Dyson wypuścił na rynek szczoteczkę do zębów za blisko dwa tysiące złotych, która miała zmienić nasze życie, a tymczasem po niecałym miesiącu od premiery brytyjski producent po cichu "gadżet" wycofuje. Model CameraJet, naszpikowany sztuczną inteligencją i kamerami, okazał się mieć jedną drobną wadę... nie za bardzo lubi się z wodą.


Firma potwierdziła, że w „niewielkiej liczbie” egzemplarzy z wczesnych partii wystąpił problem z podzespołami. Dyson dwoi się i troi w komunikatach PR-owych, zaklinając rzeczywistość, że to absolutnie nie jest oficjalna akcja przywoławcza, a sprzęt zniknął z półek, bo... popyt był tak gigantyczny. Zbieg okoliczności między doniesieniami o awariach a nagłymi „brakami magazynowymi” jest jednak dość zabawny. Na szczęście producent wyizolował felerną partię i obiecuje zwrot gotówki poszkodowanym.
Co dokładnie dolega szczoteczce za bagatela 1999 zł?
Przede wszystkim sprzęt ma poważny problem z utrzymaniem szczelności. Mimo szumnych obietnic o certyfikacie wodoodporności IPX7, który w teorii powinien gwarantować przetrwanie pod wodą przez pół godziny na głębokości metra, woda swobodnie dostaje się do środka. Użytkownicy donoszą o płynie gromadzącym się w komorze baterii, co w przypadku gadżetu za „dwa klocki” jest, delikatnie mówiąc, kompromitujące.
Jakby tego było mało, masowo odmawiają posłuszeństwa stacje dokujące, a same urządzenia mają tendencję do przegrzewania. Zirytowani nabywcy nie przebierają w słowach i wprost piszą na forach, że czują się, jakby zapłacili fortunę za zaszczyt wzięcia udziału w płatnych beta-testach mocno niedopracowanego produktu.
Szczoteczka z kamerą, bo czemu nie?
Najwięcej śmiechu (i irytacji) budzi jednak sztandarowa funkcja urządzenia. CameraJet miała łączyć szczotkowanie, nitkowanie i płukanie ust. Wbudowana szerokokątna kamera i AI celują strumieniem płynu dokładnie w przestrzenie międzyzębowe. Problem w tym, że żeby kamera w ogóle widziała zęby, trzeba mieć otwarte usta. Kiedy masz otwarte usta, a urządzenie pod ciśnieniem strzela w nie płynem, efekt jest łatwy do przewidzenia. Klienci żalą się, że po każdym dwuminutowym myciu muszą przeprowadzać generalne sprzątanie łazienki, a także się przebierać, bo sam użytkownik również jest cały w paście i płynie.

Nowa, rzekomo pozbawiona wad partia ma trafić do sprzedaży w najbliższych tygodniach. Pytanie tylko, czy znajdą się kolejni chętni...
Oprac. AO.

































































