Prezydent zdecyduje, czy podpisać ustawę o zakazie telefonów w szkołach podstawowych. Według dr. Macieja Dębskiego, eksperta w dziedzinie higieny cyfrowej, to źle skonstruowane prawo. Ekspert i aplikacja KidsAlert przestrzegają też przed nowym niebezpiecznym wyzwaniem.


Prezydentowi kończy się czas na decyzję w sprawie ustawy zakazującej korzystania z telefonów komórkowych w szkołach podstawowych. Zakaz ma obowiązywać od 1 września. Tymczasem aplikacja KidsAlert ostrzegła przed kolejnym niebezpiecznym wyzwaniem z TikToka. Sam zakaz niewiele jednak zmieni, bo problemem nie są telefony, lecz model działania platform społecznościowych, które zarabiają na ludzkiej uwadze - ocenił w rozmowie z PAP socjolog dr Maciej Dębski.
Według najnowszego alertu aplikacji KidsAlert w mediach społecznościowych (to bezpłatne narzędzie dla rodziców i nauczycieli, które pomaga chronić dzieci przed zagrożeniami w internecie, stworzone przez Fundację Prospołeczną), przede wszystkim na TikToku, popularność zdobywa trend polegający na wrzucaniu do wody butelki kaucyjnej i wskakiwaniu za nią do zbiornika. Nagraniom towarzyszy wulgarny okrzyk. W bardziej ryzykownych wersjach uczestnicy wykonują skok z rozpędzonej hulajnogi lub roweru. Filmy osiągają miliony wyświetleń. Autorzy alertu ostrzegają, że zabawa może skończyć się urazem kręgosłupa, trwałą niepełnosprawnością lub utonięciem.
- Dzisiaj mamy mnóstwo zagrażających życiu challenge'y, szczególnie na TikToku. Platformy sobie z tym nie radzą. A właściwie bardziej nie chcą, niż nie mogą, bo to się po prostu dobrze klika i przynosi pieniądze - powiedział PAP dr Maciej Dębski, socjolog oraz jeden z czołowych ekspertów w dziedzinie higieny cyfrowej i e-uzależnień. Jest założycielem i prezesem Fundacji Dbam o Mój Zasięg, która edukuje społeczeństwo, szkoły oraz rodziców, jak odpowiedzialnie korzystać z urządzeń ekranowych.
Jak podkreślił ekspert, internetowe platformy funkcjonują w modelu opartym na monetyzacji uwagi. - Im większe zainteresowanie budzą takie treści, tym większe zyski. Dlatego nie opłaca się ich skutecznie eliminować - ocenił.

Zdaniem eksperta określenie „media społecznościowe” coraz mniej odpowiada rzeczywistości. - To są media antyspołecznościowe. Miały ludzi łączyć, a coraz częściej polaryzują, radykalizują, zabierają czas na relacje i pogarszają zdrowie psychiczne dzieci oraz młodzieży - powiedział.
Dębski przypomniał, że internet od lat napędza kolejne niebezpieczne wyzwania - od blackout challenge po rozpędzanie karuzeli hulajnogą elektryczną. Jego zdaniem dzieci często nie przewidują konsekwencji swoich działań, ale problem nie dotyczy wyłącznie najmłodszych. - Głupota nie ma wieku - stwierdził.
Odnosząc się do ustawy zakazującej korzystania z telefonów komórkowych w szkołach podstawowych, ekspert ocenił, że nie rozwiąże ona problemu.
- To źle skonstruowane prawo. Wprowadza zakazy, ale nie daje szkołom narzędzi. Dyrektorzy i nauczyciele zostaną z tym sami - powiedział.
Zwrócił uwagę, że największe natężenie korzystania z telefonów przypada nie podczas lekcji, lecz po powrocie uczniów do domu.
- W szkole korzystanie z telefonów jest stosunkowo niewielkie. Nadużywanie zaczyna się rano przed wyjściem z domu i osiąga szczyt po południu. To nie szkoła jest głównym problemem - zaznaczył.
Dodał, że decyzję o wprowadzeniu zakazu odbiera przede wszystkim jako gest polityczny. - Jeszcze półtora roku temu minister edukacji była zdecydowaną przeciwniczką takich rozwiązań. Dziś politycznie trzeba pokazać, że coś się robi. Tymczasem ani szkoły, ani dzieci nie są do tego przygotowane - ocenił.
Dodał, że możemy zakazywać telefonów w szkołach, „ale jeśli nie zaczniemy rozmawiać o odpowiedzialności mediów antyspołecznościowych, za chwilę będziemy ostrzegać przed kolejnym challenge'em”.
Mira Suchodolska (PAP)
mir/ kcz/





















