko dla wyników eksporterów i importerów, ale też wpływa na presję cenową wewnątrz kraju. Wzrost notowań euro i dolara oznacza nie tylko droższy import, ale też wyższe ceny wszelakich dóbr eksportowalnych. Dobrym przykładem są tu paliwa płynne, które choć w większości wytwarzane są w krajowych rafineriach, to ich ceny zależą od notowań na rynkach światowych oraz kursu USD/PLN. A ten w ostatnich dniach i tygodniach działa na niekorzyść konsumentów.
Reasumując, o ile zmiana rynkowych oczekiwań względem przyszłych stóp procentowych w Polsce cieszy ministra finansów (czyli reprezentanta największego dłużnika w kraju – a więc Skarbu Państwa) oraz podmioty zadłużone w oparciu o zmienną stopę procentową, to taki rozwój wydarzeń potencjalnie może zaszkodzić złotemu i doprowadzić do wyższej stopy inflacji CPI.



























































