Kurs USD/JPY naruszył zeszłoroczny szczyt i tym samym znalazł się na najwyższym poziomie od lipca 1990 roku. Minister finansów Japonii w odpowiedzi zagroził rynkowi podjęciem „zdecydowanych kroków”, co w języku oficjeli zwykle sygnalizowało interwencję walutową.


W środę o 9:50 za jednego dolara płacono 151,80 jenów japońskich. W nocy kurs USD/JPY sięgnął nawet 151,97 jenów za dolara, minimalnie przekraczając multidekadowe maksima z listopada 2022 i października 2023 roku. Były to najniższe notowania japońskiej waluty od 1990 roku.
Od ponad dwóch lat Japonia ma poważny problem ze swoją walutą. Od końcówki lutego 2022 roku kurs USD/JPY podniósł się z ok. 115 jenów do przeszło 150 jenów za dolara. Oznacza to, że w 25 miesięcy trzecia najważniejsza waluta świata straciła ok. ¼ wartości w stosunku do dolara. Tak źle rzadko kiedy zachowują się nawet waluty krajów rozwijających się.
- Obserwujemy zachowanie rynku z wysokim poczuciem pilności. Podejmiemy odważne kroki przeciwko nadmiernym ruchom i nie wykluczamy tu żadnej opcji – powiedział w środę minister finansów Japonii Shunichi Suzuki.
Półoficjalna zapowiedź interwencji rządu Japonii na rynku walutowym jest przejawem desperacji niemożności przyznania się do oczywistych błędów w polityce gospodarczej. Dokładnie tego samego sformułowania minister Shunichi Suzuki użył jesienią 2022 roku, gdy „samurajowie” interweniowali na rynku walutowym broniąc własnej waluty. O interwencji spekulowano także w październiku ubiegłego roku.
- Biorąc pod uwagę współczesną historię, przełamanie poziomu 152 może wywołać interwencję – uważa Rodrigo Catril, starszy strateg walutowy w National Australia Bank cytowany przez Bloomberga.
Monetarni kamikaze
Źródłem słabości jena jest obłąkana polityka monetarna prowadzona przez Bank Japonii. Aż do 19 marca BoJ jako jedyny bank centralny świata utrzymywał ujemne stopy procentowe oraz potężny program skupu aktywów, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych czy strefie euro stopy procentowe osiągnęły najwyższe poziomy od przeszło 20 lat. Japończycy zerwali z polityką ujemnych stóp niespełna dwa tygodnie.
W efekcie kapitał uciekał z Japonii do wyżej oprocentowanych aktywów dolarowych czy eurowych. Tylko od początku 2024 roku jen stracił do dolara 7% po tym, jak w roku 2023 osłabił się o 6,9%, w 2022 oddał 12,3%, a w 2021 kolejne 10,3%.
Interesujące jest, że jen znów zaczął się osłabiać pomimo marcowej decyzji Banku Japonii, który zaczął się wycofywać ze skrajnie ekspansywnej polityki monetarnej. – Przypuszczam, że rynek ostrożnie testuje, gdzie leżą limity rządu w Tokio. Uważam, że ryzyko interwencji jest dość wysokie, ponieważ to nowe cykliczne maksimum. Myślę, że jeśli Tokio nie zadziała, to zachęci ludzi do wyniesienia kursu USD/JPY jeszcze wyżej w ciągu najbliższych kilku dni - powiedział Reutersowi Christopher Wong, strateg walutowy z singapurskiego OCBC. Spekuluje się, że w drodze są kolejne podwyżki stóp procentowych w Japonii.
Skutki słabszego jena
Japońskie władze mogą mieć ambiwalentne podejście do kwestii deprecjacji jena. Z jednej strony słabsza waluta sztucznie zwiększa konkurencyjność japońskiego eksportu na rynkach światowych. Z drugiej strony działa proinflacyjnie, co przy już podwyższonej inflacji może skłonić pracowników do domagania się jeszcze większych podwyżek płac. Co prawda BoJ chciał pobudzić ten kanał inflacyjny, ale raczej nie zależy mu na wykreowaniu spirali płacowo-cenowej.
Równocześnie kwestia kursu USD/JPY ma znaczenie dla światowych rynków finansowych. Jen jest globalną walutą pożyczkową – tj. pożycza się pieniądze w niskooprocentowanym jenie i kupuje za to wyżej oprocentowane lub bardziej ryzykowne papiery czy to w USA czy na rynkach wschodzących. W tym sensie deprecjacja jena napędza hossę na światowych rynkach finansowych.
W tym kontekście część analityków zauważa, że osłabienie japońskiej waluty negatywnie rzutuje także na chińskiego juana. Trzy dni temu juan był najsłabszy od listopada w stosunku do USD.




























































