Informacje docierające ze Stanów Zjednoczonych doprowadziły do osłabienia złotego i gwałtownego wzrostu kursu dolara amerykańskiego. W cieniu tych trendów obserwujemy sukcesywne umacnianie się franka szwajcarskiego.


Sierpniowe statystyki inflacji CPI w USA srodze rozczarowały tych ekonomistów i inwestorów, którzy liczyli na złagodzenie presji cenowej w największej gospodarce świata. Mocny wzrost inflacji bazowej uświadomił uczestnikom rynku, że Rezerwa Federalna musi mocno podnieść stopy procentowe, aby spowolnić spadek siły nabywczej dolara. Pojawiły się nawet spekulacje o 100-punktowej podwyżce stopy funduszy federalnych na przyszłotygodniowym posiedzeniu FOMC.
Taka sytuacja wzmocniła dolara, który odrobił prawie wszystkie straty z ostatnich dni. Na polskim rynku oznaczało to skok kursu USD/PLN z ok. 4,62 zł do blisko 4,74 zł w środę rano. Amerykańska waluta znów jest droższa niż euro, choć 20-letnie minimum z końcówki sierpnia nie zostało przebite.
Natomiast kurs euro do 10:00 zdążył urosnąć do 4,7233 zł, dokładając jeden grosz do wtorkowego kursu odniesienia. Następnie obniżył się do 4,7154 zł. W ten sposób nie powiodły się mozolne próby złamania strefy 4,68-4,70 zł, jakie kurs EUR/PLN podejmował od początku września.

- Przyznać jednak należy, iż sytuacja techniczna polskiej waluty nie uległa większym zmianom. W dalszym ciągu obowiązuje bowiem krótkoterminowy trend spadkowy w notowaniach EUR/PLN, choć w naszej ocenie – co chcemy kolejny raz podkreślić – potencjał do umocnienia złotego jest ograniczony – napisali ekonomiści Banku Millennium w porannym raporcie.
Z punktu widzenia frankowych dłużników niepokojący jest dalszy wzrost notowań helweckiej waluty. Na parze z euro frank szwajcarski niemal wyrównał najmocniejsze poziomy w historii odnotowane w sierpniu. W środę rano skutkowało to wzrostem kursu franka nawet w pobliże 4,93 zł. Później notowania CHF obniżyły się w okolice 4,92 zł.
KK




























































