Piątkowy poranek przyniósł zdecydowany odwrót azjatyckich indeksów giełdowych. Spadki zdominowały parkiety od Tokio po Tajpej, gdy inwestorzy wyprzedawali akcje producentów półprzewodników i gigantów technologicznych. Nastrojów na rynku nie poprawiały też rosnące napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie oraz powracający strach przed wyższymi stopami procentowymi w USA.


Obserwowane 17 lipca spadki na giełdach w Azji były bezpośrednią kontynuacją fatalnej sesji na Wall Street, gdzie technologiczny indeks Nasdaq Composite zniżkował o kolejne 1,47%, a indeks producentów półprzewodników VanEck Semiconductor ETF tąpnął o blisko 4%. Za oceanem najmocniej ucierpiały takie potęgi jak Arm Holdings, Micron, AMD oraz Broadcom - każda ze spółek straciła ponad 5%. Skala przeceny może wskazywać, że trwająca od kilkunastu miesięcy euforia technologiczna wchodzi w korektę.
"Zachowanie akcji spółek chipowych w najbliższym czasie pozostaje kluczową kwestią dla całego rynku giełdowego. Pokazują one obecnie bardzo poważne pęknięcia. Musimy szybko zobaczyć silne i trwałe odbicie, w przeciwnym razie zaczną pojawiać się realne ostrzegawcze sygnały" - komentował Matt Maley, główny strateg rynkowy w Miller Tabak, cytowany przez agencję Bloomberga.
Pogrom w Tokio i Tajpej. Kioxia ukarana w Teksasie
Najsilniejsze uderzenie przyjęły rynki w Japonii i na Tajwanie, czyli bezpośrednie zaplecze produkcyjne dla globalnego sektora AI. Charakteryzujący się w ostatnich tygodniach największą zmiennością południowokoreański indeks KOSPI był wyłączony z handlu, z uwagi na święto państwowe - Koreańczycy z południa obchodzą 17 lipca Dzień Konstytucji. Akcje tamtejszych liderów odnotowały jednak potężne straty podczas czwartkowej sesji. Notowania SK Hynix spadły o 11%, a Samsunga o 8,77%.
W piątek o godz. 7:30 czasu polskiego japoński Nikkei 225 tracił 5,21%, główny indeks giełdy na Tajwanie - Taiex cofał się 6,47%. Hang Seng spadał o 2,68%, a SSE Composit zniżkował o 3,37%.
W Japonii głównym motorem wyprzedaży stał się konglomerat SoftBank, którego notowania runęły o 11,68% (w trakcie sesji spadki pogłębiały się do 12%). Podobnie zachowywały się akcje kluczowych dostawców technologii. Producent maszyn do produkcji chipów Tokyo Electron stracił 9,9%, a Advantest oddał 9,7%.
Największa przecena dotyczyła jednak producenta pamięci flash Kioxia, którego kurs na giełdzie w Tokio zanurkował w piątek o ponad 16%. To pokłosie wyroku federalnej ławy przysięgłych w Teksasie, która nakazała japońskiej firmie zapłatę 229 mln dolarów odszkodowania za naruszenie patentów amerykańskiej spółki Viasat.
Na Tajwanie główny motor tamtejszej gospodarki - producent chipów TSMC - stracił w piątek 7,29%.
Akcje TSMC spadają pomimo świetnych wyników
Przecena TSMC była o tyle paradoksalna, że spółka opublikowała świetne wyniki finansowe za drugi kwartał, które pobiły oczekiwania analityków. W czwartek firma poinformowała, że jej zyski wzrosły w raportowanym okresie o 77% rok do roku. Tym co mogło nie spodobać się inwestorom był jednak fakt, że gigant zdecydował się na podniesienie prognozy całorocznych wydatków kapitałowych do przedziału 60-64 mld dolarów (wobec wcześniejszych szacunków na poziomie 52-56 mld). TSMC zainwestuje też dodatkowe 100 mld dolarów w Arizonie, gdzie buduje kolejną fabrykę.
Zamiast entuzjazmu, ta deklaracja wywołała na rynku obawy i pytania, czy gigantyczne nakłady finansowe na infrastrukturę AI zaczną przynosić realne zyski uzasadniające kosmiczne wyceny spółek technologicznych.
"Mamy do czynienia z kolejnym pogromem amerykańskiego sektora technologicznego i AI. Ostatni faworyci hossy mocno tracą, po tym jak wczorajsze wyniki TSMC w Azji nie zostały uznane za wystarczająco silne, by uzasadnić dalsze wzrosty w tym sektorze. Rośnie obawa przed nadmiernymi wydatkam" - ocenił w rozmowie z CNBC Andrew Jackson, strateg w Ortus Advisors.
Jednocześnie Jackson uspokajał jednak, pozostając na stanowisku, że piątkowa wyprzedaż to raczej gwałtowne rozładowanie zatłoczonych pozycji spekulacyjnych na AI niż trwałe załamanie długoterminowych fundamentów tej branży.
Wojna na Bliskim Wschodzie podbija ceny ropy i strach przed Fedem
Trudną sytuację na rynkach akcji dodatkowo komplikuje napięta sytuacja geopolityczna. Inwestorzy z niepokojem obserwują Bliski Wschód, gdzie konflikt na linii USA-Iran wszedł znowu w fazę otwartej wymiany ognia.
Armia Stanów Zjednoczonych przeprowadziła w nocy z czwartku na piątek szóstą z rzędu rundę nalotów na cele w Iranie. Ruch tankowców w kluczowej dla światowych dostaw Cieśninie Ormuz ponownie zamiera, co przełożyło się na ceny surowców. Notowania ropy Brent oraz WTI rosną w tym tygodniu o ponad 10%, co stanowi najsilniejszy tygodniowy skok cen czarnego złota od kwietnia bieżącego roku.
Wzrost cen energii natychmiast ożywił demony inflacyjne w USA. Przedstawiciele Rezerwy Federalnej zaczynają wysyłać rynkom jastrzębie sygnały. Prezes Fed z Kansas City, Jeff Schmid, przyznał publicznie, że inflacja pozostaje jego największą obawą. Z kolei szefowa Fed z Dallas, Lorie Logan, wezwała do dalszego podnoszenia stóp procentowych, argumentując, że inflacja w USA wciąż nie zmierza w sposób trwały do wyznaczonego celu.
Oprac. Michał Misiura


























































