Obecnie w Polsce mamy 430 tys. urzędników. Łącznie w sektorze państwowym pracuje ok. 3 mln osób. Są to pracownicy urzędów samorządowych i centralnych, nauczyciele, policjanci i celnicy. Do tego dochodzą zatrudnieni w państwowych firmach, organizacjach, itp. Innymi słowy, na 16 mln pracujących, ponad 18% ludzi czerpie dochody z sektora publicznego, a prawie 3% wszystkich zatrudnionych stanowią urzędnicy. Z budżetu wynika, że w 2012 roku na wynagrodzenia urzędników wydamy 24,2 mld zł, z tego 2 mld zł na nagrody.
Wysokie płace to mit
Pensje w budżetówce są różne. Płace w firmach państwowych są średnio o 10% wyższe niż w prywatnych. Wysokość wynagrodzenia zależy od stażu, urzędu i stanowiska. Statystyka pokazuje, że średnie pensje w urzędach są wyższe niż wynosi przeciętna krajowa. Jednak dane te zawyżają prawdziwe urzędnicze tuzy – prezydent miasta zarobi ponad 100 tys. zł brutto rocznie, a referent w urzędzie skarbowym może liczyć na ok. 1,9 tys. zł brutto, czyli 22,8 tys. zł brutto rocznie.
Średnia będzie wyższa, jeśli uwzględni się trzynaste pensje i inne profity, na które nie zawsze można liczyć w prywatnej firmie. Np. urząd zawsze ma obowiązek tworzyć Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych, nawet jeżeli zatrudnia mniej niż 20 pracowników przeliczeniu na pełne etaty.
Praca w urzędzie dla większości tam zatrudnionych nie jest spełnieniem marzeń. Zarobki nie należą do najwyższych, ale jak na polskie warunki są całkiem przyzwoite. Niemniej młodzi raczej wybierają tę drogę kariery z przymusu – rynek pracy często nie oferuje im niczego lepszego. Zwykle nie mają szansy awansu na wyższe stanowisko – no chyba, że wstąpią do właściwej partii politycznej.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl
































































