Czwartkowy komunikat Rady Polityki Pieniężnej podtrzymał proinflacyjną politykę monetarną i nie wskazał na możliwość normalizacji stóp procentowych w jakimkolwiek horyzoncie czasowym. Złoty pozostał słaby i teraz rynek oczkuje na popołudniowe wystąpienie prezesa NBP Adama Glapińskiego. Osobną kwestią jest wyraźne umocnienie franka szwajcarskiego.


Był to najpóźniej opublikowana decyzja RPP – komunikat z NBP pojawił się dopiero o 18:15. Mimo że lipcowa projekcja zakłada utrzymanie się inflacji CPI powyżej celu przez następne dwa lata, to Rada nie zasygnalizowała nawet jakiejkolwiek możliwości zmiany skrajnie ekspansywnej polityki pieniężnej w postaci praktycznie zerowych stóp procentowych oraz programu skupu obligacji.
Dla rynku nie było to wielkim zaskoczeniem. Tym bardziej że w ostatnim czasie oficjalna komunikacja Rady zaczęła rozmijać się z wypowiedziami prezesa Glapińskiego, który faktycznie dysponuje większością głosów w tym gremium. Dlatego też większe znaczenie dla notowań złotego może mieć przewidziane na 15:00 wystąpienie prezesa Narodowego Banku Polskiego.
Reakcja rynku walutowego na komunikat RPP była neutralna. Większych zmian nie przyniósł także piątkowy poranek. O 9:28 kurs euro kształtował się na poziomie 4,5424 zł. Pozostajemy więc w paśmie bardzo słabego złotego, za jaki można uznać notowania euro w przedziale 4,50-4,60 zł. Przed marcem 2020 roku polska waluta była wyceniana tak nisko jedynie przejściowo w momentach nasilenia kryzysu finansowego w latach 2009, 2011/12 oraz 2016.

W ostatnim czasie złotemu nie sprzyja też sytuacja na globalnym rynku walutowym. Powoli wyczerpuje się entuzjazm na rynkach akcji, a rynki długu zdają się wyceniać wyraźne ochłodzenie koniunktury gospodarczej. Ponadto walutom krajów rozwijających się szkodzi umacniający się dolar.
W piątek rano za amerykańską walutę trzeba było zapłacić 3,8386 zł. Przez dwa poprzednie dni kurs USD/PLN atakował poziom 3,85 zł, wyrównując tym samym czerwcowy szczyt i wspinając się na najwyższe poziomy od trzech miesięcy.
Sygnałem rosnącej awersji do ryzyka był silny wzrost notowań franka szwajcarskiego. W rezultacie cena helweckiej waluty na polskim rynku wzrosła do 4,19 zł, a w czwartek przekraczała nawet 4,20 zł. Tak drogiego franka nie widzieliśmy od końcówki marca, gdy w Polsce dobiegała końca druga fala COVID-19.
KK































































