Tajlandia, wyrastająca na cyfrowe centrum Azji Południowo-Wschodniej, naciska na hamulec. Rząd zawiesił budowę 49 potężnych serwerowni w związku z rosnącymi obawami o ich wpływ na lokalne społeczności i gigantyczne zużycie zasobów.


Decyzja o wstrzymaniu projektów ma dać tajlandzkim urzędnikom czas na opracowanie nowych regulacji dla branży. Przepisy te powinny ujrzeć światło dzienne w ciągu najbliższego miesiąca. Jak poinformował Danucha Pichayanan, sekretarz generalny Narodowej Rady Rozwoju Gospodarczego i Społecznego, krok ten zatwierdzono po pierwszym w historii posiedzeniu komisji ds. nadzoru nad centrami danych.
- Dzisiejsza decyzja nie oznacza, że Tajlandia zamyka drzwi przed kapitałem, ponieważ ta branża jest kluczowa dla naszej konkurencyjności - uspokajał minister finansów Ekniti Nitithanprapas. - Chcemy po prostu wprowadzić jasne i spójne standardy, aby sektor ten mógł rosnąć w sposób zrównoważony.
Nowe zasady nadzoru obejmą zarówno już funkcjonujące, jak i nowo powstające obiekty.
Miliardy dolarów i lex "na magazyn"
Do tej pory Tajlandia przeżywała istny wysyp inwestycji technologicznych. Tylko w pierwszej połowie tego roku rząd dał zielone światło dla 88 projektów związanych z AI i centrami danych o łącznej wartości 886 mld bahtów (ok. 27 mld dol.). To oznacza, że w ciągu zaledwie sześciu miesięcy przebito łączną wartość inwestycji technologicznych z całego 2025 roku (623 mld bahtów). Wśród firm rozbudowujących tam swoją infrastrukturę są najwięksi globalni gracze, tacy jak Google, Amazon, Microsoft czy TikTok.
Jednak ogromny apetyt centrów danych na energię elektryczną i wodę zmusza władze do rewizji podejścia. Wśród rozważanych scenariuszy są m.in. wyższe taryfy za prąd dla największych operatorów.
Pod lupę trafiają też inwestycje w gęsto zaludnionych obszarach. Gubernator Bangkoku, Chadchart Sittipunt, poinformował o wstrzymaniu zgód na trzy inne projekty. Powodem były skargi na serwerownię budowaną w bezpośrednim sąsiedztwie szpitala. Obnażyło to potężną lukę regulacyjną; mianowicie inwestorzy wnioskowali o pozwolenia na budowę centrów danych, klasyfikując je w dokumentach jako... zwykłe magazyny. Gubernator podkreślił, że takie obiekty muszą bezwzględnie podlegać ocenie oddziaływania na środowisko.
Obecnie w Tajlandii działa 35 centrów danych, a aż 117 kolejnych propozycji inwestycyjnych czeka na zatwierdzenie.
Kapitał płynie szerokim strumieniem, ale pieniądze to najmniejszy problem
Sytuacja w Tajlandii wpisuje się w szerszy, globalny trend zacieśniania nadzoru nad infrastrukturą cyfrową. Według prognoz PricewaterhouseCoopers (PwC), do 2050 roku globalne wydatki na centra danych osiągną bezprecedensowy w historii poziom 31,6 bln dolarów, by sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na AI.
Jednocześnie branża technologiczna musi mierzyć się z rosnącym oporem społecznym. Według grupy badawczej Data Center Watch, tylko w pierwszym kwartale tego roku z powodu lokalnych protestów zablokowano lub opóźniono na świecie co najmniej 75 projektów o łącznej wartości około 130 mld dolarów. Protestujący najczęściej podnoszą argumenty dotyczące degradacji środowiska, drenażu lokalnych zasobów energetycznych, a także szerszych obaw o wpływ sztucznej inteligencji na rynek pracy.
Oprac. AO.




