Systematycznie rosnący, wymagany przez banki wkład własny kredytów hipotecznych podziałał motywująco na Polaków kupujących mieszkania. Wysokość wkładu sukcesywnie rośnie, choć nadal najczęściej staramy się o kredyt, wykładając z własnej kieszeni mniej niż 20 proc. wartości nieruchomości.
Przypomnijmy – wysokość minimalnego wkładu własnego rośnie sukcesywnie co roku na mocy tzw. rekomendacji S Komisji Nadzoru Finansowego. W przyszłym roku minimalny wkład wyniesie 20 proc. wartości mieszkania. Co prawda banki nadal dadzą możliwość wyłożenia tylko 10 proc. wkładu, ale pod warunkiem przedstawienia dodatkowych zabezpieczeń. W grę wchodzi tzw. ubezpieczenie niskiego wkładu własnego. Inne rozwiązanie to zabezpieczenie w postaci blokady środków na rachunku bankowym albo zastaw na papierach wartościowych Skarbu Państwa lub NBP.

Mimo to najwyraźniej Polacy wzięli sobie do serca ostrzeżenia o rosnącym wkładzie, a być może jest to dowód większej świadomości finansowej obywateli, czyli po prostu chęci uzyskania jak najtańszego i najbezpieczniejszego kredytu – a tak się właśnie dzieje, im wyższy jest wkład własny.
Zadłużenie po polsku
Nadal największy odsetek przyznanych kredytów to te ze wskaźnikiem LtV większym lub równym 80 proc., a więc z wkładem na poziomie 20 proc. lub mniejszym – tłumaczą eksperci z portalu TargiMieszkaniowe.net. Z ostatniego raportu Amron Sarfin (za II kw. 2016) wynika, że w badanym okresie w całym portfelu udzielonych kredytów, tych z najniższym wkładem było nieco ponad 42 proc.
36 proc. kredytów stanowiły te, gdzie kredytobiorca z własnej kieszeni wykładał od 20 do 50 proc. wartości mieszkania, tylko niecałe 7 proc. miało wkład na poziomie od 50 do 70 proc. Natomiast nieco ponad 13 proc. to nieruchomości kupowane praktycznie za gotówkę – z wkładem własnym powyżej 70 proc.
Choć oczywiście w całej puli zdecydowanie dominują kredyty z najniższym udziałem środków własnych kupującego, to jednak ich odsetek sukcesywnie maleje. W stosunku do wcześniejszego kwartału spadł o blisko 5 punktów procentowych, podobny wynik mamy w porównaniu rok do roku, natomiast w dłuższej perspektywie widać wyraźny spadek. Przykładowo: w II kw. 2012 r. odsetek kredytów z LtV powyżej 80 proc. wynosił połowę wszystkich udzielonych.
Więcej za gotówkę
Równolegle widać inne zjawisko – tzn. sukcesywny wzrost udziału kredytów z minimalnym wkładem. Jeszcze cztery lata temu tych w wysokości do 30 proc. wartości mieszkania było zaledwie nieco ponad 4 proc. Przez ten czas ich odsetek wzrósł ponad dwukrotnie.
To oczywiście zupełnie zrozumiałe, biorąc pod uwagę trendy rynkowe. Od około 2 lat rosnącą popularnością inwestycyjną cieszą się mieszkania pod wynajem. Te dają wyższe stopy zwrotu niż obligacje państwowe czy lokaty. Inwestorzy korzystają ze stabilnych i stosunkowo niskich cen nieruchomości. Spora część z nich decyduje się wycofać środki z mało rentownych instrumentów, właśnie po to, by zainwestować na rynku mieszkaniowym.
Ile na wkład własny?
Minimalny przyszłoroczny wkład, bez konieczności przedstawiania dodatkowych zabezpieczeń, będzie oznaczał konieczność dysponowania środkami na przeciętym poziomie 61 850 zł, by móc starać się o kredyt na 50–metrowe nowe mieszkanie w Gdańsku.
W Warszawie, przy obecnych cenach (wg NBP – 7583 zł/mkw.) minimalny wkład wyniesie ponad 75 tys. zł. W Krakowie będzie to ponad 63 tys. zł, we Wrocławiu i Poznaniu – 62 tysiące zł. Spośród największych miast w najkorzystniejszej sytuacji będą mieszkańcy Łodzi. Tutaj, by myśleć o zakupie na kredyt własnych 50 metrów, przy obecnych cenach, trzeba by było dysponować gotówką rzędu 46 tysięcy złotych.






























































