Ostatnie dni listopada to także pierwsze dni, kiedy niemiecka giełda zaczyna pracę w nowym wymiarze czasowym. GPW jest otwarta na nowe pomysły, jeśli pojawią się od uczestników rynku.


W poniedziałek handel we Frankfurcie będzie trwał dłużej. Deutsche Boerse, czyli operator niemieckiej giełdy, wydłużył sesję do godz. 22.00. Ma to pomóc inwestorom we właściwej reakcji na zachowanie rynku amerykańskiego, na którym handel trwa od godz. 15.30 do 22.00.
To 6,5 godziny handlu na otwartym rynku (z tym że odbywa się też handel z możliwością składania zleceń przed otwarciem), w Polsce jest to 8 godzin. W Londynie handel trwa 8,5 godziny, a w Moskwie 9 godzin. Japończycy z kolei handlują 6 godzin (właściwie 5 z powodu godzinnej przerwy). Wspomnijmy o handlu na rynku forex, który trwa 24 godziny na dobę przez 5 dni w tygodniu, czy ciągłym handlu kryptowalutami 24/7.
Sentymenty giełdowe
Ogromny wpływ na notowania ma wzajemny sentyment giełd z Azji, Europy i Wall Street. Jednak wiele razy prowadził on europejski handel na manowce, zwłaszcza przy ujemnym otwarciu giełdy w Stanach.
Warszawski parkiet bardzo często, mimo dobrego sentymentu na krajowym rynku i prowadzenia indeksów w górę przez cały dzień, w obliczu słabszego początku handlu za oceanem potrafił skończyć dzień na minusie bez względu na to, czy w ciągu dnia przeważały wzrosty. Nie byłoby w tym nic dziwnego, jeśli wiązałoby się ze znaczącymi wydarzeniami, jak choćby ostatnia reakcja na nowy wariant wirusa COVID-19.

Tyle tylko, że w czasie nakładania się sesji europejskich (w tym polskiej) z amerykańską, czyli w godzinach 15.30-17.00 spadki w USA (często bez konkretnej przyczyny) oznaczały zamknięcie giełdowego dnia na minusie dla Europy. Kontynuowany handel w Stanach i nowe wydarzenia jak przemówienia czy twitty prezydenta (częste w okresie kadencji Donalda Trumpa), wystąpienia przedstawicieli Rezerwy Federalnej czy publikowane dane makroekonomiczne potrafiły zmienić obraz sesji i wyciągnąć najważniejsze indeksy do góry. Tworzyło to dysonans w postaci zniżkujących giełd europejskich i rosnącej giełdy amerykańskiej. Szczególnie widoczny na GPW, która reaguje ze wzmożoną siłą na negatywne impulsy.
Przesłanki te, zgodnie z informacją przekazaną przez Deutsche Boerse, stały za wydłużeniem sesji w Niemczech. Przedstawiciele GPW wskazywali, że są otwarci na dyskusję, o ile pojawią się sygnały z rynku.
DM wolą skrócić sesję
Sygnały z rynku w ostatnim czasie były jednak takie, aby raczej skrócić handel sesyjny, niż go wydłużać. Zrzeszająca biura i domy maklerskie Izba Domów Maklerski już w ubiegłym roku wystosowała w tej kwestii odpowiedni wniosek. Podnosiła w nim kwestię czasu pracy maklerów i doradców. Analiza, którą sporządzono, sugerowała, że długość sesji nie ma wpływu na poziom obrotów giełdowych, a tym samym poziom przychodów.
Kluczowe znaczenie mają tu więc koszty, które wyraźnie rosną rok do roku. O ile w poprzednim kwartale branża domów maklerskich zakończyła z zyskiem, to kwartał II był pod kreską i pod względem wyniku netto był najbardziej podobny do czasów przed pandemią.
Dłuższa sesja - więcej pracy
Władze GPW już kilka lat temu zgłaszały chęć wydłużenia sesji do godz. 17.30. Jednak nie było to po myśli Domów Maklerskich, które musiałby zmienić godziny pracy, prawdopodobnie zwiększyć zatrudnienia, tym samym generując większe koszty. Tak było, kiedy ostatni raz wydłużono sesję. Od 1 września 2008 r. obrót akcjami trwa od godz. 9.00. Wcześniej była to 9.30
"Przy obecnym harmonogramie godzin sesji standardowy dzień pracy maklera wynosi nie 8 godzin, jak można by domniemywać, a blisko 10,5h. Trwa on z reguły od 7:00 do 17:30" - czytamy we wniosku IDM do GPW.
O komentarz do sprawy poprosiliśmy eksperta, który obserwuje handel z bliska. Podniósł on kilka wątpliwości i konsekwencji takich pomysłów.
"Widzimy trend do wydłużenia sesji handlowych na rynkach. O ile mówimy o handlu czysto elektronicznym, to on może funkcjonować 24 godziny na dobę. Natomiast w sytuacji kiedy jest wymagany nadzór opiekunów, maklerów, traderów, analityków, dużym wyzwaniem jest znalezienie kolejnych kadr. Obecna sytuacja nie przekłada się jednak na ich dostępność, ponieważ jest mniej egzaminów zawodowych przeprowadzonych przez KNF np. na doradcę inwestycyjnego. Bez większej ilości specjalistów nie uda się pokryć już teraz rosnącego zapotrzebowania, a tym bardziej w sytuacji zwiększonej długości sesji" - mówił Paweł Cymcyk, prezes Związku Maklerów i Doradców (ZMiD).
Jeśli niemieckie rozwiązania zostałyby przyjęte w Polsce, oznaczałoby to więcej pracy dla maklerów, większe koszty dla domów maklerskich. Zgodnie z danymi KNF funkcjonuje ich 36 plus kolejnych 9 w ramach banków prowadzących działalność maklerską. Wygląda to na dużo pracy, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę niewiele dni bez sesji. W 2021 roku (oprócz weekendów) jest to tylko 10 dni. Najbliższe to te wypadające w Wigilię 24 grudnia oraz Sylwester 31 grudnia.




























































