Po siedmiu wzrostowych sesjach z rzędu nowojorskie indeksy nie chciały już iść w górę. W tle były obawy o negocjacje z Iranem i przyszłość żeglugi przez Cieśninę Ormuz. Mimo słabszego piątku Nasdaq Composite zaliczył największy tygodniowy wzrost od listopada.


Indeks S&P500 zakończył tydzień na poziomie 6 816,89 punktów, co oznaczało regres o zaledwie 0,11% względem czwartkowego kursu odniesienia. W ten sposób benchmark ten przerwał trwającą siedem sesji wzrostową serię. Ale w skali całego tygodnia S&P500 urósł o ponad 3,5% po zwyżce o 3,4% w tygodniu poprzednim.
Także Nasdaq Composite zanotował najlepszy tydzień od listopada, przez poprzednie pięć sesji rosnąc o blisko 5% po zwyżce o 4,4% w zeszłym tygodniu. Było to odbicie z 7-miesięcznych minimów po tym, jak amerykański rynek akcji cofnął się pod wpływem obaw o stagflację wywołaną kryzysem naftowym.
Na tym odcinku ostatnie dni nie przyniosły przełomu. W trzecim dniu trwania rozejmu między Iranem a USA Cieśnina Ormuz nadal pozostawała generalnie zamknięta dla żeglugi. Według danych z portalu Marine Traffic, opracowanych przez BBC, od momentu zawarcia rozejmu w nocy z wtorku na środę Iran przepuścił przez cieśninę 19 statków, z czego większość to kontenerowce, a jedynie cztery to tankowce. Setki tankowców stoi na kotwicy po obu stronach Ormuzu, oczekując na wynik rozpoczynających się w sobotę negocjacji pomiędzy wysłannikami Teheranu i Waszyngtonu. Irytacji tą sytuacją nie ukrywał prezydent Donald Trump, po raz kolejny domagając się od władz Iranu pełnego otwarcia cieśniny.
Na razie inwestorzy oceniają marcowe „zniszczenia” w gospodarce. Na froncie inflacyjnym wszystko obyło się zgodnie z oczekiwaniami. Marcowa inflacja CPI w Stanach Zjednoczonych wprawdzie wyraźnie przyspieszyła z 2,4% do 3,3%, ale tzw. inflacja bazowa podniosła się tylko nieznacznie (2,5% do 2,6%). Taki odczyt sugerowałby, że inflacyjna fala z rynków paliwowych (jeszcze?) nie przelała się do innych sektorów gospodarki USA.

Mimo to amerykańscy konsumenci mają bardzo negatywną opinię na temat stanu koniunktury gospodarczej. Kwietniowy odczyt indeksu Uniwersytetu Michigan zaliczył tąpnięcie do 47,6 pkt. względem 53,3 pkt. w marcu. To najniższy odczyt w przeszło 70-letniej historii tego wskaźnika. Przy czym kwietniowe badanie przeprowadzono jeszcze przed ogłoszeniem rozejmu z Iranem. Ponadto amerykański konsument w ostatnich latach słynie z tego, że powszechnie narzeka w badaniach sondażowych, a potem i tak szasta (nierzadko pożyczoną) gotówką na zakupach.
Warto jednak odnotować skokowy wzrost oczekiwań inflacyjnych wśród Amerykanów. Oczekiwana przez badanych inflacja w horyzoncie roku podniosła się do 4,8 proc. wobec 3,8 proc. w marcu i oczekiwań ekonomistów na poziomie 4,2 proc. W długim terminie wyniosła 3,4 proc. wobec 3,2 proc. w marcu i wobec oczekiwanych 3,4 proc.
- Geopolityka jest teraz w centrum uwagi. Zdominowała nagłówki oraz narrację na rynku. To nie na fundamentach opiera się teraz rynek – uważa Tim Ghriskey, starszy strateg w nowojorskim Ingalls & Snyder wypowiadający się dla agencji Reuters. – Jest teraz dużo strachu, dużo niewiadomych – dodał Ghriskey.
W przyszłym tygodniu na Wall Street rozpoczyna się sezon publikacji raportów za I kwartał. Analitycy liczą na bardzo solidną poprawę korporacyjnych zysków. Według danych LSEG oczekiwany wzrost EPS-u (tj. zysku przypadającego na indeks S&P500) wynosi 13,9% rdr.
KK




























































