Pomimo coraz wyższych notowań ropy naftowej kurs euro do złotego pozostaje stabilny, aczkolwiek wyraźnie powyżej 4,30 zł. Wydarzeniem dnia na rynku walutowym będzie popołudniowa decyzja władz Europejskiego Banku Centralnego.


- Potencjał aprecjacji PLN ograniczało jednak napięte otoczenie zewnętrzne, w tym wzrost ceny ropy Brent, która w nocy przebiła poziom 95 USD/b, podbijając presję na oczekiwania inflacyjne – napisali analitycy PKO BP. „Czarne złoto” w czwartek rano drożało o 3,7% i kosztowało ponad 97,5 USD za baryłkę. To efekt postępującej eskalacji wojny pomiędzy USA a Iranem. Dodatkowym problemem dla Europy są szybko rosnące notowania gazu ziemnego, który kosztuje już ponad 63 euro za MWh.
Jak na razie złoty dość dzielnie znosi tą drugą rundę szoku energetycznego. W czwartek rano kurs euro wynosił 4,3329 zł i był tylko o ćwierć grosza wyższy niż w środę wieczorem. Od dwóch tygodni eurozłoty porusza się w przedziale 4,30-4,35 zł po tym, jak na przełomie czerwca i lipca kurs EUR/PLN podniósł się z 4,24 zł do 4,35 zł.
Większa zmienność na rynkach walutowych może się pojawić po dzisiejszym posiedzeniu Rady Prezesów EBC. Zarówno większość ekonomistów jak i handlujących walutami spodziewa się, że Europejski Bank Centralny tym razem pozostawi stopy procentowe bez zmian. Koszty kredytu w strefie euro w czerwcu zostały podniesione o 25 pb. Kolejnej takiej podwyżki rynek spodziewa się we wrześniu.
- Ewentualne gołębie akcenty mogłyby schłodzić oczekiwania rynku i nieco rozszerzyć oczekiwany dyferencjał stóp NBP–EBC z korzyścią dla złotego. Potencjalne wsparcie dla PLN może jednak zostać zneutralizowane przez dalszą eskalację konfliktu na Bliskim Wschodzie, dlatego scenariuszem bazowym pozostaje stabilizacja głównych par ze złotym w pobliżu bieżących poziomów – twierdzą eksperci PKO BP.

Tymczasem sytuacja na głównej parze walutowej świata pozostaje bez istotnych zmian. Kurs EUR/USD nie rośnie pomimo coraz gorętszej sytuacji na Bliskim Wschodzie i groźby powtórki kryzysy energetycznego w Europie. Dzięki temu dolar nie kosztuje więcej niż 3,80 zł i taki stan utrzymuje się od połowy lipca.
Sukcesywnie w dół idą za to notowania franka szwajcarskiego, który w czwartek rano taniał o kolejne pół grosza i kosztował 4,6549 zł. Przypomnijmy, że jeszcze w zeszłym tygodniu helwecka waluta była wyceniana na ponad 4,70 zł.
Spadkowa korekta trwa także na parze funt-złoty. Szterling potaniał już do 5,0722 zł, podczas gdy jeszcze w poniedziałek kosztował ponad 5,11 zł.
KK


























































