Jedna z najpopularniejszych na świecie sieć sklepów odzieżowych sukcesywnie ścina liczbę sklepów. Od końca 2022 roku zmniejszyła już ich liczbę z 4,7 tys. do 4 tys. To nie koniec. Mogą także dotknąć polskich lokalizacji.


H&M to niezbędny sklep każdej galerii handlowej w 81 krajach świata. Jednak ostatnio zamyka hurtowo swoje placówki. Co gorsze, nie widać, by ten trend miał się odwrócić. Raport za pierwsze półrocze 2026 roku nie pozostawiał złudzeń - odnotowano sprzedaż na poziomie 5,6 mld dolarów, a wyniki były zgodne z zeszłorocznymi, mimo iż firma posiadała o 3 proc. mniej sklepów niż rok wcześniej. Do wakacji liczba placówek zmniejszyła się do 4036. Np. w styczniu zniknęły dwa sklepy z krajobrazu Manhattanu.
Przez lata H&M musiało się martwić o konkurencję ze strony innych tradycyjnych sieci modowych typu Zara. Teraz jednak ma do czynienia z dwoma procesami, które znacząco wpływają na sprzedaż stacjonarną. Po pierwsze, większość konsumentów przeniosła się do sieci, tam robiąc także odzieżowe zakupy. Długoterminowe umowy najmu lokali przestały więc się opłacać. Po drugie szwedzka sieć walczy o przetrwanie w branży fast fashion z azjatyckimi sklepami typu Temu i Shein.
Te czynniki spowodowały, że plan restrukturyzacyjny sieci zakłada likwidację tradycyjnych sklepów. W drugim półroczu bowiem spółka planuje zamknąć 170 placówek, przy czym otworzy 90 nowych. Bilans więc jest nadal ujemny. Do tego sieć skłania się ku "rejonizacji" sklepów, a więc dostosowanie oferty do potrzeb danej lokalizacji. Usprawniony zostanie także proces sprzedaży internetowej.
Do tych perturbacji doliczyć także zarzuty UOKiK, który stwierdził, że sklepy nie informowały klientów o niższej cenie z 30 dni przed obniżką lub nie robiły tego w sposób prawidłowy.

opr. aw
































































