

Kto jeszcze nie wykorzystał tegorocznego urlopu, ten nie powinien czekać. W święta i sylwestra będzie drożej. Póki co jednak w biurach podróży trwa zimowa wyprzedaż wycieczek. Na wyciągnięcie ręki są egzotyczne i jeszcze kilka tygodni temu dużo droższe kierunki - Kenia, Tajlandia czy Wyspy Zielonego Przylądka.
Obserwatorzy branży turystycznej nie są zgodni, skąd wzięły się tak wyraźne spadki cen. Jedni mówią o nadpodaży ofert tej zimy, inni o okresowych wahaniach, które w takim samym tempie za chwilę mogą przynieść podwyżki. Powód nie musi jednak obchodzić turystów. Ważne, że jest w czym wybierać.
Kenia zamiast Egiptu
Zazwyczaj z początkiem października zagraniczna oferta turystyczna przechodzi w tryb zimowy. Na kilka miesięcy wygasa możliwość podróżowania na wyspy greckie, dużo mniej w ofertach kontynentalnej Hiszpanii czy włoskiego wybrzeża. Zamiast tego turystów wysyła się raczej – tak jak zresztą przez cały rok – do Egiptu, Turcji, Tunezji, a tych z grubszym portfelem na Dominikanę, Kubę, Wyspy Zielonego Przylądka czy do dalekiej Azji Wschodniej.

fot. TUi.pl

Jeszcze kilka tygodni temu, na przełomie października i listopada, za last minute na Dominikanę trzeba było zapłacić ok. 6 tys. zł. Kenia, Wyspy Zielonego Przylądka czy Tajlandia kosztowały co prawda poniżej 5 tys. zł, wciąż jednak pozostawały w górnej części tego przedziału cen. Kto wykazał się cierpliwością, ten zyska. W drugim tygodniu wycieczki na wyloty grudniowe, a niekiedy i styczniowe są wyraźnie tańsze.
fot. itaka.pl
Za wypad z Warszawy do 4-gwiazdkowego hotelu w Kenii (oferta HB, czyli śniadania i obiadokolacje), przy odrobinie szczęścia i elastyczności terminów wypoczynku można polecieć nawet za mniej niż 3 tys. zł (TUI). Za podobną cenę dostępne są 4-gwiazdkowe hotele na Wyspach Zielonego Przylądka w trybie all inclusive (Itaka). Dopłacając ok. 500 zł, można upolować wylot do Tajlandii. Za niewiele ponad 3 tys. zł coraz częściej dostępne są też Chiny (Pekin i okolice) czy Dubaj (jednak tu uwaga na zakres wyżywienia). Wszystko to jednak są incydentalne (co nie znaczy, że nie do upolowania) okazje, co potwierdzają ceny kolejnych propozycji z listy (patrz: foto powyżej). Trzeba mieć świadomość, że w tym samym czasie to samo biuro oferuje podobne wycieczki w cenach daleko wyższych.
Tanie bilety to tanie wycieczki
Nie ma wątpliwości, że otwarcie na Wschód, jakiego w tym roku – w przyzwoitych granicach cen – dokonało wiele biur podróży, to zasługa operujących od niedawna w Polsce linii lotniczych Emirates i Qatar Airways. Na promocyjnych warunkach do Azji, przez Dubaj i Doha, udały się dzięki nim tłumy startujących z Okęcia pasażerów.
fot. neckermann.pl
Jeszcze ponad rok temu kupno biletu do Azji w dwie strony za mniej niż 2000 zł wcześniej wymagało nie lada sprytu ze szczęściem w pakiecie. W ostatnich miesiącach jest to o wiele łatwiejsze. Touroperatorzy wiedzą, jak dużą część ceny wycieczki stanowi transport. Im częściej będzie on tani, tym więcej uda się zobaczyć. To powód, by kibicować kolejnym przewoźnikom, debiutującym na polskim niebie.
Malwina Wrotniak-Chałada, Bankier.pl
































































